Flag Counter
Chorzów wczoraj, dziś i jutro

Turystyka - co warto zobaczyć

czwartek, 23 maja 2013

Chorzowianin

Trwa siódma edycja akcji „Przewodnik czeka”, organizowanej przez chorzowski oddział PTTK. We wszystkie soboty maja i czerwca odbywają się wycieczki do ciekawych miejsc na terenie miasta.

Wizyta w Elektrociepłowni ELCHO I Fot. Adam Lapski

W tym roku odwiedzono już Skansen i Elektrociepłownię ELCHO, odbyła się także wycieczka Szlakiem Secesji Chorzowskiej” 25 maja br. wcześniej zapisani uczestnicy odwiedzą „Alstom Konstal”. Plan pozostałych wycieczek w tegorocznym cyklu przedstawia się następująco: 1 czerwca „Wolka”– „Ogród Biblijny”, 8 czerwca – Urząd Miasta – Sztygarka, 15 czerwca – Śląskie Międzyuczelniane Centrum Edukacji i Badań Interdyscyplinarnych, 22 czerwca – „Sławni chorzowianie”, 29 czerwca – Park Śląski – Rosarium oraz Ogród Bylinowy i Japoński. Udział we wszystkich wycieczkach jest bezpłatny, zbiórka uczestników odbywa się zawsze o godz. 9.00 przy pomniku hrabiego Redena w centrum miasta. Na zakończenie ostatniej wycieczki planowane jest ognisko (obowiązują zapisy i płatność – 6 zł).

Program dofinansowany jest ze środków Urzędu Miasta Chorzów.

(k)
sobota, 23 marca 2013

NaszeMiasto.pl

Mamy jeden z najpiękniejszych parków w regionie. To właśnie tutaj mieściła się filia katowickiego zoo. Dokładnie tak, w Katowicach było kiedyś zoo

Park Kościuszki w Katowicach

Park Kościuszki w Katowicach
 
Dolina Trzech Stawów to miejsce na rekreację. Park Kościuszki na  relaks. W tym drugim miejscu  znajdują się np. drewniany kościółek św. Michała czy też cmentarz żołnierzy radzieckich. Spokój zakłócają jedynie co jakiś czas… dziki. Nie myślcie jednak, że największy park w granicach Katowic to miejsce w którym wieje nudą. Wręcz przeciwnie. Są tu przecież latem koncerty promenadowe, a zimą spontanicznie urządzane bitwy na śnieżki. Jest też w końcu miejsce na sport - tory do gry w bule, oraz zimowy tor saneczkowy.

Być może wspomniane dziki ciągną do parku, bo dawniej był tu… zwierzyniec? A dokładniej filia zoo. Tak, Katowice miały ogród zoologiczny w międzywojniu. Wówczas uważano je zresztą za placówki naukowe. Nasza mieściła się na terenie Miejskiego Ogrodu Naukowego przy ul. Bankowej 7, obok budynku Banku Polskiego (dziś jest tu Wydział Biologii UŚ).  Pierwsza, w 1925,  została tu utworzona ptaszarnia, potem przybyły cztery lisy i w końcu duma zoo - dwie lwice berberyjskie - podarowana miastu w 1928 przez dyrektora cyrku w Dreźnie. Lwiątka nazwano Saras i Ani. Niebawem w ich sąsiedztwie zagościły niedźwiedź malajski, dwa wilki, sześć małp, hiena, zające, króliki, wiewiórki i świnki morskie.

Druga część ogrodu mieściła się właśnie w parku. Na dużym stawie pływały łabędzie, były też dzikie kaczki, cyranki i kormorany, a w zagrodach jelenie, sarny, osiołki i owce. Planowano nawet przenieść tu lwy, ale pomysł ostatecznie nie wypalił, a lwy powędrowały do Warszawy.

Park imienia Tadeusza Kościuszki jest dopiero od 1925 roku. Został założony jako park miejski w 1888 roku na 6 hektarach. Z czasem przekształcił się w Park Południowy i znacznie poszerzył, o tereny, które miasto wydzierżawiło od przemysłowca Thiele-WIncklera.

Obecnie park im. Kościuszki jest największym zieleńcem w  Katowicach. Został zaprojektowany na wzór ogrodów angielskich. Występuje tu ok. 90 różnych gatunków drzew, ale dominuje sosna i brzoza. Opiekuje się nim Zakład Zieleni Miejskiej, który włada terenem o powierzchni 514 tys.  890 m kw.

- Codziennym utrzymaniem porządku, pielęgnacją drzew, krzewów i kwiatów oraz odśnieżaniem alejek, placyków i schodów na terenie parku zajmuje się 20 osób - wyjaśnia Mieczysław Wołosz, dyrektor ZZM.
To także zakład przeprowadza niezbędne naprawy, modernizacje oraz inwestycje w parku. W tym roku przybędzie w nim strefa fitness, czyli siłownia pod chmurką.

- Obok placu zabaw przy ulicy Pięknej. Będzie w niej sześć urządzeń do ćwiczenia różnych partii ciała - zapowiada dyrektor Wołosz. Strefa ma być gotowa już na  wiosnę.


Uroczy, drewniany i ma ponad 500 lat.
Uroczy, drewniany kościółek, a wokół morze zieleni -to kościół św. Michała Archanioła w parku Kościuszki. Niewielki kościółek ma już 503 lata. I jest tylko o cztery lata młodszy od Bazyliki św. Piotra w Watykanie!
Świątynia została zbudowana w 1510 roku w Syryni (ziemia rybnicka) i w 1938 roku z inicjatywy ówczesnego prezydenta Adama Kocura przeniesiona do Katowic. Drewniany kościółek miał być pierwszym elementem powstającego w parku skansenu. Skansen nie powstał, ale kościółek na szczęście przetrwał. Jest  niewielki,
z małym ołtarzykiem i ławami na kilkadziesiąt osób. A mimo tego, to najchętniej wybierane w Katowicach miejsce na ślub, słynne wśród młodych par. Najstarszymi elementami świątyni są prezbiterium i nawa. Można tu też zoba-czyć oresztki pierwotnej polichromii. Zachowały się też: gotycka kropielnica, szesnastowieczna rzeźba Matki Boskiej z Dzieciątkiem oraz barokowa ambona. Od 1997 kościół stanowi filię Muzeum Historii Katowic.
 
LOTA



piątek, 21 grudnia 2012

Chorzowianin

Chorzowski Oddział PTTK wydał kalendarz krajowych i zagranicznych imprez organizowanych w roku 2013. Wersja elektroniczna dostępna jest na stronie internetowej www.chorzow.pttk.pl, kalendarz w wersji ściennej odebrać można w biurze przy ul. Floriańskiej 42/1. Nakład ograniczony.

Na szlak z kalendarzem PTTK!

Oprócz szczegółowego planu wycieczek i spotkań na cały rok 2013 wydawnictwo zawiera podstawowe informacje o działalności chorzowskiego oddziału Polskiego Towarzystwa Turystyczno-Krajoznawczego i jego kół, a także Chorzowskiego Centrum Informacji i Turystyki. Opisane są tu odznaki turystyki kwalifikowanej oraz charakterystyka Śląskiego Systemu Informacji Turystycznej.

Wśród zapowiadanych wyjazdów m.in. wizyta w basenach termalnych „Meander Park” i parku wodnym „Tatralandia” na Słowacji, zwiedzanie Ołomuńca, Pragi czy Opawy w Czechch, Drezna, Lipska i Berlina w Niemczech oraz węgierskiej stolicy – Budapesztu. Nie zabraknie wyjazdów na tradycyjne winobranie na Morawach i jarmarki adwentowe w Dreźnie, Pradze i... Krakowie.

Odbędzie się oczywiście Rajd Chorzowskich Rodzin zaplanowano także kontynuację programu Turystyki Trzeciego Wieku oraz cyklu pieszych wycieczek po Chorzowie – „Przewodnik czeka”.     

Rok 2013 został ogłoszony Rokiem Przewodnictwa w PTTK. 

poniedziałek, 25 czerwca 2012

Naszemiasto.pl

Nie musisz wyjeżdżać na długi weekend. Wspaniałe wycieczki i atrakcje możesz sobie zorganizować sam. Wszystkie w promieniu 60 km od Katowic. Oto nasze propozycje - pisze Anna Ładuniuk
 
 
Pałac i park w Pławniowicach
To prawdziwa perełka z końca XIX wieku. Znajduje się w powiecie gliwickim, niedaleko zjazdu z autostrady A4. Dawna siedziba rodu Ballestremów, w ostatnim czasie wspaniale odrestaurowana i udostępniona do zwiedzania. Wokół rozciąga się park. Pałacowa kaplica pełni rolę kościoła parafialnego.

Zwiedzanie pałacu odbywa się z przewodnikiem - warto, choćby dla ciekawostek o historii Ballestremów, o tym, jak po 45 roku mieszkał tu marszałek Koniew i co dalej działo się z tym miejscem. Fascynująca jest także historia restauracji kompleksu w ostatnich latach, uratowanego cudem od kompletnej ruiny. Właścicielem obiektu jest diecezja gliwicka i dziś znajdują się tu także miejsca noclegowe, odbywają się plenerowe koncerty.

Sprawdziliśmy: w czasie długiej majówki  gospodarze czekają na turystów i planują zwiększyć częstotliwość oprowadzania grup. Obiekt ma być otwarty dłużej niż zwykle. Dokładne informacje o godzinach otwarcia pojawią się na stronie internetowej zespołu pałacowo-parkowego w przyszłym tygodniu.
 
 
Smoleń i inne orle gniazda
Na liczącym 163 kilometry Szlaku Orlich Gniazd, czyli zamków Jury Krakowsko-Częstochowskiej, znajduje się kilkadziesiąt, różnie zachowanych obiektów. Większość leży na terenie naszego województwa. Są tak usytuowane, że z każdego z nich widać kolejny. Proponujemy podczas majówki odwiedzić kilka z nich. Niektóre, jak np. Bobolice, zostały odbudowane, inne, jak Smoleń koło Pilicy, pozostały trwałą ruiną. W Podzamczu np. obok zamku ulokował się Park Miniatur
 
 
Miniatury sakralne w Częstochowie
Rok temu, kilka kilometrów od Jasnej Góry, na terenie dawnego kamieniołomu w Złotej Górze, tuż przy trasie pielgrzymek zdążających z Przeprośnej Górki, powstał Park Miniatur Sakralnych.

Znajdziemy tu 17 wiernie odwzorowanych, w skali 1:25, najważniejszych światowych sanktuariów, m.in. Lourdes, Fatimę, Santiago de Compostela, Asyż, Medjugorje, a nawet ormiański Eczmiadzyn. Trwają prace przy placach zabaw dla dzieci i obiektach gastronomicznych
 
 
Urok małego miasteczka, czyli Pilica
Około 2 tysięcy mieszkańców i 5 kościołów - tak najkrócej można scharakteryzować tę miejscowość na Jurze (powiat zawierciański). Bo z jednej strony wiadomo, że to dziś niewielkie miasteczko, a z drugiej - liczba kościo-łów świadczy o jego bogatej historii. 

Nazwa związana jest z rzeką Pilicą, która tu bierze swój początek. Zapraszamy na kilkugodzinny wypad do małego miasteczka z wielką przeszłością! Dojazd  przez Dąbrowę Górniczą
 
 
Ogród botaniczny w Zabrzu
Na 1 maja zaplanowana jest inauguracja sezonu w miejskim ogrodzie botanicznym w Zabrzu. Tego dnia można będzie posłuchać tu orkiestry dętej. Ale przecież nie tylko dla muzyki warto tu przyjść i zobaczyć, jak w samym centrum aglomeracji pięknie rozkwitają egzotyczne rośliny.

Można tu spędzić nawet kilka godzin, spacerując albo odpoczywając na jednej z wielu parkowych ławek. Bilet wstępu: 2 zł normalny i 1 zł ulgowy.
 
 
Zabytki techniki, nasz znak firmowy
Na szlak zabytków techniki w naszym regionie wpisanych jest kilkadziesiąt obiektów. Niestety, wstęp do wielu z nich trzeba rezerwować z wielodniowym wyprzedzeniem (wynika to z dużego zainteresowania turystów).

Zachęcamy do odwiedzin zawierciańskiej Huty Szkła. To może być rewelacyjna wycieczka, bo zwiedza się z przewodnikiem działający zakład i ogląda z bliska cały proces powstawania słynnych kryształów.
 
 
Lasy wokół Rybnika, Żor i  Pszczyny
Idealne miejsce na rowerowe wycieczki.

A może taka wyprawa wczesnym rankiem, gdy nie słychać miasta w oddali, przelatujących samolotów i głośnych kościelnych dzwonów? Gdzie całą muzykę lasu robi wyłącznie ptasia orkiestra? I kiedy szansa spotkania kolegi na rowerze zbliża się do zera?

W poszukiwaniu ciszy proponujemy las między Rybnikiem, Żorami i Orzeszem. Może w takim razie Kanetowiec, stacja wypoczynkowo- edukacyjna (na zdjęciu).
 
 

niedziela, 22 kwietnia 2012
 
 Zabytkowa Kopalnia Srebra w Tarnowskich Górach
Fot. Bartlomiej Barczyk / Agencja Gazeta                   
Zabytkowa  Kopalnia Srebra w Tarnowskich Górach
 
Zamiast gablotek z eksponatami, nowoczesna  aranżacja, multimedialne instalacje profesjonalnie wyprodukowane filmy. Tak  wygląda nowa wystawa w Zabytkowej Kopalni Srebra w Tarnowskich Górach.
 
Zabytkowa Kopalnia Srebra w Tarnowskich Górach
 Fot. Bartlomiej Barczyk / Agencja Gazeta               \
Zabytkowa Kopalnia Srebra w Tarnowskich Górach
 
        Sala wystawiennicza zabytkowej kopalni zmieniła się nie do poznania. Przez lata wyglądała jak każde inne stare muzeum. W zalanym światłem pomieszczeniu zwiedzający oglądali eksponaty wyłożone w oszklonych  gablotkach. - To było dobre w połowie XX wieku, a nie w drugiej dekadzie XXI!  Dzisiaj wszyscy oczekują innego sposobu prezentacji historii - mówi Marek  Kandzia, prezes Stowarzyszenia Miłośników Ziemi Tarnogórskiej, które opiekuje  się kopalnią.
 
Zabytkowa Kopalnia Srebra w Tarnowskich Górach
Fot. Bartlomiej Barczyk / Agencja Gazeta    
Zabytkowa Kopalnia Srebra w Tarnowskich Górach

O zmianach stowarzyszenie myślało od dawna, ale do tej pory  zawsze znajdowały się pilniejsze do wykonania prace. W końcu jednak udało się uzbierać niezbędną kwotę i stowarzyszenie mogło ogłosić konkurs na nową aranżację. - Zdecydowaliśmy się na konkurs, bo zależało nam na najlepszej, a  niekoniecznie najtańszej ofercie - mówi Kandzia. Odświeżenie kopalnianej  ekspozycji kosztowało ponad 500 tysięcy złotych, z czego 50 tysięcy to dotacja z  urzędu marszałkowskiego
 
Zabytkowa Kopalnia Srebra w Tarnowskich Górach
 Fot. Bartlomiej Barczyk / Agencja Gazeta   
Zabytkowa Kopalnia Srebra w Tarnowskich Górach
 
        Wybrani projektanci (Artur Lubos, Waldemar Musioł i Tomasz Kozik)  zaproponowali gruntowną zmianę aranżacji. Zgodnie ze współczesnymi muzealnymi  trendami sala wystawiennicza została całkowicie zaciemniona. W mrocznym wnętrzu  umiejętnie podświetlone eksponaty robią o wiele większe wrażenie. Atrakcją jest  m.in. wykorzystująca światło instalacja prezentująca sposób działania maszyny parowej zainstalowanej w Tarnowskich  Górach w 1788 roku.
 
Zabytkowa Kopalnia Srebra w Tarnowskich Górach Fot. Bartlomiej Barczyk / Agencja Gazeta 
Zabytkowa Kopalnia Srebra w Tarnowskich Górach

        Stare dokumenty i zdjęcia zostały zeskanowane  i można je teraz oglądać na nowoczesnych dotykowych ekranach. Ekspozycja została  uzupełniona materiałami filmowymi, archiwalnymi i przygotowanymi specjalnie na  potrzeby nowej aranżacji. W ostatnim pomieszczeniu można oglądać promocyjny film  zachęcający do zapoznania się z innymi atrakcjami miasta. W sympatycznej i  profesjonalnie przygotowanej produkcji zagrali związani z Tarnowskimi Górami  aktorzy, m.in. Eryk Lubos, Michał Majnicz i Artur Święs.

        Przy  okazji zmieniono też nieco podziemną ekspozycję. Opowieściom przewodników  oprowadzających po labiryncie kopalnianych korytarzy towarzyszą teraz rozmaite  efekty dźwiękowe. Turystów goni śmiech Skarbnika, z ciemności dochodzi dźwięk  stukania kilofem w ścianę, a w komorze zawałowej słychać przyprawiający o  drżenie trzask łamiących się drewnianych stempli.

- Mam nadzieję, że  zmiany spodobają się turystom. Im większy będzie ruch, tym większe będziemy  mieli szanse na kolejne inwestycje. Chcielibyśmy na przykład odrestaurować skansen maszyn parowych - mówi Kandzia.

        Rocznie Zabytkową Kopalnię Srebra w Tarnowskich Górach odwiedza nawet 100 tysięcy  turystów.
środa, 07 marca 2012
             Jacek Madeja
 
Wiadukty na trasie wąskotorówki są w fatalnym stanie
Fot. Bart´omiej Barczyk / Agencja Gazeta
Wiadukty na trasie wąskotorówki są w fatalnym stanie
 
Pasjonaci ze Stowarzyszenia Górnośląskich Kolei Wąskotorowych alarmują, że w tym roku znów będą mieli kłopot z uruchomieniem przejazdów zabytkowej linii. Powodem jest remont trzech wysłużonych, wiekowych wiaduktów.
 
Już trzeci sezon z rzędu amatorów przejażdżek może czekać rozczarowanie. Jak przypomina Bartosz Uryga, prezes SGKW, pierwszy raz zabytkowa linia miała problemy przed dwoma laty. Wtedy najpierw zerwał się jeden z mostków w Tarnowskich Górach, a następnie wandale wrzucili przenośne toalety do zbiornika w Nakle. - 95 proc. naszych pasażerów w sezonie to ludzie, którzy
jeżdżą wypoczywać nad zalewem. Z dnia na dzień, mimo że pogoda była piękna, nasze wagoniki opustoszały. Jeszcze gorzej było w zeszłym sezonie. Wtedy nie mogliśmy jeździć, bo część torów została zdemontowana przez budowniczych autostrady. Doszło do tego, że ludzie zaczęli pytać, czy kolej wąskotorowa w ogóle jeszcze istnieje - mówi Uryga.

Pasjonaci z SGKW boją się, że w tym sezonie będzie podobnie. Wszystko przez remont trzech zabytkowych wiaduktów, z których najstarszy został wybudowany w 1896 roku. Wiadukty znajdują się przed elektrociepłownią Szombierki i są w fatalnym stanie technicznym, ale jesienią zeszłego roku władze Bytomia dostały unijne dofinansowanie na ich remont. - Wniosek jest już po wstępnej weryfikacji i czekamy tylko na jego ocenę merytoryczną. Konkretny harmonogram
prac będzie znany po otrzymaniu dofinansowania - wyjaśnia Katarzyna Krzemińska-Kruczek, rzeczniczka bytomskiego magistratu. Dodaje, że prace najpóźniej muszą się rozpocząć w lipcu 2012 roku, bo do tego terminu magistrat ma ważne pozwolenie na budowę. Cały remont ma kosztować 5,2 mln zł, a brakująca kwota będzie pochodziła z budżetu Bytomia.
 
Problem w tym, że remont oznacza przerwanie połączenia wąskotorowego między centrum Bytomia a Karbiem. - W najgorszym wypadku uruchomimy odjazdy z Karbia, ale to nie najlepsze miejsce, bo wiele osób po prostu tu nie trafi. To oznaczałoby zmniejszenie liczby kursów i kolejny stracony sezon. Boimy się, że ludzie w końcu zapomną o wąskotorówce i ktoś wykorzysta lukę na rynku, bo kolej to nie tylko atrakcja turystyczna. To normalny, na dodatek jeden z najszybszych środków transportu dla plażowiczów, którzy jadą nad zalew w Nakle - zaznacza Uryga. Członkowie SGKW, szukając wyjścia z tej sytuacji, wpadli na pomysł porozumienia z "dużymi" kolejami albo KZK GOP. Chcą namówić je do wspólnego biletu. Gdyby się udało, pasażerowie mogliby choć część trasy przejechać wąskotorówką, a potem przesiąść się na autobus lub pociąg.
........................................................................................................................................
 
Chyba się wybiorę na wycieczkę wąskotorówką. Może ktoś ze mną?
środa, 22 lutego 2012

Dziennik Zachodni    Teresa Semik

Pierwszy pozew zbiorowy trafił do katowickiego Sądu Okręgowego. Wnieśli go niezadowoleni  z ubiegłorocznej wyprawy na  Krym turyści. Domagają się wypłaty po 2,5 tys. zł. Instytucja pozwów zbiorowych  obowiązuje w  polskim prawie od połowy 2010 roku. W założeniu ma ułatwić dochodzenie roszczeń na tej samej podstawie faktycznej.  Pozew zbiorowy musi obejmować minimum 10 osób  i  być napisany przez radcę prawnego lub adwokata.
 

(© arch. NM)

    Uczestnicy wycieczki na  Krym mają pretensje do organizatora, chorzowskiego biura turystycznego "Top", m.in. o to, że wysłano  ich autobusem brudnym, bez klimatyzacji, choć na Krymie było 40 st. C.  W dodatku autokar  zepsuł się po drodze. Nie odwiedzili też wielu zaplanowanych miejsc, a pilot nie znał języka,  itp.

Radca prawny Barbara Sosna przypomina w pozwie, że po powrocie uczestnicy wyprawy poinformowali właściciela biura o swoim niezadowoleniu. Ten  przyjął ich żale i przeprosił za niedogodności. Gdy jednak wezwali go do zwrotu części kosztów, w ogóle nie zareagował na ich żądania. A oni zażądają zwrotu części poniesionych kosztów  - po 1 500 zł i po 1 000 zł zadośćuczynienia za  zmarnowane wakacje, za które zapłacili po 4 tys. zł. 

Sąd wyznaczył termin pierwszej rozprawy już na 16 marca br., ale droga  do sukcesu jest jeszcze daleka. Wtedy bowiem sędzia podejmie decyzję, czy tę sprawę można rozpoznawać w tym trybie. Jeśli tak, musi zamieścić ogłoszenie w prasie, by do pozwu mogli dołączyć wszyscy poszkodowani.

Na Krym pojechały z chorzowskim biurem podróży 23 osoby, pozew złożyło 10 uczestników. A ponieważ każdą tę czynność można zaskarżyć, na pierwszą merytoryczną rozprawę trzeba będzie poczekać.

- Mam nadzieję, że nie dojdzie do tego procesu, bo  się wcześniej porozumiemy - mówi Aleksandra Trybus, współwłaścicielka biura podróży. - Na drogach ukraińskich może zepsuć się każdy pojazd, a to właśnie ta awaria doprowadziła do ograniczenia programu wycieczki i do złego funkcjonowania klimatyzacji. Jesteśmy gotowi do negocjacji i do  rekompensat, ale nie w żądanej wysokości.

wtorek, 27 grudnia 2011

Aquapark w Leśnej jest już otwarty
Fot. Dawid Chalimoniuk / Agencja Gazeta Aquapark w Leśnej jest już otwarty
 
O tym, że w Beskidach aquapark jest potrzebny, mówi się od dawna. Ale od pomysłu do jego realizacji bywa bardzo daleko.
 
Po bielskim aquaparku zostały zarastające chaszczami fundamenty, obiekty w Żywcu czy Jaworzu to na razie tylko plany. Dlatego turyści przyjeżdżający w Beskidy korzystają ze słowackich basenów w Oravicach, Besenovej czy Liptovskim Mikulasu.

Od kilku dni mogą korzystać także z aquaparku w malutkiej Leśnej na Żywiecczyźnie. Gdy pojawiły się informacje o jego budowie, zostały potraktowane jako żart. Tymczasem aquapark wybudowany przez prywatnego inwestora jest już gotowy. Niecki zostały napełnione wodą o temperaturze 38 stopni Celsjusza, w święta pojawili się tam pierwsi turyści. Goście aquaparku mogą korzystać z wielu atrakcji, m.in. kilku basenów, saun, 50-metrowej zjeżdżalni czy biczy
wodnych.
 
    
Zanim ze sztolni będą korzystać turyści, trzeba będzie starannie odnowić ceglane obmurze szybu
Fot. Grzegorz Celejewski / Agencja Gazeta Zanim ze sztolni będą korzystać turyści, trzeba będzie starannie odnowić ceglane obmurze szybu

Nawet najwięksi optymiści nie liczyli, że węglowy chodnik z 1828 roku wciąż istnieje. Mało tego - jest w bardzo dobrym stanie. Właśnie zakończyły się prace przy odkopywaniu szybu, którym będą zjeżdżać turyści
 
Sztolnia dziedziczna w Zabrzu na pewno przyciągnie mnóstwo turystów
Fot. Grzegorz Celejewski / Agencja Gazeta
Sztolnia dziedziczna w Zabrzu na pewno przyciągnie mnóstwo turystów
 

Korytarz będzie częścią trasy zabrzańskiej sztolni dziedzicznej. Jak podkreśla Tomasz Bugaj, główny specjalista do spraw górniczych w kopalni Guido, to prawdopodobnie najstarszy istniejący górniczy chodnik w naszym regionie. - Był zaznaczony na mapach, ale nikt nie przypuszczał, że przetrwa do naszych czasów. Zgodnie z praktyką powinien się zawalić. Po zejściu na dół ratownicy górniczy nie tylko odkryli, że istnieje, ale też że jest w dobrym stanie - opowiada Bugaj.

Korytarz, który w całości prowadzi przez warstwę węgla, ma około 200 metrów długości. Łączy sztolnię dziedziczną z podziemiami skansenu Królowa Luiza w rejonie ulicy Sienkiewicza. To właśnie tutaj górnicy odkopali zasypany szyb Wyzwolenie (dawniej Wilhelmina), którym można się dostać do chodnika. Prace nad odkopaniem 36-metrowego szybu zajęły ostatnie trzy tygodnie.

- Teraz trzeba będzie starannie odnowić ceglane obmurze szybu. Chcemy, żeby turyści zjeżdżali na dół przeszklonymi windami, a dodatkowo wokół obmurza będą prowadziły schody. Nie ma sensu robić repliki szoli, bo prawdziwa jest już w Guido. Równocześnie specjaliści muszą przygotować projekt zaadaptowania chodnika dla zwiedzających, bo to, że jest w całości w węglu, to dodatkowe ryzyko pożaru - dodaje Bugaj.

Przy Sienkiewicza rozpoczęły się też prace przy budowie parku 12C (w formie tego izotopu węgiel najczęściej występuje w przyrodzie). Zieleniec o powierzchni 1,6 hektara ma być plenerowym parkiem nauki. - To będzie atrakcja dla najmłodszych. Będą tutaj między innymi system pomp, śluz i jazów, które będzie można samemu uruchomić, i siedmiometrowa wieża z ruchomym lustrem, która będzie działać jak camera obscura - informuje Michał Glosz z kopalni Guido.

Trwają też prace przy renowacji nadszybia szybu Carnall i wznoszeniu budynku obsługi ruchu turystycznego przy ulicy Miarki, gdzie był dawny wlot sztolni. - Właśnie ogłosiliśmy przetarg
na udrożnienie 2,5 kilometra odcinka sztolni. Chodzi o usunięcie mułu, który odłożył się tu przez lata. Teraz w korytarzu, który ma 2,5 metra wysokości, trzeba w niektórych miejscach poruszać się na czworakach - wyjaśnia Anna Wieczorek, kierowniczka działu do spraw realizacji projektu.

Sztolnia powstała w XIX wieku. Łączyła kopalnie Król w Królewskiej Hucie i Królowa Luiza w Zabrzu. Początkowy odcinek służył do odwadniania podziemnych wyrobisk, a od zabrzańskiego szybu spławiano tędy łodzie z węglem, które później na powierzchni Bytomką płynęły do Kanału Kłodnickiego. Projekt rewitalizacji 2,5-kilometrowego odcinka sztolni kosztuje 71 mln zł, z czego 41,5 mln zł pochodzi ze środków unijnych. Atrakcjami - oprócz podziemnych korytarzy - będą między innymi rejs łódką i zwiedzanie podziemnego portu oraz jazda podziemną kolejką. Pierwsi turyści mają zjechać pod ziemię w 2013 roku.

niedziela, 05 września 2010
mac
 

Jak dostać nawet 20-proc. zniżkę na nocleg w jednym z beskidzkich schronisk? Wystarczy zostać honorowym krwiodawcą. Osoby, które honorowo oddają krew, mogą liczyć na specjalne względy w wielu schroniskach. Przyłączyły się one do akcji "Dawcom w Darze" i udzielają honorowym krwiodawcom od 10 do 20 proc. rabatu na noclegi.

Schronisko na Przegibku
Fot. Paweł Sowa / Agencja Gazeta
Schronisko na Przegibku
 
 
Zniżki obowiązują m.in. w bacówkach PTTK na Krawców Wierchu i Rycerzowej (Beskid Żywiecki), schroniskach PTTK na Hali Miziowej, Markowych Szczawinach, Przegibku, Wielkiej Raczy (Beskid Żywiecki), Błatniej, Klimczoku, Skrzycznem (Beskid Śląski) oraz na Leskowcu (Beskid Mały). Zniżki oferują też Stara Chata w Soblówce, Studencka Baza Namiotowa "Przysłop Potocki" w Beskidzie Żywieckim i Chata Wuja Toma w Beskidzie Śląskim.

Rabat jest przyznawany na podstawie legitymacji Honorowego Dawcy Krwi. Jest jednak warunek - ostatnie pobranie musi mieć miejsce nie dawniej niż przed rokiem.
 
Na podobne zniżki honorowi dawcy mogą liczyć także m.in. w Tatrach, Bieszczadach, Pieninach, Sudetach, Beskidzie Wyspowym i w Górach Stołowych. Szczegóły znajdują się na stronie www.dawcom.wierch.pl.

Beskidy zapraszają - zobacz zdjęcia
piątek, 16 lipca 2010

Polska Dziennik Zachodni Monika Ziółkowska-Wnuk

Budowa ścieżek dydaktycznych wokół Góry Birów i zamku w Podzamczu, parkingu dla rowerów, toalet, wycinka krzewów, które odsłonią skałki, oraz utworzenie rowerowego toru przeszkód - to tylko część planów, jakie ma gmina Ogrodzieniec.
 
 

Wokół ruin w Podzamczu ma powstać ścieżka dydaktyczna (© Fot. Anna Dziedzic)

 

Zadania mają być wykonane w ramach unijnego projektu, do którego chce przystąpić Zespół Parków Krajobrazowych Województwa Śląskiego.

- Jura jest wyjątkowa i niezwykle atrakcyjna, a na jej terenie występuje wiele chronionych gatunków roślin oraz zwierząt. Turyści bardzo często ją odwiedzają, jednak przy okazji często szkodzą środowisku. Musimy więc o nie zadbać i stworzyć całą infrastrukturę, która pozwoli na bezpieczne odwiedzanie tych pięknych terenów - mówi Marek Broda, dyrektor ZPKWŚ.

Do udziału w projekcie zostało zaproszonych dziewięć gmin, które najchętniej odwiedzają turyści. Obok Ogrodzieńca są to Olsztyn,
 
Janów, Żarki, Niegowa, Kroczyce, Pilica, Wolbrom i Olkusz.

Jeśli wart kilka milionów złotych projekt Zespołu Parków zostanie zaakceptowany, lepszą infrastrukturę zastaną turyści m.in. odwiedzający zamek i Górę Birów czy zespół źródeł rzeki Centuria. W gminie Pilica będą wykonane przejścia przez rezerwaty przyrody - aż do zamku w Smoleniu - i skomunikowany zostanie ruch turystyczny. Realizację tych zamierzeń przewidziano na lata 2011-2013.

- Warunkiem otrzymania dofinansowania jest zabezpieczenie przez gminy 15 proc. tzw. wkładu własnego. Niewykluczone jednak, że ich udział finansowy będzie mniejszy, bo będziemy starali się też o dofinansowanie projektu przez Wojewódzki lub Narodowy Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej - wyjaśnia dyrektor Broda.
czwartek, 15 lipca 2010
am

Udało się naprawić most na rzeczce Stoła zniszczony w czasie majowej powodzi. Po dwóch miesiącach przerwy wąskotorówka znów może więc jeździć z Bytomia do Miasteczka Śląskiego.

Peron wąskotorówki na dworcu PKP w Bytomiu
fot. Bartłomiej Barczyk/Agencja Gazeta
Peron wąskotorówki na dworcu PKP w Bytomiu
 
 
Do tej pory kolejka kursowała tylko w weekendy i dojeżdżała do kopalni srebra w Tarnowskich Górach. Od czwartku 15 lipca jeździ codziennie aż do Miasteczka Śląskiego. - Jazdę przez mostek zaczynamy w tym roku z poślizgiem. Myślę, że to dobra informacja dla wszystkich amatorów kąpieli na Chechle - mówi Bartosz Uryga ze Stowarzyszenia Górnośląskich Kolei Wąskotorowych. - Mamy specjalne miejsce do przewozu rowerów. Wagoniki są otwarte, więc można poczuć wiatr we włosach - dodaje Uryga. Bilet bez względu na długość trasy kosztuje 6 zł, ulgowy 3 zł. Przewóz rowerów nie wymaga opłaty.

Z dworca PKP w Bytomiu wąskotorówka wyjeżdża o godz. 9, 12 i 16, powrót z Miasteczka Śląskiego o godz. 10.20, 14.30 i 17.30. Czas przejazdu to 70 min.
 
Źródło: Gazeta Wyborcza Katowice
środa, 14 lipca 2010

 

Nowoczesne baseny, zjeżdżalnie, wypożyczalnia leżaków i boiska sportowe. Jednym zdaniem - odnowione kąpielisko Bugla w Katowicach. Tyle tylko, że przy okazji remontu miasto nie zadbało o parkingi i drogę dojazdową. Teraz na szybko urzędnicy chcą to naprawić. Ale to może nie być takie proste, bo trzeba wykupić prywatną działkę. Mieszkańcy, szczególnie ci zmotoryzowani, tracą cierpliwość, bo nie dość, że w perspektywie mają długą kolejkę do kasy po bilety, to najpierw jeszcze stoją w równie długim korku.

Nie będzie łatwo zbudować porozumienie pomiędzy właścicielami prywatnych firm a mieszkańcami Katowic, którzy przyjeżdżają na kąpielisko Bugla. Tym bardziej, że od kilku dni scenariusz wygląda tu tak samo: rozpaczliwe poszukiwanie wolnego miejsca na parkingu, potem odwrót na nie do końca z góry upatrzone, a raczej przypadkowe pozycje.

- Szukaliśmy miejsca do parkowania z 10 minut. Właśnie udało mi się wcisnąć na jakieś 10 cm od innego auta. Jest naprawdę bardzo ciężko ze znalezieniem miejsca - mówi Patryk Janta.

Nie może być inaczej, skoro od soboty codziennie na kąpielisku zjawia się kilka tysięcy ludzi, a miejsc parkingowych jest ledwie kilkadziesiąt.

- Oczywiście ta inwestycja nie jest zakończona. Jeszcze będzie budowany układ drogowy oraz dodatkowe parkingi. Myślę, że to zdecydowanie ułatwi dojazd do tego miejsca - zapewniał w ubiegłą sobotę Piotr Uszok, prezydent Katowic.

Obecnie dojazd do Bugli odbywa się po drodze prowadzącej przez prywatne działki. To nie podoba się właścicielom leżących przy niej firm. - Całe dojazdy są zastawione. Ludzie wychodzą do basenu na parę godzin i nie można ich ściągnąć, nie da się przejechać ani wyjechać. Ciężki transport tu stoi, bo auto jest zastawione.  W zasadzie cała Żeliwna stoi, dlatego mamy duży problem - podkreśla Jacek Masiak z hurtowni alkoholu "Alians".

Problem jest tym większy, że z niepokornymi kierowcami nie bardzo można coś zrobić. - To nie jest droga , tylko prywatna posesja. Jeżeli ktoś zaparkuje na terenie prywatnej posesji, to ani straż miejska, ani policja teoretycznie nie może usunąć takiego samochodu . Od kilkunastu lat czekamy na ruch miasta w tej sprawie - stwierdza Szymon Rogalski, właściciel działki, przez którą biegnie droga dojazdowa do kąpieliska.

Wygląda jednak na to, że miasto w końcu jakiś ruch wykona. W planach jest budowa miejsc parkingowych, ale tymczasowych. Jak wiele rzeczy wokół katowickiej Bugli. - Sukcesywnie naprawiamy to, o czym wiemy, że trzeba zrobić. Wiedzieliśmy, że może tutaj brakować miejsc parkingowych, szczególnie w takie dni jak w ostatni weekend. Ale mieliśmy tylko do wyboru decyzję, żeby jeszcze nie otwierać basenu - wyjaśnia Sławomir Witek, naczelnik wydziału sportu i turystyki w katowickim magistracie.

Niestety otwierając kąpielisko teraz, miasto zafundowało zmotoryzowanym plażowiczom prawdziwy horror. Bo nawet w tygodniu zaparkowanie samochodu przy Bugli jest bardzo trudne. Podobnie trudne może być docelowe rozwiązanie tej sytuacji. - Bugla od początku swej działalności nie miała dojazdu - przyznaje Jakub Jarząbek z UM w Katowicach.

Jednak taka sytuacja nie może trwać w nieskończoność. Dlatego plan miasta zakłada zrobienie dojazdu do kąpieliska od ul. Żeliwnej w innym niż dotychczasowe miejscu. Do tego konieczne jest jednak pozyskanie działki, na której miałby powstać parking. - Decyzja, w jaki sposób to będzie, czy przez zamianę, czy przez kupno, zostanie podjęta wtedy, kiedy powstanie projekt drogi. Ale trzeba być dobrej nadziei - zaznacza Jarząbek.

Albo, jak właściciele firm, liczyć na zmianę pogody. Tyle, że prędzej czy później słońce wróci, a wraz z nim komunikacyjny problem.

wtorek, 13 lipca 2010

Upalna pogoda sprwia, że ciągnie nas gdzieś nad wodę. W niedzielę nie można było wsiąść w Hajdukach do autobusu 632 wypełnionego powracającymi z kąpieliska BUGLA.

A oto jak wygląła niedzielna podróż nad często odwiedzany zalew Nakło - Chechło:

  

Polska Dziennik Zachodni Krzysztof Szendzielorz 

2010-07-09 23:29:18

Chcesz spędzić upalny weekend nad wodą? Przygotuj się na gigantyczne korki
 
 

Na plażę ściągają tysiące ludzi, większość samochodami

(© fot. Krzysztof Szendzielorz

Dzisiaj i jutro będą upały. A to oznacza, że kilkadziesiąt tysięcy turystów z całego regionu, żeby wykąpać się nad zalewem Nakło-Chechło, będzie musiało odstać swoje w kilometrowych korkach. Zaparkują, gdzie popadnie, przy okazji blokując przejazd strażakom i pogotowiu. Problem jest znany od wielu lat, ale urzędnicy nie potrafią sobie z nim poradzić. Chocholi taniec wokół zalewu trwa, mimo że turyści zostawiają tutaj co weekend dziesiątki tysięcy złotych. Na dodatek w tym roku nie ma żadnej alternatywy, bo nie dojeżdża tu wąskotorówka z Bytomia - majowe ulewy podmyły tor.
 
- Na podstawie prognoz pogody wiem, że na 100 % w sobotę i niedzielę będą utrudnienia na drodze wojewódzkiej numer 908 - mówi asp. Rafał Biczysko, rzecznik tarnogórskiej policji. Korki zaczną się tworzyć od rana. Policja przewiduje, że już o godz. 10 zabraknie miejsc parkingowych wokół zalewu. Jest ich około 2500. To za mało, bo w rekordowy weekend w ubiegłym roku nad zalew ściągnęło około 150 tys. ludzi.

Ten horror komunikacyjny ma miejsce co roku. Popularność kąpieliska nie mija, bo największym atutem 90-hektarowego akwenu jest czysta woda. Potwierdziły to także tegoroczne badania sanepidu.

- Przyjeżdżam nad zalew co najmniej od sześciu lat. Bardzo mi się tutaj podoba, ale nad zalewem nic się nie zmienia na lepsze. Ciągle są korki. Nie potrafię zrozumieć, że nikt nie jest w stanie temu zaradzić - mówi Gerard Magosz z Zabrza.

Ma rację. Samorządowcy nie potrafią się uporać nie tylko z problemami komunikacyjnymi, ale także z infrastrukturą wokół zalewu. Nie przeprowadza się tutaj żadnych poważnych inwestycji. Brakuje toalet, a droga przy zalewie jest dziurawa jak szwajcarski ser. W tym roku część ubytków zasypano żwirem. Nikt nie jest zainteresowany, aby uruchomić na czas wakacji dodatkowe linie autobusowe, na przykład z Bytomia. Henryk Szudy, szef MZKP, powiedział nam, że to się nie opłaca, bo autobusy... i tak będą stać w korku.

W sprawie zalewu można tu już mówić o swoistej inercji urzędniczej. Przez lata nie udało się rozwiązać skomplikowanej sytuacji własnościowej akwenu i terenów wokół, co pozwoliłyby tutaj cokolwiek legalnie budować. Zapewnianie bezpieczeństwa leży w kompetencjach starosty tarnogórskiego. Bo korki to zniechęcenie mieszkańców regionu do odwiedzania powiatu tarnogórskiego, a szczególnie zalewu.

- Odradzam państwu pisanie takiego tekstu - odpowiedział nam starosta. - Wpiszecie się w strategię i oczekiwania władz Świerklańca, które nie chcą, aby nad zalew przyjeżdżało jak najwięcej osób. Tymczasem ten teren powinien stać się wizytówką weekendowego wypoczynku dla gminy i całego powiatu - mówi Józef Korpak.

Dodaje, że opłaca nad zalewem ratowników WOPR i dodatkowe patrole policyjne. Stworzył też koncepcję nowego układu komunikacyjnego. Niestety, nie popierają tego władze Świerklańca i mieszkańcy Nowego Chechła, którzy wybudowali tam niedawno domy. Chciał też oddać pałac w Brynku wraz z parkiem ministrowi środowiska, w zamian za zalew (na razie w imieniu skarbu państwa zarządzają nim Lasy Państwowe, a od nich dzierżawi go Świerklaniec do 2014 roku). - Przejęcie zalewu oprotestowali radni ze Świerklańca, a poza tym minister stwierdził, że nie byłaby to zamiana ekwiwalentna - mówi Korpak.

Nadleśniczy Nadleśnictwa Świerklaniec Włodziemierz Błaszczyk mówi, że trzeba uregulować sprawy własnościowe kąpieliska, bo formalnie jest teraz w lesie, który podlega ochronie.

- Trzeba zmienić plan zagospodarowania i wpisać teren jako rekreacyjny. To jedyne wyjście, żeby można było inwestować w zalew - mówi Błaszczyk.
 
Problem jednak polega na tym, że gmina Świerklaniec postrzega zalew jak teren cenny pod względem przyrodniczym i taki zapis ma się znaleźć w przygotowywanym studium, czyli dokumencie poprzedzającym plan.

Nadleśniczy uważa to za nieporozumienie. - Nie wiem, co nad zalewem jest cenne pod względem przyrodniczym. Ten obszar od 30 lat jest wykorzystywany na cele rekreacyjne - mówi.

Michał Lesik, wicewójt Świerklańca, twierdzi jednak, że trzeba chronić las wokół akwenu i wodę. - Nie pozwolimy na parkowanie samochodami nad wodą. Parkingi będą mogły być budowane po przyjęciu planu wzdłuż drogi wojewódzkiej 908 - mów wicewójt
 
Kiedy to się stanie, nie wiadomo. Ponadto Lesik podkreśla, że dla władz gminy zalew nie jest najważniejszy. - Najważniejsi są mieszkańcy i ich potrzeby - mówi wicewójt.

Dodaje jednak, że plan zagospodarowania być może zostanie uchwalony w przyszłym roku. To oczywiście nie oznacza, że gmina będzie budowała parkingi. Powstanie tylko taka możliwość. Lesik przypomina, że gmina musi dbać też o zabytkowy świerklaniecki park.

I rzeczywiście dba. Zarządzający zalewem Gminny Ośrodek Rekreacji wkłada praktycznie wszystkie przychody z zalewu w park. Bo nad wodą pobierane są opłaty za parkowanie.

Starosta w tym roku zamierza podjąć jeszcze jedną próbę przejęcia zalewu. Chce, aby Lasy Państwowe zrzekły się tego obszaru, a wtedy, jako reprezentant Skarbu Państwa, mógłby nim zarządzać. Nie wiadomo, czy się uda. - To jest nasza ostatnia deska ratunku - twierdzi Korpak.

Takich dyskusji było przez ostatnie lata wiele. Turyści jak stali w korkach, tak stoją.
 

Nakło-Chechło: Korek na drodze wojewódzkiej nr 908

Polska Dziennik Zachodni Krzysztof Szendzielorz

2010-07-11 13:28:54 , Aktualizacja 2010-07-11 13:56:20

Zgodnie z przewidywaniami w niedzielę zakorkowała się droga wojewódzka 908 w rejonie zalewu Nakło-Chechło. Korek ciągnie od wjazdów nad zalew aż do tarnogorskiej dzielnicy Lasowice.

 

Nad zalewem wolnych miejsc parkingowych w niedzielę zabrakło około godz. 11

Zakorkowana jest droga wojewódzka nr 908

Trudności z przejazdem koło zalewu mają także karetki pogotowia ratunkowego

Korek ciągnie się aż do tarnogórskiej dzielnicy Lasowice.

A to zdjęcie przysłał Zbyszek. To opisywany w jego komentarzu wypadek.

Zdjęcie zrobł z auta telefonem komórkowym.

Dziękujemy.

sobota, 10 lipca 2010

Polska Dziennik Zachodni Teresa Semik

W Sławkowie mówią, że kiedy zamkowe mury ponownie ujrzały światło dzienne, uwolniono klątwę. Czy to miejsce jest przeklęte? - zastanawia się Teresa Semik, otwierając wakacyjny cykl artykułów o tajemnicach, które kryją stare twierdze w naszym regionie.
 
 
Odkąd odkopano średniowieczne ruiny zamku w Sławkowie, dzieją się wokół tego miejsca rzeczy dziwne i niezrozumiałe. Jakby jego dawni mieszkańcy brali odwet za to, że ktoś im zakłócił wielowiekowy spokój. A to nogę ktoś złamie albo spadnie do dołu na głowę. A to sprawne urządzenia nagle przestają działać, gdy znajdą się w pobliżu kamiennych głazów pamiętających biskupów krakowskich, którzy wznieśli tę potężną twierdzę w XIII wieku.

Starszy niż Wawel

Czarna seria trwa nieprzerwanie od połowy lat 80., odkąd archeolog Jacek Pierzak odkrył to miejsce dla historii. - Na pewno chce pani pisać o sławkowskim zamku? - docieka z troską, ale w tym pytaniu jest też ostrzeżenie, że lepiej mieć się na baczności. Czy rzeczywiście mamy do czynienia z klątwą biskupów krakowskich, o której mówią mieszkańcy Sławkowa?

- Jako naukowiec i badacz przeszłości, nie dopuszczam myśli o działaniu sił tajemnych. Nie dowierzam w nadzwyczajne, nadprzyrodzone znaki i za każdym razem próbuję tłumaczyć je sobie racjonalnie - wyjaśnia Pierzak. - Jednak wyłącznie na tym stanowisku archeologicznym od początku mamy do czynienia z pechem i splotem przedziwnych zbiegów okoliczności. Jest ich za dużo, żeby przejść obok nich obojętnie.

Ruiny zamku przez długie wieki przykryte były grubą warstwą ziemi. Rosła na nich trawa i drzewa, a tylko niewielkie wzniesienie podpowiadało, że to tutaj właśnie powinno być zamczysko, o którym wspominały źródła pisane. Nikt w Sławkowie nie mówił o fatum do czasu, aż pojawił się tam zespół badaczy na czele z Jackiem Pierzakiem, wojewódzkim konserwatorem zabytków archeologicznych w Katowicach.

Archeolodzy odkopali najpierw na wzgórzu niewielki fragment mieszkalnej twierdzy z XIII wieku, ale kolejne dni przynosiły nowe rewelacje. Rozmiary zamku były gigantyczne, jak na ówczesne lata. Mury obronne w obwodzie miały długość ponad 270 metrów, a ich grubość przekraczała 2 metry. W dodatku były murowane i pod tym względem rezydencja mogła śmiało konkurować z ówczesnymi zamkami książęcymi na Ostrowie Tumskim we Wrocławiu i na Ostrówku w Opolu. Nawet zamek na Wawelu w Krakowie miał jeszcze drewniano-ziemne obwałowania.

Gdy tylko w połowie lat 80. spróbowano wydrzeć spod powierzchni tajemnice byłych właścicieli, doszło do nieszczęść. Kopać trzeba było głęboko, na ponad cztery metry. Już w pierwszych miesiącach tych prac do głębokiego wykopu wpadł chłopiec, głową w dół. Jedni mówią o pechu, inni o cudownym ocaleniu, bo spadł dokładnie między dwa kamienie i uderzył w ziemię. Inaczej by nie przeżył.

Potem zginęli dwaj robotnicy, rekonstruujący mury, które dziś można podziwiać w sławkowskim rezerwacie archeologicznym. Jeden z mężczyzn spadł z rusztowania i zginął na miejscu. Drugi zachorował na jakąś dziwną chorobę.

Klątwa biskupów

Zamek obronny biskupów krakowskich datowany jest na 1283 rok, choć możliwe, że jego budowa ruszyła wcześniej. Miał za zadanie bronić od strony Krakowa dostępu do miasta, które wówczas otoczone było z trzech stron zakolem rzeki Biała Przemsza. Jego kształt o wymiarach 124 na 90 metrów i wysokości 6-7 metrów był imponujący. Grube mury dodatkowo wzmocnione zostały na skrzydłach prostokątnymi półbasztami, otwartymi od strony bronionego terenu.

Pierwszym budowniczym zamku był bp Paweł z Przemankowa, ale wkrótce przerwał roboty, bo został uwięziony przez księcia krakowsko-sandomierskiego Leszka Czarnego.

- Książę prawdopodobnie poczuł się zagrożony coraz mocniejszą pozycją biskupa, który władał już wówczas ogromnym majątkiem i odmówił mu kolejnych przywilejów - przypomina Jacek Pierzak. - Leszek Czarny wezwał go do siebie do Łagowa (Kielecczyzna), złożył mu na czole braterski pocałunek i po tym uwięził. Z Łagowa do Sieradza, rodowego zamku księdza, wiózł go skrępowanego na wozie drabiniastym, co było dodatkowym upokorzeniem dla biskupa.

Paweł z Przemankowa straciłby życie w lochu, gdyby nie upomniał się o niego papież Marcin IV. Zagroził Leszkowi klątwą i książę, chcąc nie chcąc, wypuścił biskupa na wolność. Nie tylko oddał mu wszystkie dobra, ale też wypłacił ogromne odszkodowanie, dzięki czemu budowa warownego zamczyska w Sławkowie mogła być kontynuowana. Biskup zaniechał jednak wielkich planów i poprzestał na przerobieniu jednej z półbaszt na wieżę mieszkalną. Dziś jej fragmenty udostępnione są do zwiedzania, obok wieży bramnej, dobudówki do gotyckiej wieży, która prawdopodobnie mieściła pomieszczenia gospodarcze lub klatkę schodową i fosy.

Rezerwat archeologiczny też powstawał nie bez dziwnych i zaskakujących przeszkód. Trzeba było wywieźć ogromne zwały ziemi usunięte z fragmentów murów. Przyjechała jedna sprawna koparka i natychmiast się popsuła. Zawezwano drugą, trzecią, i to samo.

- To sprawa niekompetencji ludzi, a nie sprzętu - skomentowano całkiem rozsądnie. Archeolodzy poprosili wtedy w pobliskiej Hucie Katowice o wsparcie i ciężki sprzęt. Ale... przyjechała potężna koparka, szufla na długim wysięgniku zamachnęła się dwa razy i... zepsuł się układ hydrauliczny.

- To niemożliwie, urządzenie było sprawne. Pierwszy raz zdarzyło mi się coś takiego - złorzeczył operator. Zanim jednak wystąpiła awaria, rozpędzona szufla koparki o mały włos nie staranowała stojącego obok archeologa. W ostatniej chwili zdążył paść na ziemię.

Ludzie zaczęli powtarzać, że kiedy zamkowe mury ponownie ujrzały światło dzienne, uwolniono klątwę. Za życia właścicieli nie działo się tu dobrze i miejsce jest przeklęte. Źródła pisane podają, że biskup Paweł z Przemankowa porwał z klasztoru w Calais mniszkę i więził na zamku wbrew jej woli.

Jego następca, biskup Jan Muskata, rozbudował warownię, otaczając ją wałem ziemnym i fosą, ale popadł w konflikt z Władysławem Łokietkiem, stając po stronie władców czeskich ubiegających się o tron krakowski. Muskata dysponował oddziałami zaciężnymi i toczył regularne boje z Łokietkiem. Był jego zaciętym wrogiem.

Na zmianę zamek trafiał w ręce wojsk polskich i czeskich, a w końcu węgierskich, które pospieszyły na pomoc Łokietkowi. Spór znów rozwiązał papież. Jan XXII w 1328 roku nakazał wycofanie wojsk węgierskich ze Sławkowa.

Najemnicy Muskaty dodatkowo grabili i dręczyli okoliczną ludność. Zginęło wówczas wielu niewinnych ludzi. Dla sławkowian były to ciężkie czasy.

- O wyczynach Muskaty było bardzo głośno. W jego sprawie interweniował arcybiskup gnieźnieński Jakub Świnka. Obłożył go klątwą i wytoczył proces z powodu jego niecnego zachowania - przypomina Jacek Pierzak. Zapisano wówczas, że biskup był źródłem i początkiem wszelkiego zła, a szczególnie "ździerstw, pożarów, zabójstw, profanacji kościołów i cmentarzy".

Ostatecznie w 1455 roku zamek padł łupem oddziałów zaciężnych Kazimierza Jagielloń-czyka walczących przeciwko Krzyżakom. Gdy polsko-morawskie wojsko nie dostało żołdu, ruszyło na Sławków. Zamek nie został już odbudowany i jego złą reputację przykryła ziemia.

To tylko zwykły pech?

Jacek Pierzak nie wierzy w żadną klątwę biskupów. Rozsądek mu na to nie pozwala. To miejsce emanuje spokojem, ale człowiek ma wrażenie, że nie jest sam, że cała przeszłość przemawia do niego. Kiedy przez telefon uzgadniam z nim szczegóły tekstu, nagle jego głos milknie w słuchawce. Telefon został zablokowany na pół godziny.

- To mnie wcale nie dziwi - komentuje z uśmiechem. - Jak ostatnio rozmawiałem przez telefon o Sławkowie, pojawiły mi się na wyświetlaczu chińskie znaki.

Koledzy z Niemiec gratulują mu, że świetnie buduje legendę wokół tego zabytku.

- Problem w tym, że niczego takiego nie robimy. To dzieje się samo - mówi Jacek Pierzak.

Kiedyś przyjechał do Sławkowa archeolog z Krakowa i z przymrużeniem oka słuchał opowieści o fatum roztoczonym nad zamczyskiem. Gdy zrobił parę kroków, spadły mu okulary i stłukły się. W drodze powrotnej zepsuł mu się samochód. Zwykły pech?

Innym razem na terenie rezerwatu archeologicznego trzeba było wykosić trawę.

- Przejeżdżam do Sławkowa, a tu połowa terenu skoszona. Pytam, dlaczego? Bo kosiarka się zepsuła - opowiada Jacek Pierzak. Pracownik był solidny, poszedł do domu po kosę i w drodze powrotnej złamał nogę. Znów zwykły pech?

Czekamy na Państwa listy

Każde stare miejsce ma swoją historię i legendę. Grasują w nich moce nieczyste, błąkają się psy, zawodzą głosy grzeszników. Pojawiają się też Białe Damy i Złote Kaczki. Od dzisiaj co piątek będziemy proponować Czytelnikom wakacje z duchami i spotkania z zadziwiającymi zdarzeniami na zamkach woj. śląskiego. Wierzymy, że nie zabraknie śmiałków, którzy zechcą podążyć naszym śladem i podzielą się własnymi doznaniami. Czekamy na Państwa listy pod adresem: Media Centrum, ul. Baczyńskiego 25a, 41-203 Sosnowiec lub t.semik@dz.com.pl

Za tydzień: Tajemnice zamku w Siewierzu.
czwartek, 08 lipca 2010
Uwaga zmotoryzowani turyści !

Chcecie popatrzeć na Szwedów szturmujących zamek w Ogrodzieńcu? To poczytajcie:

łuk

I to nie pierwszy raz, kiedy najeźdźcy z północy będą szturmować mury tego orlego gniazda!

Zamek w Ogrodzieńcu
FOT.MARTA BŁAŻEJOWSKA/AG GWL KATO MB DIGI
Zamek w Ogrodzieńcu
 
 
W końcu zrobili to już dwukrotnie. Najpierw w 1655 roku podczas słynnego potopu ich atak poważnie osłabił południowe mury fortecy. Właściciele zamku naprawili szkody, ale nie na długo się to zdało. W 1702 roku, podczas tzw. III wojny północnej Karol XII znów stanął u wrót Ogrodzieńca. Szwedzi zostawili po sobie spalone ruiny. Zamek służył jeszcze przez sto lat, aż wreszcie opustoszał. Dziś jest malowniczą ruiną i właśnie w tej scenerii rozegra się w niedzielę kolejny "potop szwedzki". O godz. 12 oddziały rekonstrukcji historycznej wmaszerują na podzamcze i rozbiją tam swój obóz. Nie zabawią w nim jednak długo, bo już o godz. 12.30 natrą na nich Polacy. Jaki będzie wynik tej potyczki? Nie wiadomo. Na pewno jednak ktoś ją przetrwa, skoro do godz. 18 pod zamkiem czekają nas walki białą bronią, strzelanie z dział, musztra i pokazy dawnych tańców. Kto chętny spróbowania nowego życia, będzie mógł się nawet... zaciągnąć do szwedzkiej armii!

Bilety wstępu na imprezę "Szwedzi na zamku" kosztują 5 i 8 zł i upoważniają też do zwiedzania ruin.
wtorek, 06 lipca 2010

is

Podzamcze. Miniatura zamku w Tenczynie
Podzamcze. Miniatura zamku w Tenczynie
 Fot. Marta Błażejowska/Agencja Gazeta

Jest Tęczyn, Pilica, Lipowiec, Bydlin i jeszcze kilkanaście innych warowni - w rzeczywistości zrujnowane, w Podzamczu, w pobliżu zamku w Ogrodzieńcu, wyglądają jak w czasach swojej największej świetności.

Mury są pozbawione uszczerbków, a dziedzińce zajmuje drewniana zabudowa. Od oryginału odróżnia je tylko wielkość. To miniatury w skali 1:25. - Wszystkie makiety zostały przygotowane z dbałością o każdy szczegół, we współpracy z historykami i konserwatorami zabytków. Trzymamy się prawdy historycznej. Chcieliśmy, żeby ten projekt miał charakter edukacyjny - mówi Jerzy Janoska, współwłaściciel parku.

Oprócz zamków w parku można podziwiać także repliki machin oblężniczych (w oryginalnych rozmiarach).

Park zamków jurajskich w miniaturze działa dopiero od czerwca. Zestaw atrakcji jeszcze się powiększy. Niebawem do Podzamcza ma przyjechać... Wawel, a właściwie całe krakowskie wzgórze zamkowe. Nawet w pomniejszonej skali ta makieta będzie największa w parku. Więcej informacji na www.park-ogrodzieniec.pl.

Źródło: Gazeta Wyborcza Katowice
piątek, 02 lipca 2010

W najbliższą sobotę zapraszamy wszystkich chętnych do udziału w festynie policyjnym RAZEM BEZPIECZNIEJ – BEZPIECZNY MIESZKANIEC, który odbędzie się w parku w Świerklańcu. Organizatorzy imprezy przygotowali pokazy wyposażenia oraz sprawności policjantów i strażaków, a także wiele atrakcji, tak dla dzieci, jak i dorosłych. 

 
Festyn policyjny współorganizują policjanci z kilku jednostek policji województwa śląskiego, w tym z KMP w Bytomiu, Chorzowie, Piekarach Śląskich, Rudzie Śląskiej, Siemianowicach Sląskich i Tarnowskich Gór oraz przedstawiciele KWP w Katowicach, a także strażacy z komend w Bytomiu i Radzionkowie.
Policjanci między innymi przygotowali pokaz Grupy Szybkiego Reagowania, patroli konnych i tresury psów policyjnych. Będzie można też  przyjrzeć się pracy techników kryminalistyki, czy założyć na siebie wyposażenie używane przez policjantów  w służbie. Funkcjonariusze podpowiedzą również, jak być bezpiecznym. Strażacy przygotowali pokazy ratownictwa drogowego, wodnego oraz wysokościowego.
To tylko część atrakcji sobotniego festynu policyjnego, bo w programie zaplanowano też wystawę owczarków niemieckich, dziecięce miasteczko i występy śląskich kapel.
 
 
Rozpoczęcie festynu w parku w Świerklańcu w najbliższą sobotę o godzinie 12:00.
 
Serdecznie zapraszamy.

                                                                                     KMP

PAP MB / PAP

Zamek Bobolice na Jurze Krakowsko-Częstochowskiej wzbogacił się o nową atrakcję turystyczną. Podczas porządkowania terenu wokół odbudowanego zamku udało się odsłonić piękną skalną bramę, wyrzeźbioną przez tysiące lat przez wiatr i wodę.
 
 Zamek Bobolice (© Fot. Polska Dziennik Zachodni)
 
Tego typu formy jurajskiego krasu znajdowane są w wielu miejscach, lecz tylko niektóre stają się prawdziwą atrakcją, tak jak np. Brama Twardowskiego w Złotym Potoku. Właściciele obiektu w Bobolicach - rodzina Laseckich - mają nadzieję, że tak się stanie również z bramą tam odkrytą, malowniczo złączoną z bryłą zamku. Nową atrakcję nazwali od swojego nazwiska Bramą Laseckich.

Ciekawa forma skalna przez długi czas pozostawała niemal niewidoczna. Z jednej strony zasłaniały ją rosnące wokół gęste krzaki, z drugiej - nagromadzone latami śmieci i odpadki. Oczyszczając teren wokół zamku usunęliśmy z tego miejsca kilka ton śmieci, butelek, starych puszek po konserwach i innych śmieci pozostawionych przez lata przez pseudoturystów. Wykarczowaliśmy też rosnące tam chaszcze. Dzięki temu możemy podziwiać ten niezwykły twór skalny - powiedział Jarosław Lasecki.

Porządkowanie terenu odsłoniło także wykute w skale schody biegnące pod bramą w kierunku zamku. Była to prawdopodobnie ścieżka prowadząca od wioski w stronę zamkowych murów.
 
Królewski zamek Bobolice, leżący na Szlaku Orlich Gniazd, został zbudowany  za panowania Kazimierza Wielkiego w drugiej połowie XIV w., najprawdopodobniej w latach 1350-1352. Należał do systemu obronnego warowni królewskich, broniących zachodniej granicy państwa od strony Śląska. Od 1998 r. należy do rodziny Laseckich, która odbudowała zniszczony obiekt.