Flag Counter
Chorzów wczoraj, dziś i jutro

Katastrofa

piątek, 17 maja 2013

Chorzowianin

Runęła ściana prywatnej kamienicy przy ul. Katowickiej. Nie ma ofiar.

Ściana kamienicy przy ul. Katowickiej runęła w środę | fot. Wojciech Zawadzki

Ściana zewnętrzna i stropy budynku przy ul. Katowickiej 26, leżącego tuż obok stacji benzynowej LukOil, zawaliły się w środę po godzinie 22.

Strażacy wraz z ekipą i pasami z grupy poszukiwawczo-ratowniczej z Jastrzębia-Zdroju przeszukali gruzowisko. Nikt nie ucierpiał.

Budynek od wielu lat był niezamieszkany, był też oznakowany i zabiezpieczony przed włamaniami. Przeznaczono go do rozbiórki.

Miejsce zdarzenia będzie dozorowane przez policjantów i strażników miejskich. Obecnie trwają czynności wyjaśniające, zmierzające do ustalenia przyczyn uszkodzenia budynku.

W ubiegłym tygodniu doszło do zawalenia klatki schodowej przy ulicy Powstańców 57. Mieszkańców ewakuowano. Nikomu nic się nie stało.

Czytaj też: Zawaliła się ściana budynku. Mieszkańcy ewakuowani.

wojz
środa, 08 maja 2013

Chorzowianin

Dwadzieścia dwie osoby dorosłe i sześcioro dzieci ewakuowano w nocy po zawaleniu się klatki schodowej przy ul. Powstańców 57 (na rogu z Hajducką).  Nikomu nic się nie stało.

Gruz z zawalonej ściany budynku przy Powstańców | fot. MS

W nocy na miejscu pojawiły się służby miejskie, w tym dyrektor Ośrodka Pomocy Społecznej po to, by pomóc poszkodowanym. Decyzją prezydenta miasta zostały dla rodzin zabezpieczone miejsca w hotelach, jednak mieszkańcy kamienicy zdecydowali spędzić noc u rodzin.

- Teraz jesteśmy w trakcie przygotowywania lokali zastępczych, pochodzących z tak zwanej puli prezydenckiej. Służby OPS są do dyspozycji: bezpłatnie dostarczają ubrania, środki czystości. Mieszkańcy kamienicy nie mieli czasu. Musimy im pomóc przetrwać te trudne dni – mówi Andrzej Kotala, prezydent miasta.

Powiatowy Inspektor Nadzoru Budowlanego podjął decyzję o wyłączeniu budynku z użytku. Po południu rzeczoznawca podejmie decyzję, czy kamienica nadaje się jeszcze do zamieszkania, choć ze wstępnej analizy wynika, że tak.

Zobacz to miejsce na mapie:


Wyświetl większą mapę

- Właściciel kamienicy z nami współpracuje, zadeklarował chęć odbudowy.  Dalsze działania są jednak uzależnione od decyzji rzeczoznawcy – dodaje Krzysztof Karaś, rzecznik prasowy Urzędu Miasta.

Kamienica przy ul. Powstańców ma ponad 100 lat. - Jak wiele budynków w naszym mieście, takie kamienice znajdują się przecież w każdej dzielnicy. I choć obowiązek zapewnienia lokali zastępczych leży po stronie właściciela, zrobimy wszystko, żeby jak najlepiej pomóc poszkodowanym – dodaje Kotala.

(Sek)
wtorek, 05 marca 2013

NaszeMiasto.pl

We wtorek po godz. 18 zawaliła się ściana budynku przy ul. Styczyńskiego 3 w Chorzowie.

Na szczęście ofiar nie było. Jedynego lokatora budynku wyprowadzono bezpiecznie.

Na miejsce przyjechała straż pożarna oraz powiatowy inspektor nadzoru budowlanego.

Budynek zabezpieczono. Powiatowy inspektor nadzoru budowlanego podejmie decyzję, o jego dalszych losach.

Na razie nieznane są przyczyny zawalenia się ściany.

poniedziałek, 28 stycznia 2013

Chorzowianin

Upamiętniono siódmą rocznicę katastrofy budowlanej na terenie Międzynarodowych Targów Katowickich, w wyniku której, podczas 56. Ogólnopolskiej Wystawy Gołębi Pocztowych, śmierć poniosło 65 osób. Była to największa tego typu tragedia w dotychczasowej historii Polski. 

Kwiaty pod pomnikiem ofiar katastrofy budowlanej na terenie MTK I Fot. Tomasz Żak/UMWS

W dniu rocznicy, 28 stycznia, pod pomnikiem znajdującym się w miejscu tragedii, złożono kwiaty i zapalono znicze. Obecni byli Marszałek Województwa Śląskiego, Wojewoda Śląski, delegacje władz Katowic i Chorzowa, a także reprezentanci służb mundurowych i ratowniczych.

Przed siedmiu laty, 28 stycznia 2006 roku, pod naporem śniegu runął dach hali wystawowej nr 1 na terenie MTK. Wewnątrz hali znajdowało się wówczas około 700 osób - wystawców i gości Ogólnopolskiej Wystawy Gołębi Pocztowych.

Podjęta błyskawicznie akcja ratunkowa toczyła się w niezwykle trudnych, zimowych warunkach.

Śmierć poniosło 65 osób, kolejnych 140 odniosło rany.

fot. BP Tomasz Żak

piątek, 30 listopada 2012

Chorzowianin

W trybie natychmiastowym wyłączono z użytkowania halę wystawienniczą nr 3. To w tym, znajdującym się na terenie Śląskiego Centrum Targowego, obiekcie organizowano większość imprez.



Hala nr 3 jest obecnie największa halą Śląskiego Centrum Targowego | fot. Chorzowianin.tv 

W trosce o bezpieczeństwo zwiedzających, wystawców i pracowników obsługi targów prezydent Chorzowa Andrzej Kotala zdecydował dziś o natychmiastowym wyłączeniu z użytkowania hali wystawienniczej nr 3 znajdującej się na terenie Śląskiego Centrum Targowego.

- Powodem tej decyzji są wyniki ekspertyzy budowlanej wykonanej na zlecenie Zakładu Komunalnego PGM Chorzów, który obecnie jest zarządcą obiektu. Podczas badań stwierdzono znaczne ugięcie elementów konstrukcyjnych dachu hali - informuje Krzysztof Karaś, rzecznik chorzowskiego Urzędu Miasta.



W hali nr 3 organizowano w tym roku największe imprezy targowo-wystawiennicze. Obiekt leży na terenie Śląskiego Centrum Targowego, które w połowie 2012 roku zastąpiło Międzynarodowe Targi Katowickie.

W najbliższą niedzielę na terenie targów miał się odbyć Oldtimerbazar.

W 2006 roku na terenie MTK doszło tu do największej katastrofy budowalnej we współeczenych dziejach Polski.

poniedziałek, 05 marca 2012
 Chorzowianin
W akcji ratowniczej po katastrofie kolejowej uczestniczyło 450 strażaków, ponad 400 ratowników medycznych i niemal tyle samo policjantów. W pomoc włączyli się także chorzowscy strażacy.
 
Chorzowscy strażacy na dziedzińcu komendy miejskiej | fot. Paweł Mikołajczyk, archiwum
 
Do zderzenia pociągów PKP Intercity relacji Przemyśl-Warszawa Wschodnia i Przewozów Regionalnych Interregio Warszawa Wschodnia-Kraków Główny doszło w sobotę około godziny 21 pod Szczekocinami.

Pociąg Warszawa-Kraków wjechał na tor, po którym poruszał się pociąg Przemyśl-Warszawa, jadący po właściwym torze. Pociąg Intercity Przemyśl-Warszawa składał się z 7 wagonów i lokomotywy, w pociągu Interregio lokomotywa ciągnęła 4 wagony. W obydwu pociągach mogło jechać około 350 osób.

W katastrofie śmierć poniosło 16 osób, a 57 zostało rannych. Ranni trafili do 15 szpitali na terenie trzech województw: śląskiego, małopolskiego i świętokrzyskiego.

- O godzinie 22.20 nasza jednostka została postawiona w stan gotowości – informuje st. kap. Arkadiusz Labocha, rzecznik chorzowskiej Straży Pożarnej. - Na miejsce katastrofy wysłaliśmy samochód ratownictwa technicznego z przyczepą, w której znajdowały się m.in. łóżka, namioty, specjalistyczny sprzęt potrzebny do ewakuacji. W akcji uczestniczyło trzech strażaków. 

Do jutra, na terenie całego kraju, obowiązywać będzie żałoba narodowa ogłoszona przez prezydenta Bronisława Komorowskiego.
Dziś i jutro obowiązuje żałoba narodowa w całym kraju w związku z katastrofą kolejową pod Szczekocinami. Spektakle i koncerty o charakterze rozrywkowym zostały odwołane.
 
Żałoba narodowa: odwołane spektakle i koncerty w Chorzowie
 
W związku z żałobą narodową ogłoszoną przez prezydenta Bronisława Komorowskiego dziś i jutro nie odbędą się zaplanowane spektakle w Chorzowskim Centrum Kultury (jutrzejszy monodram Tadeusza Kwinty), w Teatrze Rozrywki (dziwowisko kabaretowe "Jeszcze nie pora nam spać" dziś i jutro) oraz jutrzejszy koncert Krzysztofa Krawczyka w MDK Batory.

Wiadomo już, że koncert Krzysztofa Krawczyka został przełożony na 19 marca

W miejscu katastrofy kolejowej pod Szczekocinami zakończono o godz. 13.30 akcję poszukiwawczą - poinformował rzecznik śląskiej straży pożarnej st. bryg. Jarosław Wojtasik.

Katastrofa pod Szczekocinami. Koniec akcji poszukiwawczej
PAP

- Mamy stuprocentową pewność, że w miejscu katastrofy nikogo już nie ma - zaznaczył Wojtasik. Jak dodał, na miejscu pozostaną jeszcze dwa wozy straży pożarnej z obsadą - dla zabezpieczenia działań policji i prokuratury.

Strażacy na miejscu relacjonowali, że teren został dwukrotnie przeszukany m.in. z pomocą psa wykorzystywanego do poszukiwania zwłok. Nic nie wykazała również specjalistyczna kamera.

Według ostatnich informacji,  w katastrofie zginęło 16 osób, a ponad 50 zostało rannych.

Zidentyfikowano 15 ciał

Jak podały służby kryzysowe wojewody śląskiego, w poniedziałek ok. południa zidentyfikowanych było 15 ciał. Wśród nich są m.in. Rosjanka i obywatelka Stanów Zjednoczonych. Wiadomo też na pewno, że w wypadku zginął maszynista jednego z pociągów i pomocnik maszynisty, jadący pociągiem Intercity.

Według informacji prokuratury,  wśród zidentyfikowanych dotychczas osób nie ma drugiego maszynisty. Nadal do zidentyfikowania pozostało jedno ciało; nie można wykluczyć, że to drugi maszynista, jednak śledczy zastrzegli, że nie można wykluczyć też innych wersji.

49 rannych w szpitalach

Według danych Wojewódzkiego Centrum Zarządzania Kryzysowego (WCZK), w szpitalach w poniedziałek pozostawało 49 rannych. Najwięcej z nich jest w szpitalu św. Barbary w Sosnowcu (7), w szpitalu w Myszkowie (6) i w placówkach medycznych w Zawierciu i Włoszczowie (w każdej z nich po 5). Po 4 poszkodowanych leżało w szpitalach w Jędrzejowie i Krakowie.

Także 4 poszkodowanych znajdowało się w szpitalu Najświętszej Maryi Panny w Częstochowie, a w szpitalu przy ul. Mirowskiej w tym samym mieście - 3. 3 rannych było pod opieką lekarzy z piekarskiej "urazówki", w szpitalu w Dąbrowie Górniczej były 2 ranne osoby. Pojedynczy pacjenci przebywali w szpitalach w Katowicach, Czerwonej Górze, dwóch szpitalach w Kielcach oraz placówkach w Miechowie i Busku-Zdroju.

Trzy osoby w poważnym stanie

W najpoważniejszym stanie było trzech pacjentów leżących w Zawierciu - stan jednej z pacjentek, której życie było dotąd zagrożone, miał jednak już poprawić się na tyle, by planować jeszcze w poniedziałek przeniesienie jej z oddziału ratunkowego na ortopedię. W poważnym stanie była też osoba przewieziona do szpitala w Czerwonej Górze.

W WCZK działają infolinie dla rodzin poszkodowanych, ich numery to 32 207 72 01  32 207 72 01 i 32 207 72 02  32 207 72 02. Poprzez infolinię PZU w Warszawie (22 322 18 08  22 322 18 08  można zgłaszać szkody związane z katastrofą. Infolinię uruchomiła też Komenda Wojewódzka Policji w Katowicach - można dzwonić pod nr 800 16 30 90  800 16 30 90

Śledztwo pod kątem sprowadzenia katastrofy

Do czołowego zderzenia dwóch pociągów, w których jechało ok. 400 pasażerów, doszło w sobotę o godz. 20.57. Na zjeździe z Centralnej Magistrali Kolejowej w kierunku Krakowa zderzyły się pociągi TLK "Brzechwa" z Przemyśla do Warszawy Wschodniej i Interregio "Jan Matejko" relacji Warszawa Wschodnia - Kraków Główny. Pociąg Warszawa-Kraków wjechał na tor, po którym z naprzeciwka jechał pociąg Przemyśl-Warszawa.

Prokuratura Okręgowa w Częstochowie prowadzi śledztwo pod kątem sprowadzenia katastrofy w ruchu lądowym w wielkich rozmiarach - ze skutkiem śmiertelnym. Zarzut ten w kodeksie karnym zagrożony jest karą od 2 do 12 lat więzienia. W poniedziałek prokuratura poinformowała o zatrzymaniu dwóch dyżurnych ruchu - do wczesnego popołudnia nie postawiono im zarzutów.

źródło informacji: PAP

             Tomasz Głogowski
 
W sobotę około godz. 21 w Chałupkach w woj. śląskim zderzyły się dwa pociągi Warszawa-Kraków i Przemyśl-Warszawa. Zginęło 16 osób, 56 zostało rannych
Fot. Bartlomiej Barczyk / Agencja Gazeta W sobotę około godz. 21 w Chałupkach w woj. śląskim zderzyły się dwa pociągi Warszawa-Kraków i Przemyśl-Warszawa. Zginęło 16 osób, 56 zostało
rannych
 
Jeżeli dwa pociągi pędzą naprzeciwko siebie na jednym torze, dyżurny ruchu niewiele może już zrobić. Ma specjalny przycisk i radiostację, ale na reakcję zostają ułamki sekund - mówi Grzegorz Herzyk, dyżurny ruchu z 20-letnim stażem.
 
Tomasz Głogowski: Co zadecydowało o tym, że pociąg relacji Warszawa Wschodnia - Kraków znalazł się na niewłaściwym torze i pędził wprost na drugi pociąg, jadący z
Przemyśla do Warszawy?


Grzegorz Herzyk: Niewłaściwe ustawienie tzw. głowicy rozjazdowej, czyli całego zespołu rozjazdów znajdujących się na szlaku. Rozjazdami steruje dyżury ruchu, ale nie wiadomo, czy to on popełnił błąd. Mogło dojść do awarii, na przykład któryś z rozjazdów mógł być niesprawny.
To wykaże dochodzenie specjalnej komisji. Wszystkie rozjazdy są plombowane i można bez kłopotu ustalić, w jakim stanie technicznym były w momencie katastrofy. Na razie wiemy tylko, że dyżurni ruchu byli trzeźwi.

Czy gdyby rozjazd był zepsuty albo ustawiony w niewłaściwej pozycji, dyżurny ruchu wie o tym?

- Tak. Zarówno aktualne położenie rozjazdów oraz to, w jakim znajdują się stanie, jest wyświetlane na pulpicie dyżurnego. Dyżurny powinien to zauważyć i zareagować.
 
Przyjmijmy, że zdecydował błąd człowieka. Czy dyżurny ruchu, orientując się, że dwa pociągi są na tym samym torze, może jeszcze coś zrobić?

- Ma do dyspozycji specjalny przycisk "radio stop", po naciśnięciu którego wszystkie pociągi znajdujące się w promieniu około 20 km powinny natychmiast się zatrzymać. Ale czasu na reakcję jest mało, a droga hamowania pociągu jadącego z prędkością 120 km/h przekracza kilometr. Może też skontaktować się z obsługą pociągu przez radio i zażądać, by pociągi natychmiast
zatrzymały się. Dyżurny nie ma natomiast żadnego podglądu z kamery na to, co dzieje się na szlaku. Nie widzi na żadnym monitorze, że pociągi jadą na siebie. Takie rzeczy to tylko w filmach.

Związek zawodowych dyżurnych ruchu PKP zaapelował, aby w przypadku, kiedy okaże się, że do katastrofy doprowadził tzw. czynnik ludzki, uczciwie i rzetelnie ocenić, co
było powodem błędu człowieka. Dlaczego taki apel?


- Nikt nie wie, że dyżurny ruchu odpowiada nie tylko za to, co dzieje się na torach, ale musi też być jednocześnie palaczem i sprzątaczką w swoim miejscu pracy. Po kolejnych restrukturyzacjach PKP spadają na nas kolejne obowiązki. Są dworce, gdzie dyżurni muszą sprzedawać równocześnie bilety i zapowiadać pociągi. To absurd. Dlatego chcemy, by przy badaniu przyczyn tej katastrofy rzetelnie ocenić też tzw. czynniki towarzyszące. Wiemy na przykład, że do katastrofy doszło w
momencie, gdy dyżurni rozpoczynali swój 12-godzinny dyżur (byli w tzw. pierwszej kwarcie). Ale nie ma pewności, że byli wypoczęci. Zarobki oscylują na poziomie 2,1 tys. zł na rękę. Ludzie muszą jakoś dorabiać.

Rozmawiał: Tomasz Głogowski
niedziela, 04 marca 2012

      pj, ot, pap

 
Widok miejsca katastrofy kolejowej w Chałupkach ok. 4 nad ranem
Fot. PAP/Jacek Bednarczyk Widok miejsca katastrofy kolejowej w Chałupkach ok. 4 nad ranem
 
Do szpitala św. Barbary w Sosnowcu trafiło 9 rannych w sobotniej katastrofie kolejowej w Chałupkach. W zawierciańskim szpitalu przebywa 9 osób, 3 w stanie ciężkim.
 
- Trzech naszych pacjentów, dwie kobiety i jeden mężczyzna, jest w ciężkim stanie. Utrzymujemy ich w śpiączce farmakologicznej, cały czas monitorujemy i nawadniamy. Mają ciężkie urazy klatki piersiowej, stłuczenia płuc, przeszli poważne krwotoki, jednej z kobiet trzeba było amputować nogę - mówi Szymon Nowak, lekarz dyżurny z oddziału intensywnej terapii szpitala w Zawierciu. Nowak dodaje, że akcja ratunkowa w szpitalu przebiegła sprawnie. - Gdy rozeszła się informacja o katastrofie, przyszły pielęgniarki, które miały wolne, lekarze, ortopedzi, którzy mieszkają w
Zawierciu, ale u nas nie pracują. Dzięki temu się udało, operowaliśmy na dwa
łóżka naraz, to były naprawdę ciężkie operacje - mówi.

Szpital odwiedził minister zdrowia Bartosz Arłukowicz. Porozmawiał z lekarzami, ale nie chciał
rozmawiać z dziennikarzami, poinformował tylko, że jedzie teraz do szpitala w
Myszkowie.
 
Do szpitala w Zawierciu, leżącego najbliżej Chałupek, trafiali ciężko ranni, było tu 11 osób. Udało nam się porozmawiać z jedną z lżej rannych pasażerek. - Boli mnie wszystko. Mam uraz
głowy, nogi, a podobno jestem jedną z najlżej rannych. Nic nie pamiętam i nie chcę pamiętać. Leżałam na fotelach i to mnie uratowało. Wszystko zostało w pociągu, nie mam kurtki, nie mam butów, mam przy sobie tylko zegarek - mówi ok. 35-letnia kobieta. Razem z nią w przedziale były trzy inne osoby, nie wie, co się z nimi stało.

Pacjenci w stresie

Jak mówi dr Czarosław Kijonka, ordynator szpitalnego oddziału ratunkowego w Wojewódzkim
Szpitalu Specjalistycznym nr 5 im. św. Barbary w Sosnowcu, dziewięcioro pacjentów, w tym jedną nieletnią, przywieziono tam w różnym stanie - część z poważnymi obrażeniami ciała, m.in. złamaniami kości w obrębie twarzoczaszki, kręgosłupa i miednicy.

Kijonka mówił dziennikarzom, że co najmniej z połową tych pacjentów trudno było się porozumieć, byli w głębokim stresie, cierpiący. Byli przytomni, ich krążenie było stabilne, jednak ich stan określany był jako poważny, a lekarze zastrzegali, że choć w nocy ich stan był stabilny,
może się to zmienić.
sobota, 03 marca 2012

TRWA AKCJA RATUNKOWA

TVN24
 
- Pociąg z Warszawy do Krakowa jechał złym torem. Pociąg z Przemyśla dobrym - powiedział w TVN24 Andrzej Pawłowski członek zarządu PKP PLK. I dodał, że pociągi zderzyły się na jednym torze - jechały na w przeciwnych kierunkach. Do zderzenia dwóch pociągów relacji Przemyśl-Warszawa i Warszawa Wschodnia - Kraków doszło ok. godz. 21.00 w miejscowości Szczekociny koło Zawiercia w woj. śląskim. Rannych zostało kilkadziesiąt osób. Są też zabici. Na miejscu trwa akcja ratunkowa.

Pierwsze informacje o zdarzeniu otrzymaliśmy na Kontakt24

01:53 Wojewoda śląski: Osiem osób nie żyje, 59 w różnych stanach w szpitalach. Jeśli chodzi o ofiary śmiertelne, to sytuacja może uleć zmianie. Wśród osób poszkodowanych są obywatele innych krajów, w tym Ukrainy.

01:44 Nieoficjalnie służby medyczne pracujące na miejscu: 13
ofiar śmiertelnych w katastrofie kolejowej koło Zawiercia.

Wojewódzkie Centrum Zarządzania Kryzysowego: 32 20 77 201; 32 20 77 202
PKP Intercity: 19 757 (z telefonów stacjonarnych) i 42 19 436 (z telefonów komórkowych)     
01:34 Infolinie nt. poszkodowanych w katastrofie kolejowej pod Szczekocinami uruchomiło działające przy wojewodzie śląskim Wojewódzkie Centrum Zarządzania Kryzysowego. Numery telefonów to 32 20 77 201 i 32 20 77 202. Jak poinformowała Katarzyna Kuczyńska z biura
prasowego wojewody, pod tymi numerami można uzyskać zweryfikowane informacje nt.
poszkodowanych w katastrofie.

01:21 Poszkodowani z wypadku przewożeni są do szpitali w Częstochowie, Chałupkach, Zawierciu, Jędrzejowie, Włoszczowej, Miechowie, Sosnowcu, Dąbrowie Górniczej, Piekarach i Myszkowie - informuje PKP Intercity. Osoby, które nie zostały poszkodowane przewożone są do szkoły w miejscowości Goleniowy. 

01:17 Jak podaje Wojewódzki Sztab Zarządzania Kryzysowego, w katastrofie zginęło już co najmniej 8 osób. 

01:07 Artur Borowicz, dyrektor wojewódzkiego pogotowia ratunkowego: Ciężko rannych jest 40 osób, lżej ok. 10. Liczby zabitych nie jestem w stanie podać, ale wzrasta.

01:00 Małgorzata Sitkowska, rzecznik PKP Intercity: W pociągu Intercity jadącym z Przemyśla przez Kraków do Warszawy w wykolejonych wagonach było około 30-40 pasażerów w każdym. Nie wiadomo, ile osób przebywało w wykolejonym wagonie składu Przewozów Regionalnych.

00:54 Infolinie nt. katastrofy kolejowej rozpoczną działanie, gdy znane będą nazwiska osób poszkodowanych - poinformowała rzeczniczka wojewody śląskiego Marta Malik. Jak oszacowała, powinno to nastąpić w najbliższych kilkudziesięciu minutach. Wówczas numery tych linii zostaną podane do powszechnej wiadomości.

00:44 Jak poinformował zastępca szefa Centrum Informacyjnego Rządu Grzegorz Szymański, na
miejscu pracuje około 450 strażaków oraz 100 funkcjonariuszy policji. W akcji uczestniczy też 35 karetek pogotowia i 2 śmigłowce ratunkowe. W akcję ratunkowa zaangażowane są szpitale w Piekarach Śląskich, Myszkowie, Częstochowie, Zawierciu, Katowicach, Sosnowcu, Dąbrowie Górniczej oraz Bytomiu.

00:36 Premier Donald Tusk jest już w Katowicach.

00:35 - Na pewno możemy mówić o 6 ofiarach. Chciałbym, żeby to był bilans zamknięty, ale musimy zaczekać na informacje ze sztabu. Przed chwilą wyjęto z wagonu kolejną osobę żywą. W tej chwili w sześciu szpitalach jest już 36 osób - powiedział na miejscu katastrofy wojewoda śląski Zygmunt Łukaszczyk.

00:32 Na miejscu jest już wojewoda śląski.

00:31 "Po minucie, dwóch, kiedy okazało się, że zderzyliśmy się z drugim pociągiem poproszono nas, żebyśmy pomogli osobom, które są ranne, które krzyczą, płaczą" - relacjonował na
Kontakt 24 @Tomasz, pasażer jednego z dwóch pociągów. 

00:10 Infolinia kolejowa: 19 757 (z telefonów stacjonarnych) i (42) 19 436 (z telefonów komórkowych). Śląskie Centrum Zarządzania Kryzysowego: (32) 255 21 95.

00:08 Pociągi, które w sobotę wieczorem czołowo zderzyły się na Śląsku, miały razem 10 wagonów - poinformował rzecznik PKP PLK Mirosław Siemieniec.

00:02 Poszkodowani są przewożeni do szpitali w Częstochowie, Chałupkach, Zawierciu i Jędrzejowie. 

23:58 Jarosław Wojtasik ze śląskiej straży pożarnej: Akcja ratunkowa wciąż jest prowadzona w trzech wykolejonych wagonach dwóch pociągów. Używamy do akcji tzw. "szczęk życia", czyli narzędzia hydraulicznego, które pomaga w otwieraniu pociągu.

23:54 - W tej chwili mamy kontakt z kilkoma osobami będącymi wewnątrz wraku. Próbujemy do nich dotrzeć. W najbliższym czasie powinny zostać wydobyte na zewnątrz - powiedział w TVN24 Jarosław Wojtasik ze śląskiej straży pożarnej. - Dysponujemy odpowiednią ilością sprzętu i
ludzi. Osoby, które wcześniej wyszły samodzielnie albo zostały wyciągnięte z pociągów są pod opieką. Strażacy zapewnili im ciepło, napoje i otoczyli wsparciem psychologicznym - dodał.

23:44 Jacek Sońta, rzecznik Ministerstwa Obrony Narodowej na Twitterze: Wojskowy szpital w Krakowie: 40 miejsc na oddziale chirurgii ogólnej i urazowej oraz 2 stoły operacyjne gotowe do przyjęcia poszkodowanych.

23:40
Jak relacjonuje reporter TVN24, na miejsce jadą kolejne służby ratunkowe. 

23:29 - Pociąg z Warszawy do Krakowa jechał złym torem (pociąg z Przemyśla jechał swoim, właściwym torem) - powiedział Pawłowski. 

23:26 Do zderzenia pociągów doszło o 20:57 - powiedział w TVN24 Andrzej Pawłowski członek zarządu PKP PLK. I dodał, że obydwa tory na trasie były przejezdne, na trzecim prowadzono prace
remontowe.

23:22
Na miejsce mają wkrótce przybyć również wiceminister odpowiedzialny za kolej Andrzej Massel i przewodniczący Państwowej Komisji Badania Wypadków Kolejowych Tadeusz Ryś.

23:12 - Jestem w drodze, jedziemy razem z Donaldem Tuskiem. Jestem po rozmowach z wojewodą śląskim i służbami ratowniczymi. Wszystko wskazuje na to, że jest to jedna z najpoważniejszych katastrof kolejowych ostatnich lat w naszym kraju. Są ofiary śmiertelne, jest bardzo dużo osób rannych - powiedział w TVN24 minister transportu Sławomir Nowak, który jedzie na miejsce katastrofy. - Najpilniejszą sprawą jest szybko dostarczyć pomoc najbardziej potrzebującym. Na miejsce udają się też przestawieciele Państwowej Komisji Badania
Wypadków Kolejowych. Mówimy o dziesiątkach osób rannych, i kilu potwierdzonych ofiarach śmiertelnych - dodał minister.

23:10 - Pierwsza karetka była już po 5 minutach od momentu wypadku - powiedział reporter TVN24, Robert Jałocha, który jest już na miejscu wypadku i rozmawiał z uczestnikami zdarzenia

23:06 Rzecznik rządu Paweł Graś na Twitterze: Na miejsce katastrofy kolejowej udaje sie premier Tusk, minister Cichocki i minister Nowak.

22:59 Są osoby zabite. Na razie nie wiadomo, ile to może być osób - powiedział w TVN24 Andrzej Świeboda z policji w Zawierciu.

22:56 Pasażer pociągu pan Tomasz powiedział w TVN24, na miejsce są podstawiane autokary, do których policja i pogotowie kieruje osoby, które wyszły z wypadku bez obrażeń. Zostaną one przewiezione do pobliskiej szkoły, gdzie zorganizowano noclegi.

22:53 Jak informuje PKP Intercity, w ciągu najbliższych minut zostanie uruchomiony specjalny numer telefonu dla rodzin pasażerów obydwu pociągów. Przyczyny zdarzenia zbada Państwowa Komisja Badania Wypadków Kolejowych. Na miejsce udali się również przedstawiciele PKP Intercity. Akcję ratunkową na miejscu koordynuje wojewódzkie centrum zarządzania kryzysowego województwa śląskiego.

22:44 Na miejsce skierowano funkcjonariuszy Straży Ochrony Kolei z Kielc, Włoszczowej, Sędziszowa, Krakowa i Częstochowy. Na miejscu pracują wszystkie służby Straż Ochrony Kolei, straż pożarna, pogotowie ratunkowe i policja wydobywają podróżnych z wagonów. Do zdarzenia doszło na torze nr 1. Na torze nr 2 w tym czasie były prowadzone prace przez pociąg sieciowy. W chwili obecnej nie jest jeszcze znana dokładna liczba osób rannych - poinformował rzecznik prasowy Komendy Głównej Straży Ochrony Kolei Paweł Boczek.
 

22:40
Na miejsce jedzie premier Donald Tusk - podało Centrum Informacyjne Rządu.

22:39 Do wypadku doszło na torze numer 1. Na torze drugim prowadzone były prace remontowe. Pociągi mogły się poruszać z prędkością 120-140 km/h. Prawdopodobnie zostanie powołana
specjalna komisja, która ustali przyczyny wypadku - powiedział w TVN24 Paweł Boczek, rzecznik Straży Ochrony Kolei.

22:34 Jak informuje Kancelaria Prezydenta, Bronisław Komorowski rozmawiał z władzami województwa śląskiego i ministrem transportu. W związku z sytuacją pozostaje z nimi w stałym kontakcie - poinformowała w rozmowie z tvn24.pl szefowa biura prasowego Kancelarii Prezydenta Joanna Trzaska-Wieczorek.

22:33 11 karetek jedzie na pomoc ofiarom zderzenia pociągów, w ciągu najbliższych 30 minut uruchomione zostaną kolejne 3 karetki – powiedział w TVN24 Artur Borowicz, dyrektor pogotowia
ratunkowego w Katowicach.

22:29 Na terenie katastrofy działa kilkadziesiąt jednostek straży pożarnej. Na miejsce udaje się Komendant Główny Straży Pożarnej i Minister Spraw Wewnętrznych Jacek Cichocki - powiedział
w TVN24 rzecznik Państwowej Straży Pożarnej Paweł Frątczak.

22:27 Jak powiedział Andrzej Świeboda z komendy policji w Zawierciu, prawdopodobnie są też osoby zabite.

22:22 Na miejsce lecą dwa śmigłowce Lotniczego Pogotowia Ratunkowego: z Warszawy i Wrocławia. Na miejsce jadą też karetki z całego województwa.

22:16 Jak relacjonuje jeden z pasażerów, który jechał pociągiem skład jechał z prędkością
ok. 120/130 km/h po czym doszło do nagłego hamowania. - Nosiliśmy rannych, sprawdzaliśmy puls - powiedział w TVN24 pasażer pociągu Tomasz. - Strażacy przenoszą pompy i urządzenia, które generują prąd i starają się oświetlić miejsce zdarzenia. Jeden wagon jest przepołowiony i leży na drugim. Lokomotywa jest odwrócona o 45 stopni - dodał.

22:12 Na miejscy pracuje ok. 200 strażaków.

22:10 Ranni są przewożeni do szpitali w Zawierciu i Sosnowcu. W gotowości na lotnisku w
Katowicach-Pyrzowicach są dwa śmigłowce ratownictwa medycznego.

22:08 Na miejscu pracuje 20 jednostek straży pożarnej. Wiadomo, że jadą kolejne.

W wypadku zostało rannych ok. 60 osób

22:05 Na miejscu jest komendant straży pożarnej w Zawierciu, który kieruje działaniami i strażacy pomagają ludziom uwięzionym w wagonach. Straż nie chce szacować liczby rannych. - Na pewno uległa awarii lomotywa. Pociąg składał się 5 wagonów - powiedział Jarosław
Wojtasik, rzecznik śląskiej straży pożarnej,

Do zdarzenia doszło ok. godz. 21.00. Jak powiedział w TVN24 Sebastian Fabiański ze śląskiej policji, jeszcze za wcześnie, by mówić o całym zdarzeniu. - Skupiamy się na udzielaniu pomocy
rannym. Na miejscu pracują policjanci ze Szczekocina i Zawiercia - powiedział Fabiański.

Z kolei rzecznik PKP, Łukasz Kurpiewski potwierdził, że chodzi na pewno o pociąg relacji Przemyśl-Warszawa przez Kraków. - Pociąg jechał Centralną Magistralą Kolejową. Wyruszył z Przemyśla o 14:46 i miał dotrzeć do Warszawy o 22:49 - powiedział rzecznik.

   
(TVN24)
 kontakt24.tvn.pl

"Właśnie wykoleił się pociąg relacji Warszawa-Kraków w Szczekocinach koło Zawiercia" - poinformował chwilę po godz. 21 internauta @Tomasz. Wkrótce potem otrzymaliśmy dziesiątki podobnych telefonów. "Doszło do czołowego zdarzenia dwóch pociągów. Na dachu wagonu są wagony innego pociągu. Na miejscu jest dużo karetek. Nie wygląda to dobrze" - mówił nam jeden z pasażerów.

Jak powiedział nam Mirosław Siemieniec, rzecznik PKP PLK, doszło do  zderzenia dwóch pociągów relacji Przemyśl-Warszawa i Warszawa-Wschodnia-  Kraków.

Jak podaje TVN24, rannych zostało ok. 50 osób. Na  miejscu jest ok. 200 strażaków. Wkrótce więcej informacji.

~internauta wypadek - pociąg

Autor: //tka

22:34, vlodo-bart , Katastrofa
Link Komentarze (1) »
mar, pj, rik, maw
 

Pociąg TLK spółki PKP Intercity, który jechał z Przemyśla przez Kraków do Warszawy, tuż przed 21.00 wykoleił się w Szczekocinach w woj. śląskim. Sytuacja wygląda bardzo poważnie, pasażer czwartego wagonu, który wydostał się na zewnątrz donosi o ofiarach śmiertelnych: - Widziałem nieżywych ludzi wyciągniętych z pociągu. - Służby mówią o 50 rannych.
 
Pociąg wyjechał z Przemyśla o godzinie 14.46 i miał dojechać do Warszawy o godz. 22.49, ale około 21.15 doszło do katastrofy. Na miejscu jest już ciężki sprzęt. W środku są uwięzieni ludzie, których ratownicy próbują uwolnić. Policja nieoficjalnie potwierdza, że doszło do zderzenia dwóch pociągów. Lokomotywa i dwa wagony wypadły z torów. Pozostałe trzy wagony stoją na torach.

Z pierwszych nie potwierdzonych jeszcze informacji wynika, że nie żyją dwie osoby.- Rannych - wg wstępnych informacji - jest ok. 50 osób - podaje dyspozytor śląskiego pogotowia. Na miejscu wypadku pracują ekipy ratunkowe - około 200 osób. Ranni przewożeni są do szpitali w Zawierciu i Sosnowcu. Na miejsce jadą kolejne ekipy i wojewoda śląski.

- Pierwsze trzy wagony to harmonijka. Jedzie dużo wozów na sygnale - mówił nam tuż po wypadku pasażer czwartego wagonu, który znajduje się tuż za strefą zgniotu. Pozostałe wagony są niezniszczone - twierdził.

- Jest bardzo dużo rannych i zapewne ofiar śmiertelnych. Potrzebna pomoc natychmiast - donosi nam na Alert24.pl brat pasażerki z ostatniego wagonu.
sobota, 28 stycznia 2012
 Chorzowianin
 
Mija sześć lat od największej katastrofy budowlanej w dziejach współczesnej Polski. 6 stycznia około godziny 17.15, podczas trwania wystawy gołębi pocztowych, zawalił się dach hali MTK. Zginęło 65 osób, ponad 140 zostało rannych.
 
 
Pomnik upamiętniający ofiary katastrofy w hali MTK | fot. Paweł Mikołajczyk
 
Złożeniem kwiatów i zapaleniem zniczy przed pomnikiem upamiętniającym ofiary katastrofy w hali Międzynarodowych Targów Katowickich ich pamięć uczcili przedstawiciele władz, służb mundurowych. Od lat kwiaty i znicze składa tutaj również Aleksander Malcher. Pod gruzami hali stracił dwóch braci. Sam, jako dyrektor pogotowia w Pszczynie, brał udział w akcji ratunkowej. - Każdy przyjazd w to miejsce jest dla mnie trudny. Widziałem to, co widziałem. Nigdy tego nie zapomnę – przyznaje.

Uczestnicząc w akcji ciągle wierzył, że braci pod gruzami nie ma, że z hali wyszli wcześniej. - Nadzieja zawsze jest, bez niej nasze życie byłoby niczym. Człowiek musi wierzyć, że będzie dobrze – mówi. - Okazało się jednak, że jest inaczej - dodaje. Ciało młodszego brata zidentyfikowano około godziny 1.30, starszy zmarł nad ranem w szpitalu. 

Aleksander Malcher nie ukrywa, że dla braci hodowla gołębi to było całe życie. - Kochali te ptaki. Cieszyli się ogromnie z tego, że będą mogli zobaczyć inne gołębie. Dla nich to było jak dla gospodarza żniwa. Zaznacza, że sam tej pasji nigdy z braćmi nie podzielał. - Myślę, że dlatego żyję.

Zobacz video:

Pytany o kwestie odszkodowań nie ukrywa żalu. - To, co się dzieje do dnia dzisiejszego jest dla mnie bulwersujące. Nikt nam nie pomógł. Mam żal między innymi do prezydenta Chorzowa, że nie potrafił pomóc  Międzynarodowym Targom Katowickim w jakiś sposób zarabiać, egzystować. Tak by zarobione środki firma mogła przeznaczyć na odszkodowania dla rodzin. MTK dziś nic nie mają i nie będą płacić. Aleksander Malcher zaznacza, że wciąż toczą się postępowania w stosunku do Skarbu Państwa. - Dla mnie jest to żenujące. Instytucje pokazują w jaki sposób pracują dla dobra tych rodzin. Mnie za to wstyd – ucina.

Marcin Michalik, zastępca prezydenta Chorzowa do spraw gospodarczych, przyznaje, że sytuacja MTK jest tragiczna. - Spółka nie wypłaci rodzinom ofiar i poszkodowanym ani grosza. Osoby, które ucierpiały podczas tej tragedii skarżą Skarb Państwa, czyli właściciela tego terenu. Zapadło już kilkanaście wyroków, w których odszkodowania następują. 

Zastępca prezydenta zaznacza, że pomoc miasta zakończyła się w momencie akcji ratunkowej i bezpośredni po niej. - Wypłaciliśmy zasiłki dla rodzin poszkodowanych. Teraz trwają sprawy cywile pomiędzy poszkodowanymi a spółką, bądź pomiędzy poszkodowanymi a Skarbem Państwa.  Dodaje, że Chorzów od kilku lat w imieniu Skarbu Państwa sądzi się ze spółką MTK po to, by móc odzyskać ten teren. - Mam nadzieję, że sprawa zakończy się jeszcze w tym roku.

Międzynarodowe Targi Katowickie położone są na granicy Katowic, Chorzowa i Siemianowic Śląskich. W czasie katastrofy w hali znajdowało się około 700 osób. Panował siarczysty mróz. W akcji uczestniczyło ponad 1300 ratowników. Rząd Kazimierza Marcinkiewicza obiecał pokrzywdzonym zasiłki i renty. Prezydent Lech Kaczyński ogłosił trzydniową żałobę narodową.

Według biegłych przyczyną zawalenia hali były błędy konstrukcyjne. Katowicka prokuratura oskarżyła 12 osób w tym byłych szefów spółki MTK, projektantów hali i szefów firmy, która była generalnym wykonawcą obiektu.

Pomnik upamiętniający ofiary katastrofy odsłonięto w 2007 roku. Stoi on obok zawalonej hali MTK. 
 
wojz
piątek, 28 stycznia 2011

28 stycznia 2006 roku około godz. 17.15, podczas wystawy gołębi pocztowych, zawalił się dach hali wystawowej Międzynarodowych Targów Katowickich. Śmierć w katastrofie budowlanej poniosło 65 osób, ponad 140 osób było rannych. Dziś mija piąta rocznica tego tragicznego wydarzenia.

   

Powiększ zdjęcie
fot. TVS

 

 

Wicewojewoda śląski Stanisław Dąbrowa, marszałek województwa śląskiego Adam Matusiewicz, prezydent Katowic Piotr Uszok oraz przedstawiciele służb mundurowych złożyli kwiaty i zapalili znicze w miejscu katastrofy.

Właścicielem nieruchomości, a zatem również i samoistnym posiadaczem, był Skarb Państwa – Prezydent Miasta Chorzowa, który wydzierżawił MTK nieruchomość w Chorzowie przy ul. Bytkowskiej, na której znajdowała się zniszczona w wyniku katastrofy budowlanej hala.

Wszystkie sprawy sądowe, które toczą się w następstwie powództw wniesionych przez osoby poszkodowane oraz rodziny ofiar katastrofy budowlanej zostały przejęte przez Prokuratorię Generalną Skarbu Państwa. Z informacji przekazanych przez Prokuratorię Generalną wynika, że w zapadłych rozstrzygnięciach Sądy przyjęły linię orzeczniczą zasądzając na rzecz powodów odszkodowania solidarnie od Skarbu Państwa – Prezydenta Miasta Chorzów oraz Międzynarodowych Targów Katowickich, uznając odpowiedzialność Skarbu Państwa.

Błędna konstrukcja stalowych podpór ramowych, niekorzystne zmiany w projekcie budowlanym, nieprawidłowości wykonawcze polegające na niewłaściwie wykonanych spoinach i połączeniach śrubowych, zastosowanie oparć dolnych połaci dachu zbyt małych i nieproporcjonalnych do masy konstrukcji, oparcie projektu budowlanego na archaicznej normie obciążenia śniegiem, która nie odpowiadała wymaganiom obiektów nowej generacji, brak uprawnień twórcy projektu wykonawczego, stanowiły ostatecznie bezpośrednie przyczyny katastrofy.

Z uwagi na dotkliwe dla Skarbu Państwa konsekwencje finansowe, wojewoda śląski zasygnalizował ministrowi sprawiedliwości potrzebę uwzględnienia w projektowanych przepisach zmian polegających na zwiększeniu odpowiedzialności inwestorów za budynki, które wznoszą i eksploatują, czerpiąc z tego tytułu korzyści, ponieważ na podstawie aktualnie obowiązującego prawa, odpowiedzialność za rażące błędy i zaniedbania inwestora budującego na gruncie Skarbu Państwa lub jednostek samorządu terytorialnego zostaje przerzucona de facto na Skarb Państwa, wypłacalny w większym stopniu niż jakikolwiek podmiot prywatny.

Skarb Państwa posiada zwrotne roszczenia wobec MTK. Jeżeli ze względu na niewypłacalność inwestora dochodzenie przez Skarb Państwa odpowiedzialności w drodze regresu okaże się jest nieskuteczne, do odpowiedzialności zostaną pociągnięte osoby będące członkami zarządu spółki, ponieważ odpowiadają solidarnie za jej zobowiązania.

Marcin Pietraszewski
 
 
Z zawalonej hali MTK wyciągnięto 144 rannych oraz 65 ciał. To była największa katastrofa budowlana w powojennej historii Polski.
Z zawalonej hali MTK wyciągnięto 144 rannych oraz 65 ciał. To była największa katastrofa budowlana w powojennej historii Polski.

Międzynarodowe Targi Katowickie z powodu trudnej sytuacji finansowej wstrzymały wypłatę pieniędzy poszkodowanym w katastrofie hali wystawowej sprzed pięciu lat. - Krew nas zalewa, jak słyszymy, że rząd chce wspierać ofiary katastrofy smoleńskiej, a o nas kompletnie zapomniał - mówią ci, którzy przeżyli

 
28 stycznia 2006 r. w hali wystawowej Międzynarodowych Targów Katowickich odbywała się wystawa gołębi pocztowych. W środku było kilkudziesięciu hodowców z całej Europy oraz prawie tysiąc gości. Kilka minut po godzinie 17 na ich głowy zwalił się obciążony śniegiem i lodem dach. Na pomoc uwięzionym pod gruzami ruszyły setki strażaków, policjantów, ratowników górniczych oraz medyków. Prowadzona na kilkunastostopniowym mrozie akcja ratunkowa trwała wiele godzin. Z rumowiska wyciągnięto 144 rannych oraz 65 ciał. To była największa katastrofa budowlana w powojennej historii Polski.

Poszkodowani oraz rodziny ofiar pozwali Międzynarodowe Targi Katowickie. Spółka przegrała prawie wszystkie wytoczone jej procesy. Nikomu nie wypłaciła jednak zasądzonego odszkodowania w całości. MTK za każdym razem zawierała ugody, na mocy których rozkładała zobowiązania na raty wypłacane przez kilka lat. W listopadzie przestała jednak spłacać swoje zobowiązania.
 
- Prezes MTK wyjaśniał, że firma znajduje się w trudnej sytuacji i nie ma na to pieniędzy. Twierdził, że spłaty być może zostaną wznowione w lutym lub marcu - mówi Marcin Marszołek, prezes katowickiego stowarzyszenia Wokanda, które skupia kilkadziesiąt ofiar katastrofy budowlanej.

Mecenas Grzegorz Słyszyk, pełnomocnik MTK, twierdzi, że sytuacja spółki jest trudna, bo działalność utrudniają jej udziałowcy: skarb państwa oraz władze Katowic. - Państwo nie chce umorzyć nam zaległych podatków, a prezydent Katowic nie chciał nam wynająć Spodka na targi górnicze, które przecież są największą imprezą wystawową w regionie - mówi Słyszyk.

Poszkodowani nie tracą jednak nadziei na uzyskanie godziwych odszkodowań. Kilkanaście miesięcy temu katowicki sąd uznał, że odpowiedzialność za tragedię ponosi także skarb państwa. Jako właściciel terenu i udziałowiec MTK wydał zgodę na budowę hali wystawowej. Powodem takiego stanowiska sądu była opinia biegłych z Politechniki Krakowskiej. Wskazali, że hala została wadliwie zaprojektowana oraz wybudowana i mogła się zawalić w każdych warunkach pogodowych. Nawet zaraz po oddaniu do użytku. Według sądu skarb państwa jako gospodarz terenu nie sprawował należytego nadzoru nad tym, co tam się działo.

To orzeczenie chce teraz wykorzystać mecenas Adam Car, który za kilka dni złoży zbiorowy pozew przeciwko skarbowi państwa. - Będą się do niego mogli przyłączyć wszyscy poszkodowani w katastrofie - mówi adwokat. Będzie domagał się od sądu wyłącznie uznania winy skarbu państwa. - Mając taki wyrok, wysokość odszkodowań będziemy już negocjowali - zapowiada.

Na takie rozstrzygnięcie liczy Jarosław Pęgal z Rudy Śląskiej, któremu dach hali zmiażdżył miednicę. Z powodu kłopotów zdrowotnych stracił pracę, a potem nie mógł znaleźć nowej. Kilka tygodni temu przyjęto go w końcu do zakładu pracy chronionej jako strażnika. - Nie mam 30 lat, a jestem dziadem - mówi z żalem w głosie. Od MTK nie dostał ani grosza odszkodowania podobnie jak z założonego przez spółkę funduszu. - Krew mnie zalewa, jak słyszę teraz, że rząd proponuje rodzinom ofiar katastrofy smoleńskiej 250 tys., a na nas tak naprawdę się wypiął - mówi Pęgal.

Prezes Marszołek przypomina, że kiedy doszło do katastrofy hali, krajem rządził PiS i pomoc państwa dla ofiar była wtedy iluzoryczna. Rząd PiS sfinansował rozbiórkę zawalonej hali (MTK nie było na to stać), 19 rodzinom wypłacił po 5 tys. zł zasiłku pogrzebowego, 251 osób dostało 1 tys. zł zapomogi, a 44 dzieciom, które w katastrofie straciły rodziców, przyznano renty. - A teraz to politycy PiS najgłośniej krzyczą, że po 250 tys. dla rodzin ofiar katastrofy smoleńskiej to za mało. To denerwuje naszych członków - mówi prezes Wokandy.

Przed katowickim sądem toczy się proces szefów MTK, projektantów i budowlańców oskarżonych o spowodowanie katastrofy. Zdaniem śledczych główną przyczyną katastrofy były błędy w projekcie wykonawczym, który odbiegał od projektu. Każdy z tych błędów prędzej czy później spowodowałby zawalenie się budynku. Według prokuratorów bezpośrednią przyczyną zawalenia się hali był nadmiar zalegającego na dachu śniegu. Kilkanaście dni przed wystawą gołębi poszycie dachu wygięło się, a wezwany na miejsce rzeczoznawca zlecił natychmiastowe odśnieżenie oraz wzmocnienie konstrukcji. Zdaniem śledczych szefowie spółki wiedzieli o tym, ale to zlekceważyli.

Oskarżonym grozi 12 lat więzienia, ale nie przyznają się do winy. Ich proces potrwa co najmniej dwa lata, bo wszystkie zeznania trzeba tłumaczyć na angielski. Na ławie oskarżonych zasiada bowiem Bruce R., nowozelandzki prezes spółki.

Zobacz także:

Galeria zdjęć z katastrofy MTK

Krzycz, synu, krzycz! - reportaż z hali MTK

Opowieści ratowników pracujących przy akcji ratunkowej
 
 
Źródło: Gazeta Wyborcza Katowice
czwartek, 27 stycznia 2011
Polska Dziennik Zachodni Aldona Minorczyk-Cichy
 
 
Pięć lat temu pod stalą i lodem w hali na terenie Międzynarodowych Targów Katowickich zginęło 65 osób, a 140 zostało rannych. Niewielu poszkodowanych doczekało się odszkodowania. Kresu sądowych zmagań nie widać. Przed 5 laty były obietnice, pierwsze pieniądze.
 
 

(© fot. Karina Trojok)

O nich już nikt nie pamięta, bo się rozeszły. Większość zamiast do ludzi, po- szła na... opłacenie rozbiórki hali. Skarb Państwa, do którego należy ziemia pod halą, nie zawarł ugody, wypiera się odpowiedzialności. Przeciwko MTK zapadło już kilka wyroków. Opiewały na różne kwoty - od kilku do 250 tys. zł. W najbliższych dniach w sądzie będzie złożony pozew zbiorowy poszkodowanych, którzy żądają uznania, że za katastrofę odpowiedzialny jest Skarb Państwa.
 
Rozmowa z Marcinem Marszołkiem, prezesem Stowarzyszenia Pomocy Poszkodowanym w Wypadkach, Kolizjach Drogowych i na Skutek Błędów Lekarskich "Wokanda".
 
Od zawalenia się hali na terenie Międzynarodowych Targów Katowickich minęło 5 lat. Większość poszkodowanych i rodzin ofiar nadal walczy w sądach o odszkodowanie. Dlaczego to tak długo trwa?
Bo wśród gołębiarzy nie było nikogo o nazwisku Gosiewski, Wassermann czy Kurtyka. Wiem, że to brzmi okrutnie, ale niestety, to prawda. W hali pod stalą i lodem zginęli lub zostali poszkodowani zwykli, prości ludzie. Zaraz po tej tragedii były obietnice, była pomoc. Teraz to już niemal historia, którą nikt nie chce sobie zawracać głowy. Tymczasem są osoby, które naprawdę znalazły się w sytuacji nie do pozazdroszczenia. W są-dach dostają grosze albo słyszą, że nic się im nie należy, bo w wyniku katastrofy ich sytuacja się poprawiła.

O czym pan mówi? Komu się poprawiło?
A mamy takiego pana Darka, rolnika z Sobótki, który stracił ojca w katastrofie. Strasznie to przeżył, ale zdaniem sądu dobrze na tym wyszedł, wręcz zyskał, bo odziedziczył po tacie ziemię. W takich sytuacjach bezradnie rozkładam ręce, bo nawet nie wiem, jak to skomentować. Wyroki, jakie już zapadły, przyznają śmiesznie niskie odszkodowania: 5000 zł za śmierć ojca, 30000 zł dla rodziny za męża i ojca. Czy pani wie, ile miałem telefonów, gdy ci ludzie usłyszeli o rządowej propozycji wypłat po
250 tys. złotych dla rodzin ofiar katastrofy smoleńskiej?

Pewnie sporo. Byli bardzo zdenerwowani?
Byli wściekli, bo i tu, i tu odpowiedzialność ponosi Skarb Państwa. Tylko że jedne rodziny zostaną zabezpieczone, drugie pozostawione samym sobie, skazane na chodzenie do sądów przez długie lata. Czy to jest sprawiedliwe? Reprezentujemy pana Jarka z Rudy Śląskiej. Młody mężczyzna, który w hali miał zmiażdżoną miednicę. Według ZUS-u jest zdrowy. Ale pracy nie znajdzie, bo nie może ani siedzieć, ani stać dłużej niż godzinę. Ostatnio miał propozycję pracy jako noszowy, ale go nie przyjęto, bo nie wolno mu dźwigać. Proszę go lepiej nie pytać, co on sądzi o ćwierć milionie odszkodowania.

Dlaczego odszkodowania w przypadku katastrofy w MTK są takie niskie?
Powody są dwa. Po pierwsze, sędziowie tkwią mentalnie w czasie PRL-u, gdzie nikt nie śmiał pozwać państwa o odszkodowanie, albo też - jeśli już tak się stało - to odszkodowania były symboliczne. Kilka razy ściąłem się z sędziami, którzy twierdzili, że ich zdaniem 5000 zł dla sieroty to dużo. Po drugie, fakt zadośćuczynienia za śmierć i cierpienia bliskich prawo dopuszcza dopiero od 2008 roku.

Ile osób reprezentujecie w sprawach katastrofy?
Ponad czterdzieści. Jest kilka osób, którym już udało się wywalczyć odszkodowania od MTK, choć zwykle niesatysfakcjonujące. Są i tacy, których sprawy przeciwko Skarbowi Państwa (to on według sądu jako właściciel ziemi, na której stała hala, ponosi odpowiedzialność) są w toku. Mamy też osoby, które czekają z pozwami do zakończenia sprawy karnej, ale to potrwa.

Taka sprawa jest skomplikowana i wymaga ekspertyz.
Tak, a do tego do przesłuchania jest mnóstwo osób, w tym z... Nowej Zelandii. Występujemy w tym procesie jako oskarżyciel posiłkowy. Mamy nadzieję, że w ciągu następnych 5 lat uda się uzyskać prawomocny wyrok. W przeciwnym wypadku poszkodowani nie będą mogli domagać się odszkodowania ani od MTK, ani od projektanta, ani od firmy budowlanej. Po 10 latach od wydarzenia roszczenia się przedawnią.

Naszemiasto.pl

28 stycznia br. o 9.30 I wicewojewoda Stanisław Dąbrowa złoży kwiaty pod pomnikiem upamiętniającym ofiary tragedii zawalenia się hali Międzynarodowych Targów Katowickich.
 

(© arch. NM)

Kwiaty złożą także marszałek województwa śląskiego Adam Matusiewicz, ambasador Republiki Federalnej Niemiec Rüdiger Freiherr von Fritsch, prezydent Katowic Piotr Uszok, prezydent Chorzowa Andrzej Kotala oraz przedstawiciele służb, które brały udział w akcji ratunkowej.
środa, 12 stycznia 2011

opr. dżek, IAR, PAP
Fragment animacji MAK z lądowania TU-154 10 kwietnia 2010 roku
Fragment animacji MAK z lądowania TU-154 10 kwietnia 2010 roku

Dziś MAK ogłosił ostateczne przyczyny katastrofy smoleńskiej. Najważniejsza to lądowanie TU-154 w niesprzyjających warunkach atmosferycznych pod silną presją psychiczną wywieraną na załogę.

- Musimy być otwarci i opublikować prawdę - nawet najbardziej gorzką - powiedziała Tatiana Anodina, szefowa MAK na specjalnej konferencji prasowej. WIĘCEJ>>

Najważniejsze ustalenia Rosjan:

1. Lot do Smoleńska miał status międzynarodowego. Oznacza to, że to jego dowódcy są odpowiedzialni za jego przebieg i biorą odpowiedzialność za decyzje podjęte w trakcie lotu.

2. Samolot przed wylotem był sprawny. Silniki oraz inne systemy działały prawidłowo, nie było też wybuchów przed zderzeniem z ziemią.

3. W organizacji lotu wystąpiły istotne braki dotyczące przygotowania załogi i wyboru dodatkowych lotnisk.

4. Załoga rządowego Tupolewa lecącego do Smoleńska była niewłaściwie przygotowana do lotu na lotnisku Siewiernyj. - Zademonstrowała niewystarczające przygotowanie włączając automat ciągu przy próbie lądowania na lotnisku, które nie miało systemu ILS - stwierdzili przedstawiciele MAK.

5. Załoga była kilkakrotnie informowana o tym, że warunki atmosferyczne nie są dobre. Informacje pochodziły od dyrekcji lotniska Siewiernyj, władz Białorusi, nad którą przelatywał samolot oraz od załogi polskiego Jaka, który wcześniej wylądował w Smoleńsku. Nie było zgody wieży na lądowanie.

6. W kokpicie znajdowały się dwie osoby postronne - w tym dowódca sił powietrznych - gen. Andrzej Błasik. Udało się ustalić, że generał miał alkohol we krwi - 0,6 promila.

Nie podano nazwiska drugiej osoby.

7. Na dowódcę samolotu Tu-154M była wywierana presja psychiczna, m.in. dlatego, że w kokpicie znajdował się szef sił powietrznych. Stwierdzono, że załoga obawiała się negatywnej reakcji głównego pasażera. Cała załoga "znajdowała się w stanie podwyższonego napięcia emocjonalnego i psychologicznego."

8. Nie ma zapisu wskazującego, że prezydent Lech Kaczyński polecił lądowanie w Smoleńsku.

9. Współpraca w załodze samolotu Tu-154 M do Smoleńska było niewystarczająca.

10. Samolot schodził do lądowania zbyt stromo i za szybko. Wysokościomierz w samolocie mylił się o 170 metrów.

11. Stwierdzono, że znajomość rosyjskiego u dowódcy załogi była satysfakcjonująca. Wcześniej sugerowano, że członkowie załogi niewystarczająco znali język rosyjski i nie rozumieli, co mówią do nich kontrolerzy z wieży na lotnisku.

12. Niedostatki w infrastrukturze lotniska w Smoleńsku i nienajlepszy stan techniczny urządzeń rejestrujących na lotnisku nie były przyczyną katastrofy.

13. Nie było nacisków, presji na kontrolerów z wieży w Smoleńsku.

14. Żadne z uchybień prowadzących do katastrofy nie obciąża strony rosyjskiej.

Cały raport rosyjskiej komisji ma 210 stron. Zapoznaje się z nim teraz strona polska.
piątek, 23 kwietnia 2010
pap

Świętokrzyski poseł, wiceszef PiS, Przemysław Gosiewski został w środę pochowany na Cmentarzu Wojskowym na warszawskich Powązkach. Podczas uroczystości żałobnych wspominano go jako człowieka niezwykle pracowitego, który z poświęceniem pracował dla dobra Polski.


Fot. Sławomir Kamiński / Agencja
 
 
Tragicznie zmarłego w katastrofie prezydenckiego samolotu pod Smoleńskiem polityka żegnali jego bliscy oraz parlamentarzyści z PiS i z innych partii. Wiele osób przyjechało z województwa świętokrzyskiego, w którym Gosiewski zdobył mandat posła.

Prezes PiS Jarosław Kaczyński, który uczestniczył w uroczystości na cmentarzu na Powązkach, powiedział o Gosiewskim: - Był człowiekiem na dobre czasy i czasy złe".

Lider Prawa i Sprawiedliwości wspominał wiele lat wspólnego działania razem ze zmarłym. - Przemek, bo tak go wszyscy nazywaliśmy, był wulkanem energii, był człowiekiem, który nie uznawał, że coś jest niemożliwe. Był człowiekiem, który potrafił w każdej sytuacji działać, który potrafił przełamywać każdą przeszkodę - powiedział Jarosław Kaczyński.

- Jemu nie dawało się powiedzieć, że coś nie może być zrobione. Bardzo często miał rację - dodał. Podkreślił, że Gosiewskiego cechowała "umiejętność działania i niebywały optymizm".

Prezes PiS zaznaczył, że Przemysław Gosiewski bardzo chciał pojechać do Katynia na uroczystości obchodów 70. rocznicy mordu katyńskiego. - Jest w tej męczeńskiej śmierci coś symbolicznego. Żył krótko i ta śmierć była przedwczesna - o dziesięciolecia przedwczesna - ale jednocześnie można powiedzieć: zamykała jego życiorys w sposób, który oddawał mu sens - powiedział szef PiS. - Cześć jego pamięci - zakończył.

Na cmentarzu mowy pożegnalne wygłosili też senator PiS z woj. świętokrzyskiego Adam Massalski i szef regionu świętokrzyskiego NSZZ "Solidarność" Waldemar Bartosz.

Wcześniej - podczas mszy żałobnej, która odbyła się w warszawskim kościele Wszystkich Świętych abp Andrzej Dzięga mówił, że Gosiewski poświęcił się służbie Rzeczypospolitej i nieustannie pomagał innym. Zaznaczył, że trzeba, aby kolejne pokolenia uczyły się od tragicznie zmarłego, "jak można pracować, służyć, ile można z siebie dać". Arcybiskup nazwał Gosiewskiego "pasjonatem dobra wspólnego, pasjonatem Rzeczypospolitej".

W trakcie mszy Gosiewskiego wspominał też dyrektor Radia Maryja ks. Tadeusz Rydzyk. Mówił o spotkaniach z politykiem PiS, osobistych, jak i na antenie Radia Maryja. - Gdy przyszedł pan Przemysław Gosiewski, zobaczyliśmy, że nie jesteśmy pogardzani, wypychani (...) jakoś zaczęło się normalniej - mówił. - Dziękuję, Bóg zapłać za wszystko - - dodał ks. Rydzyk.

Odnosząc się do katastrofy prezydenckiego samolotu po Smoleńskiem, ks. Rydzyk powiedział: - trzeba się modlić, pytać, żądać odpowiedzi, żeby się to nigdy nie powtórzyło (...). Nie byłoby tej tragedii Polski, tylu rodzin, gdyby było trochę więcej miłości, Polsko, co się z Tobą stało?.

Przed rozpoczęciem nabożeństwa odczytano postanowienie o odznaczeniu Gosiewskiego "za wybitne zasługi w służbie państwu i społeczeństwu" Krzyżem Komandorskim z Gwiazdą Orderu Odrodzenia Polski.

Trumnę z ciałem Gosiewskiego przewieziono do Warszawy z Kielc. W wyborach parlamentarnych w 2007 roku uzyskał w okręgu kieleckim najlepszy indywidualny wynik. Mieszkańcy województwa świętokrzyskiego oddawali w poniedziałek hołd przed trumną z jego ciałem w bazylice katedralnej w Kielcach. Na uroczystości w Warszawie przyjechali przedstawiciele regionu świętokrzyskiego, m.in. z Włoszczowy, którzy przywieźli transparent: "Włoszczowa żegna".

Źródło: Gazeta Wyborcza Kielce
Judyta Watoła
 
 
Katowice. Pogrzeb wicemarszałek senatu Krystyny Bochenek
Katowice. Pogrzeb wicemarszałek senatu Krystyny Bochenek
 Fot. Grzegorz Celejewski/Agencja Gazeta

- Pan Bóg posyła nam ludzi, którzy są jakby zapowiedzią nowego nieba. Nie wątpię, że jedną z tych osób była Krystyna Bochenek - mówił w czwartek podczas mszy pogrzebowej w katowickiej architekatedrze Chrystusa Króla arcybiskup Damian Zimoń.

 
Na pogrzeb wicemarszałek senatu prócz najbliższych przybyły tysiące ludzi: przedstawiciele rządu z premierem Donaldem Tuskiem na czele, przewodniczący parlamentu Europejskiego Jerzy Buzek, marszałek senatu Bogdan Borusewicz, wicemarszałkowie Stefan Niesiołowski i Zbigniew Romaszewski, ministrowie rządu, posłowie z wszystkich partii, władze województwa, samorządowcy, wreszcie dziesiątki Krystyn w białychy kapeluszach z czarnymi wstążkami, z którymi zmarła co roku wspólnie obchodziła imieniny i tysiące zwykłych mieszkańców Katowic. Ci, którzy nie zmieścili się katedrze, zebrali się wokół niej i uroczystą mszę oglądali na telebimie.

Odprawiało ją kilkudzięsięciu księży z acybiskupem Damianem Zimoniem na czele. W homilii metropolita mówił: - Pan Bóg posyła nam ludzi, którzy są jakby zapowiedzią nowego nieba. Nie wątpię, że jedną z tych osób była Krystyna Bochenek. Jej zasługi dla budowania dobra wspólnego były niepodważalne. Była znakomitą dziennikarką odpowiedzialną za słowo, miłowała polski język, zainicjowała ogólnopolskie dyktando, rozmowy o języku, ważne było dla niej budowanie obrazu Śląska jako regionu o wysokiej kulturze.

Pod koniec mszy głos zabrali przedstawiciele władz także ciepło wspominając zmarłą.

Bogdan Borusewicz: - Była piękną, mądrą i dobrą. Była takim kwiatem w Senacie, który rozkwitł wśród nas, polityków.

Stefan Niesiołowski: Nasza najdroższa Krysiu, chciałem ci podziękować za twoją dobroć, życzliwość, za wszystko co zrobiłaś

Jerzy Buzek: - Uczyłaś nas dumy z naszego języka. Oczekiwałaś, abyśmy się - mówiąc - nie mylili. A my tylko próbowaliśmy mówić tak pięknie jak ty. Uczyłaś nas, że wszystko jest możliwe, a dziś nie możemy uwierzyć, że nie ma cię wśród nas.

Donald Tusk: - Byłaś dokładnie taka w życiu i w pracy, jak wyglądałaś - piękna i ciepła. Jak patrzę dziś na nas bez ciebie to widzę, że byłaś prawdziwą perłą w koronie.

Kamil Durczok: - Byłaś dla nas dziennikarzy przewodnikiem. Twórz swoje nowe radio tam na wysokich częstotliwościach.

Po mszy kondukt przeszedł na cmentarz przy ul. Sienkiewicza. Po złożeniu trumny w grobie trzykrotnie oddano salwę honorową na cześć zmarłej i odegrano marsz żałobny.

Krystyna Bochenek została pośmiertnie odznaczona m.in. Krzyżem Komandorskim z Gwiazdą Orderu Odrodzenia Polski, medalem Komisji Edukacji Narodowej oraz złotym medalem Gloria Artis przyznanym przez ministra kultury. Na jej pogrzeb przyjechali także przewodniczący Senatu Czech Premysl Sobotka i wiceprzewodniczący Rady Federacji Zgromadzenia Federalnego Federacji Rosyjskiej Aleksander Torszin.

Źródło: Gazeta Wyborcza Katowice
czwartek, 22 kwietnia 2010
 

Przed 9:00 trumna z ciałem Krystyny Bochenek została przewieziona do Archikatedry Chrystusa Króla i tam wystawiona na widok publiczny. Rodzina, przyjaciele, przedstawiciele władz i mieszkańcy Śląska żegnają dziś wicemarszłek Senatu.

 

Wartę przy przy trumnie objęły władze regionu. Zaczęły się zbierać tłumy ludzi, aby oddać ostatni hołd i wziąć udział w mszy żałobnej, którą o 11:00 poprowadzi arcybiskup Damian Zimoń.

www.radio.katowice.pl

niedziela, 18 kwietnia 2010
dah
 
Alabastrowy sarkofag Marii i Lecha Kaczyńskich
Alabastrowy sarkofag Marii i Lecha Kaczyńskich
Fot. Michał Łepecki / Agencja Gazeta

Lech i Maria Kaczyńscy spoczną w niedzielę w krypcie pod wieżą Srebrnych Dzwonów na Wawelu. Na eleganckiej alabastrowej płycie sarkofagu widnieje złoty napis: "Lech Aleksander Kaczyński Maria Helena Mackiewicz Kaczyńska" i znak krzyża.

Alabastrowy sarkofag Marii i Lecha Kaczyńskich
 
 
Alabastrowy sarkofag Marii i Lecha Kaczyńskich
 
Fot. Michał Łepecki / Agencja Gazeta
Alabastrowy sarkofag Marii i Lecha Kaczyńskich
 

- Wiele dyskutowaliśmy na temat barwy kamienia. Ostatecznie, na prośbę rodziny, użyliśmy alabastru o bursztynowym odcieniu - wyjaśnia Jan Janczykowski, małopolski konserwator zabytków. Projekt grobowca przygotowała architekt Marta Witosławska.

Sarkofag Lecha i Marii Kaczyńskich jest jednym z najskromniejszych w podziemiach katedry wawelskiej. - Ze względu na postać pani Marii Kaczyńskiej zależało mi, aby jego charakter nie był tak męski, jak ten, w którym spoczywa gen. Sikorski, lecz bardziej subtelny. Taki jest alabaster, z którego najszlachetniejsza odmiana posłużyła do wykonania sarkofagu pary prezydenckiej - wyjaśnia Witosławska.


Źródło: Gazeta Wyborcza Kraków
is, pap

Zgodnie z wolą rodzin trumny tragicznie zmarłych wicemarszałek Senatu Krystyny Bochenek i posła Grzegorza Dolniaka zostaną wystawione na widok publiczny. Pogrzeby odbędą się w czwartek.

Grzegorz Dolniak i Krystyna Bochenek
 
Fot. Tomasz Wajsprych/Agencja Gazeta
Grzegorz Dolniak i Krystyna Bochenek
 
 
Hołd tragicznie zmarłym śląskim parlamentarzystom można będzie oddać w kaplicy na cmentarzu komunalnym przy ulicy Murckowskiej 9 w Katowicach. Trumny zostaną wystawione na widok publiczny od poniedziałku (19 kwietnia) do środy (21 kwietnia) od godz. 8 do 20. Przed kaplicą wyznaczone zostanie miejsce, gdzie będzie można zapalić znicze.

Przypomnijmy, że Krystyna Bochenek zostanie pochowana w czwartek w Katowicach. Uroczystościom żałobnym będzie przewodniczył metropolita katowicki abp Damian Zimoń. Msza żałobna rozpocznie się w archikatedrze Chrystusa Króla o godz. 11. Potem kondukt z trumną przejdzie na cmentarz przy ul. Sienkiewicza, gdzie nastąpi pochówek.

Tego samego dnia w Będzinie odbędzie się pogrzeb Grzegorza Dolniaka. Msza święta rozpocznie się o godz. 15 w kościele Świętej Trójcy.

Na obu żałobnych uroczystościach spodziewany jest udział premiera Donalda Tuska.



Źródło: Gazeta Wyborcza Katowice
środa, 14 kwietnia 2010
Joanna Gergont, Janusz Kędracki, Ziemowit Nowak

Wartę Honorową przy trumnach pary prezydenckiej pełnił w środę przewodniczący świętokrzyskiej "S" Waldemar Bartosz. A mieszkańcy regionu uczestniczyli we mszach świętych w intencji ofiar katastrofy lotniczej pod Smoleńskiem.

 

- Emocje mnie nie zawiodły, byłem bardzo spokojny i godnie odprawiłem swoją wartę - mówi Bartosz. W Sali Kolumnowej Pałacu Prezydenckiego pełnił ją prawie godzinę wspólnie z przewodniczącym krajowej "S" Januszem Śniadkiem i sekretarzem związku Jackiem Rybickim. Warty Honorowe przy trumnach prezydenta Lecha Kaczyńskiego i Jego żony Marii trzymali także w środę m.in. przedstawiciele rządu z premierem Donaldem Tuskiem, Światowy Związek Żołnierzy Armii Krajowej, przedstawiciele Sejmu i Senatu.

Waldemar Bartosz znalazł się tam, bo od ponad 20 lat przyjaźnił się z Lechem Kaczyńskim. - Stałem przy trumnie i przed oczami przewijał mi się film z przeszłości. Od przegranej Lecha z Marianem Krzaklewskim funkcji przewodniczącego "S" w lutym 1991 roku, przez wspólne spotkania w moim domu w Jędrzejowie i dyskusje o tym, czym powinien dla ludzi być związek, po całkiem prywatne wspomnienia. Jak to, gdy Lech do szpitala w Otwocku do porodu odwoził moją żonę Elżbietę - opowiada.

W czwartek do Warszawy, by oddać hołd parze prezydenckiej wyruszają kieleccy samorządowcy, m.in. prezydent Wojciech Lubawski, przedstawiciele klubów radnych oraz szkół i uczelni. Czas dla prezydentów i delegacji miast przewidziano między godz. 13 a 16.

W całym regionie czczona jest pamięć ofiar. Mszę w intencji prezesa Instytutu Pamięci Narodowej Janusza Kurtyki odprawiono w środę w kościele Świętej Trójcy w Kielcach. Ksiądz pułkownik Adam Prus w homilii mówił o jego dążeniu do prawdy, wyliczał osiągnięcia naukowe i otrzymane nagrody. Mszę, w czasie której modlono się także za pozostałe ofiary katastrofy pod Smoleńska, zamówili pracownicy kieleckiej delegatury IPN. - Janusz Kurtyka jeszcze jako dyrektor oddziału w Krakowie bardzo zabiegał o rozbudowę naszej siedziby. To było jego dziecko. Był znakomitym naukowcem, a równocześnie bardzo sprawnym menedżerem - powiedział "Gazecie" Leszek Bukowski, naczelnik delegatury. Dodał, że rozmawiał z prezesem Kurtyką trzy dni przed tragicznym lotem. Obiecał, że przyjedzie do Kielc 27 kwietnia na zakończenie konkursu dla uczniów szkół ponadgimnazjalnych "Katyń 1940".

Wieczorem w kościele św. Józefa Robotnika z inicjatywy marszałka województwa i jednocześnie lidera ludowców w regionie Adama Jarubasa modlili się świętokrzyscy politycy. - To już chyba moja piąta msza za ofiary. Pierwsza, w której uczestniczyłem, była w rodzinnym Zagnańsku już w sobotę wieczorem. I choć od katastrofy minęło już kilka dni wciąż trudno uwierzyć w to co się stało, wciąż przeżywam to na nowo - mówi poseł Henryk Milcarz.

Hołd ofiarom sobotniej katastrofy oddają także uczestnicy odbywających się w całym regionie uroczystości z okazji 70. rocznicy zbrodni katyńskiej. We wtorek przy Golgocie Wschodu na terenie Sanktuarium Matki Boskiej Bolesnej w Kałkowie miał być posadzony Dąb Pamięci, poświęcony generałowi Władysławowi Kuleszy, zamordowanemu 70 lat temu w Katyniu. Posadzono dwa - drugi upamiętniający prezydenta Lecha Kaczyńskiego. W Chmielniku obok tablicy ku czci zamordowanego w 1940 roku w Charkowie pułkownika Jerzego Nadolskiego odsłonięto także tablicę poświęconą prezydentowi Kaczyńskiemu oraz członkom delegacji państwowej, którzy zginęli w drodze do Katynia.

W środę po południu do Polski przetransportowano samolotem ciała pierwszych 30 ofiar. Wśród nich pochodzącego z Kielc podsekretarza stanu w Ministerstwie Kultury i Dziedzictwa Narodowego Tomasza Merty oraz sandomierzanina Piotra Nurowskiego, szefa Polskiego Komitetu Olimpijskiego. W czwartek najprawdopodobniej do kraju przywiezione zostanie ciało posła Przemysława Gosiewskiego.
 

Źródło: Gazeta Wyborcza Kielce
 
1 , 2