Flag Counter
Chorzów wczoraj, dziś i jutro

Ciekawostki

środa, 11 czerwca 2014

Chorzowianin

W najbliższych dniach w rejonie większych parków pojawią się ekipy rozpylające środek owadobójczy. 

Miasto walczy z kleszczami i komarami

Podobna akcję miasto przeprowadziło w zeszłym roku. Dzięki opryskom specjalistycznym preparatem posiadającym odpowiednie atesty, użytym w stężeniu nieszkodliwym dla ludzi oraz zwierząt, w głównych miejscach użyteczności publicznej ma zostać zażegnana plaga komarów i kleszczy.

– Ubiegłoroczne działania dowiodły, że efekt był niemal natychmiastowy. W tym roku, po raz pierwszy, pragniemy stoczyć walkę także z kleszczami. Liczymy, że dzięki temu osoby korzystające z naszych terenów zielonych unikną zagrożenia – podkreśla Zuzanna Kurczek, naczelnik wydziału Usług Komunalnych i Ochrony Środowiska UM Chorzów.

W sezonie tereny m.in. pakrów Redena, Hutników, pod Kasztanami czy Amelung będą bacznie obserwowane. Jeśli problem z komarami lub kleszczami się powtórzy, to zabieg zostanie wykonany ponownie.

wtorek, 19 listopada 2013

NaszeMiasto.pl

Operacja endoprotezy w ZSM w Chorzowie odbywa się około sto razy w ciągu roku. To niebezpieczna operacja, podczas której może dojść do wielu komplikacji. Z drugiej strony jest na nią duże zapotrzebowanie.

Operacja ZSM w Chorzowie

Operacja ZSM w Chorzowie

Cztery nowoczesne sale w Zespole Szpitali Miejskich w Chorzowie są gotowe do operacji. Co z tego, kiedy Narodowy Fundusz Zdrowia podpisuje z nim takie kontrakty, że dwie stoją puste

Operacja ZSM w Chorzowie

Największym problemem są endoprotezy, to operacje, na które czeka się najdłużej, nawet do pięciu lat. A przecież jest na nie ogromne zapotrzebowanie, bo w znaczny sposób poprawiają one jakość życia pacjentów.

Operacja ZSM w Chorzowie

Udało nam się zobaczyć jedną taką operację. 60-letnia mieszkanka Chorzowa miała operowane wczoraj lewe biodro. Bardzo zniszczone, chodziła po domu już tylko o kulach, gdy wychodziła na zewnątrz, musiała używać wózka inwalidzkiego - ból był nie do wytrzymania.

Na endoprotezę czekała pięć lat. I to jednego biodra. Drugie również musi mieć wymienione, ale dopiero za pół roku, gdy dojdzie do siebie po pierwszej operacji

Operacja ZSM w Chorzowie

Na sali operacyjnej nie ma dużo miejsca. Razem z fotoreporterem trochę przeszkadzamy na początku przygotowującym wszystko pielęgniarkom. Pacjentka jest przygotowana, dostała znieczulenie zewnątrzoponowe, które jest bezpieczniejsze, dlatego nie czuje nic od pasa w dół, ale jest przez cały czas przytomna.

- To jedna z najniebezpieczniejszych operacji - podkreśla dr n. med. Henryk Konik, ordynator oddziału chirurgii urazowo-ortopedycznej Zespołu Szpitali Miejskich w Chorzowie, który przeprowadzał operację. - Podczas frezowania, uderzania w kości, istnieje możliwość, że stworzy się zator tłuszczowy, a to jest bardzo niebezpieczne. Może do niego dojść nawet kilka dni po operacji.

Operacja ZSM w Chorzowie

Operacja ZSM w Chorzowie

Po godzinie jest już po wszystkim. Lekarze zszywają dziesięciocentymetrową ranę, nakładają opatrunek i podają antybiotyki. Podczas drugiej doby, pacjentka z nowym biodrem będzie mogła już wstawać.

Operacja ZSM w Chorzowie

Operacja ZSM w Chorzowie

- Teraz takie operacje robi się inaczej niż kilkanaście lat temu - wyjaśnia ordynator. - Przede wszystkim jest dopracowane instrumentarium, czyli narzędzia są odpowiednio dobrane do każdej czynności, co minimalizuje błędy. Nowe sale natomiast zmniejszają ilość zakażeń, poprzez odpowiednią wentylację, która sterylizuje pomieszczenie.

Operacja ZSM w Chorzowie

Operacja ZSM w Chorzowie

Ordynator Konik wyjaśnia, że podczas wymiany biodra może nastąpić szereg komplikacji, często się zdarza, że trzeba też podawać krew. Na szczęście tym razem było wszystko w porządku, choć nie należała ona do łatwych.

- Pacjentka miała bardzo zniszczony staw, musiała przyjmować środki przeciwbólowe, a to wszystko wpływa na cały organizm - mówi dr Konik.

wtorek, 01 października 2013

NaszeMiasto.pl

Co łaska w Chorzowie. Stawki - jakie obowiązują? W wielu kościołach to stwierdzenie sprawdza się w stu procentach. Bo księżą nie wskazuję wprost, jakich datków oczekują przy okazji chrzcin, ślubów czy pogrzebów.

Ile kosztuje

Ile kosztuje "co łaska" w Chorzowie? (© arc nm)
 
Co łaska w Chorzowie - w wielu kościołach to stwierdzenie sprawdza się w stu procentach. Bo księżą nie wskazuję wprost, jakich datków oczekują przy okazji chrzcin, ślubów czy pogrzebów. W niektórych chorzowskich parafiach za mszę z okazji zaślubin państwo młodzi dają 100 złotych, w innych nawet 500 złotych. A wy ile dajecie? Mieliście ostatnio w rodzinie chrzciny albo ślub w jednej z chorzowskich parafii? Podzielcie się informacjami. Piszcie w komentarzach.

Co łaska w Chorzowie. Stawki u sąsiadów są takie...

poniedziałek, 30 września 2013

DziennikZachodni.pl - wiadomości Śląsk, wiadomości ze Śląska

Grzyby 2013: Prawdziwy wysyp grzybów w lasach województwa śląskiego. Grzybiarze wracają z lasów nawet z kilkoma koszykami prawdziwków, kozaków czy maślaków. Zobacz, gdzie jest najwięcej grzybów i gdzie najlepiej zbierać grzyby. 

Gdzie na grzyby 2013: W lasach województwa śląskiego sporo grzybów i sporo... ludzi

Grzyby 2013             

(© Fot. Grzegorz Mehring / Polskapresse



Grzyby 2013: Z grzybów cieszą się mieszkańcy wszystkich części województwa.  Pokaźne okazy znaleźć można zarówno w Beskidach, jak i na Jurze Krakowsko-Częstochowskiej czy na ziemi lublinieckiej. W ostatni weekend w lesie aż zaroiło się od grzybiarzy. Widać to po przetartych ścieżkach i wydeptanej trawie.

Sposób na pełny koszyk? Wycieczka do lasu w dzień powszedni, gdy większość z nas jest w pracy. Zarówno rano, jak i popołudniu nasze grzybobranie powinno się zakończyć udanie.

Jak przygotować się do wizyty w lesie? Przede wszystkim pomyślmy o porządnym koszyku na nasze okazy. W lesie, jeśli na grzybobranie udajemy się w gronie kilkuosobowym, powinniśmy poruszać się w granicach wzroku, tak by się nie zgubić. Pamiętajmy, że w lesie to my jesteśmy gośćmi. Nie krzyczmy, nie płoszmy zwierząt, nie łammy gałęzi i przede wszystkim - nie zostawiajmy śmieci.

Pamiętajmy też o podstawowej zasadzie grzybiarskiej - nie zbierajmy grzybów, których nie znamy. Pozwoli to uniknąć przykrej w skutkach pomyłki. Zatruć grzybami co roku niestety nie brakuje

środa, 08 maja 2013

Oświetlenie w Inteligentnym Domu

Ewa Furtak
    

Bardzo smaczne grzyby jadalne - smardze - pojawiły się w lasach, parkach i  zaroślach. Te leśne smakołyki rosną tylko wiosną. W Polsce zbierać ich nie  wolno, bo są pod ochroną. Można je za to zbierać na Słowacji.      

...........................................................................................................................................................,

Czy to te grzybki?

 

wtorek, 26 lutego 2013

NaszeMiasto.pl

Piwo Roku to najwyższe wyróżnienie przyznawane dla najlepszego piwa danego roku przez Bractwo Piwne. Laureat tytułu wyłaniany jest na podstawie wyników wszystkich ogólnopolskich konkursów piwnych danego roku. Zobacz które piwa w Polsce wygrywały w tym piwnym plebiscycie.

Piwo Roku 2001, 2002, 2004

Piwo Roku 2001, 2002, 2004

W roku 2001 wyróżniono pierwsze piwo tytułem PIWO ROKU - zwyciężyło Dobre Mocne Browaru Śląskiego z Lwówka Śląskiego. Piwo to wygrało również kolejne edycję tego plebiscytu w roku 2002 i 2004.

Piwo Roku 2003



Piwo Roku 2003

W roku 2003 zwyciężyło piwo Kasztelan Jasne Pełne z Browaru Kasztelan Sierpc.

Piwo Roku 2005

Piwo Roku 2005

Rok 2005 to sukces piwa Perła Mocna z Browaru Lubelskiego

Piwo Roku 2006

Piwo Roku 2006

W roku 2006 zwyciężyło piwo Porter Strzelec z Browaru Jędrzejów.

Piwo Roku 2007

Piwo Roku 2007

Rok 2007 to sukces piwa Irlandzkie Mocne z Browaru Nakło nad Notecią

Piwo Roku 2008

Piwo Roku 2008

W roku 2008 tytuł PIWO ROKU otrzymało piwo Magnus, z Browaru Jagiełło Chełm

Piwo Roku 2009

Piwo Roku 2009

Rok 2009 to sukces piwa Ciechan Miodowy, z Browaru Ciechan z Ciechanowa.

Piwo Roku 2010

Piwo Roku 2010

W roku 2010 zwyciężyło piwo Grand Imperial Porter, z Browaru Amber w miejscowości Kolbudy

Piwo Roku 2011

Piwo Roku 2011

W roku 2011 wyróżniono piwo Ciechan Mocne, z Browaru Ciechan w Ciechanowie

Piwo Roku 2012

Piwo Roku 2012

Niekwestionowanym zwycięzcą minionego 2012 roku, jest PORTER ŻYWIECKI z Zamkowego Browaru w Cieszynie należącego do Grupy Żywiec.

Piwo to od wielu lat plasuje się w czołówce na niemal wszystkich konkursach w Polsce. Cechuje je, mimo wysokiej ekstraktywności, charakterystyczna wytrawność i wyjątkowy aromat prażonego słodu.

Jest to wyjątkowe piwo reprezentujące styl zwany porterem bałtyckim. Ten styl piwny staje się od kilku lat niemal polskim.

piątek, 15 lutego 2013

PolskaTimes.pl - Dziennik Polska, aktualności, najnowsze informacje                                             PAP

Deszcz meteorytów spadł w piątek rano nad Uralem, w okolicach Czelabińska. Zjawisku towarzyszyła seria eksplozji. Fala uderzeniowa po wybuchach spowodowała zniszczenia na ziemi. Liczbę rannych szacuje się już na ponad 900 osób, w tym co najmniej 100 dzieci.

Deszcz meteorytów nad Czelabińskiem w Rosji: Duże zniszczenia na ziemi, setki rannych [VIDEO]

Deszcz meteorytów nad Czelabińskiem w Rosji: Duże zniszczenia na ziemi, setki rannych [VIDEO]

Deszcz meteorytów nad Czelabińskiem             (© screen: youtube.com) 

Deszcz meteorytów nad Czelabińskiem w Rosji: Duże zniszczenia na ziemi, setki rannych [VIDEO]

 Deszcz meteorytów nad Czelabińskiem spowodował duże zniszczenia             

(© EPA/VYACHESLAV NIKULIN)

 Meteoryty spadły m.in. w obwodach czelabińskim, swierdłowskim, tiumeńskim, kurgańskim i orenburskim, a także w Baszkortostanie i północnym Kazachstanie. Brak potwierdzenia doniesień, że zniszczenia spowodowały odłamki, które spadły na ziemię.

Ze wstępnych ustaleń wynika, że nad terytorium Uralskiego Okręgu Federalnego doszło do destrukcji meteoroidu, który częściowo spłonął w dolnych warstwach atmosfery - przekazało Ministerstwo ds. Sytuacji Nadzwyczajnych.

DESZCZ METEORYTÓW TO ODPRYSK PLANETOIDY DA14? ''ENERGIA MAŁEJ BOMBY ATOMOWEJ''

Meteoryty pojawiły się nad Uralem o 9.22 czasu lokalnego (7.22 czasu moskiewskiego; 4.22 czasu polskiego). Zaobserwowano potężny błysk; słychać było serię silnych eksplozji. Eksperci oceniają, że doszło do nich na wysokości około 5 km.

Według resortu ds. sytuacji nadzwyczajnych największe odłamki spadły na terytorium obwodu czelabińskiego, w tym na niezaludnionym obszarze około 80 km od miejscowości Satki. Jeden z fragmentów runął do jeziora koło miasta Czebarkuł.

Największe szkody powstały w samym Czelabińsku. Uszkodzonych zostało około 300 budynków, w tym szpitale, przedszkola i szkoły. W fabryce cynku zawalił się dach i runął fragment muru. Ucierpiał także budynek Czelabińskiego Uniwersytetu Państwowego. W wielu domach z okien powypadały szyby.

Władze miasta zaleciły rodzicom zabranie dzieci z przedszkoli i szkół. Temperatura powietrza w Czelabińsku wynosi minus 18 stopni Celsjusza.

Świadkowie mówią, że włączały się alarmy samochodowe; odnotowano przerwy w działaniu telefonów komórkowych. "O godz. 11 czasu lokalnego (godz. 6 czasu polskiego) mieliśmy liczne zgłoszenia różnych urazów, zranień i kontuzji" - cytuje agencja Interfax źródło w administracji obwodu czelabińskiego.

Większość poszkodowanych to osoby pokaleczone obłamkami szyb. Wśród rannych jest około 100 dzieci.

W Czelabińsku krążą pogłoski, że wieczorem nad miastem pojawią się kolejne meteoryty. Wcześniej mówiono tam, że nad Czelabińskiem eksplodował samolot wojskowy uzbrojony w rakiety. Władze apelują do mieszkańców, by nie wierzyli plotkom i nie ulegali panice. Zapewniają również, że poziom promieniowania w regionie jest w normie.

Do regionów dotkniętych przez deszcz meteorytów skierowano 21 tys. ratowników.

ZOBACZ WIĘCEJ NAGRAŃ Z DESZCZU METEORYTÓW NAD CZELABIŃSKIEM W ROSJI

środa, 23 stycznia 2013

Serdecznie dziękuję za częste odwiedziny

Czytelnikowi mojego bloga z Mountain View, California.

Zapraszam do dalszego śledzenia życia mojego miasta, regionu i Polski.

Proszę o kontakt na mojego maila. Pozdrawiam.

 

Proszę również innych czytelników o kontakt - wb61@intewria.eu

sobota, 29 grudnia 2012

 Moje Miasto

Mało kto wie, że w katowickich Murckach, w lesie, znajduje się winiarnia z prawdziwego zdarzenia. Produkuje się tam wino z wyższej półki.

 

Winna Zagroda w Katowicach

10 km od centrum Katowic znajduje się winnica o nazwie Winna Zagroda, którą prowadzi małżeństwo - Katarzyna i Piotr Jaskółowie. Jest to miejsce, do którego można przyjechać, wypocząć, zdegustować sery i oczywiście wina. - Nasza przygoda z winem, a dokładnie chęć posadzenia winorośli, zaczęła się w chwili zobaczenia piwnic naszego domu – opowiadają właściciele winiarni.

Polana, na której rośnie wino, usytuowana jest na południowym stoku i otoczona ze wszystkich stron lasem bukowym. - To tajemnicze miejsce, owiane legendami sięgającymi początku chrystianizacji państwa polskiego, wydało się idealne na założenie winnicy – dodaje państwo Jaskółków.

Para produkuje wina z najszlachetniejszych odmian winorośli. Wśród owocujących krzewów są takie jak: Rieslinga, Cabernet Cortis, Monarcha czy też Rondo. Pierwsze wino było butelkowane całkiem niedawno, bo w 2011 roku. - Przy produkcji naszego wina kierujemy się zdobytą wiedzą, doświadczeniem, intuicją, a przede wszystkim dbamy o nasze gospodarstwo łącznie z krzewami i zwierzętami – zapewniają właściciele winnicy. 

Pierwsze wyróżnienie w konkursie winiarskim Jaskółowie zdobyli w 2009 roku. Charbon ich produkcji zdobyło pierwsze miejsce i złoty medal na Święcie Polskiego Wina w Janowicach w 2011 roku. Wina z winnicy Jaskółów zdobyły także wiele wyróżnień podczas  VI Święta Polskiego Wina, zorganizowanego w tym roku.  

środa, 12 grudnia 2012

 Naszemiasto.pl

Dzisiaj zdecydowanie musi być dobry dzień, choćby ze względu na wyświetlającą się datę: 12.12.12. Zdecydowanie musi nam przynieść szczęście! Oczywiście, dementujemy - to nie data końca świata.

Pogoda dzisiaj bardzo podobna do wczorajszej. Termometry pokażą ok. -3 stopni Celsjusza, będzie sypał śnieg, do tego będzie mroźnie i mokro, a biomet zapowiada się niekorzystnie. Ale niech Was to nie zrazi.

Narzekacie na odśnieżanie w mieście, dlatego na pewno zajmiemy się tą sprawą. W końcu nie może być tak, że Chorzów jest najgorzej odśnieżonym miastem w regionie. Jesteśmy zbyt dobrzy, żeby być najniżej w jakichkolwiek rankingach. Zgadzacie się?

Dzisiaj w Miejskim Domu Kultury "Batory" odbędzie się otwarcie wystawy filatelistycznej "Ostatni taki dzień 12.12.12". Swoje zbiory zaprezentuje ponad 50 wystawców z Polski, ale też Ukrainy i Czech - łącznie kilka tysięcy znaczków, listów, kartek, piór i monet. Na uwagę z pewnością zasługiwać będzie pokaźna kolekcja tzw. całostek, za które jej właściciel, Marian Broniec zdobył złote medale podczas wystaw filatelistycznych w Japonii oraz Indonezji.

Całostki to nie znaczki, lecz kartki korespondencyjne z wydrukowanym znaczkiem. Te na ekspozycji pochodzą z XIX wieku. Zapraszamy do MDK "Batory" od godz. 15. Wystawa potrwa do soboty.

Widzieliście już oświetloną świątecznie ul. Wolności? Zachęcamy do wybrania się! Już niedługo na naszym portalu będziecie się również mogli wypowiedzieć, na co chcielibyście przeznaczyć pieniądze z budżetu obywatelskiego. Zaglądajcie do nas w wolnych chwilach!

Miłego dnia,
Justyna Toros

Piszcie, dzwońcie, komentujcie: j.toros@dz.com.pl, tel  32 634 24 42 begin_of_the_skype_highlighting BEZPŁATNIE 32 634 24 42 end_of_the_skype_highlighting .

JUT                                                     Źródło materiału:          Naszemiasto.pl

czwartek, 15 listopada 2012

My tylko takie grzyby znajdujemy.

 

Zgadza się. To nie są jadalne grzyby !!!

 

poniedziałek, 27 sierpnia 2012

 Dziennik Zachodni          Magdalena Nowacka-Goik

(© M. Dyszka)

Zakwitły już pierwsze rośliny w ogrodzie biblijnym przy  parafii św. Jadwigi. Ksiądz proboszcz Emanuel Pietryga,  obiecuje, że pierwsze, nieoficjalne otwarcie będzie już na początku września. - Wtedy będzie można tu spacerować   modlić się,  kontemplować - dodaje. Lada dzień pojawią się tabliczki przy roślinach. Będzie na nich nazwa polska i łacińska rośliny, oraz kojarzący się z nią odpowiedni cytat biblijny.

Jakie rośliny już będziemy mogli zobaczyć? Przede wszystkim bujnie rozkwitającą winorośl. Tu pierwsze skojarzenie mamy z cytatem z Ewangelii św. Jana, kiedy to Jezus mówi, że jest : "Ja jestem krzewem winnym, wy - latoroślami. Jest też figowiec - tu nawiązanie do Ewangelii wg św. Mateusza i św. Marka. Jezus przebywając przed Świętem Paschy w Betanii, zobaczył drzewo figowe okryte bogatą zielenią. 

Doznał  jednak rozczarowania, gdyż na drzewie nie było ani jednego owocu. Podobnego zawodu doznawał Jezus ze strony tych, którzy uważali siebie za pobożnych, ale nie przynosili oczekiwanego owocu. Jest też palma i cedr - tu nawiązanie do psalmów, zgodnie z którymi "Sprawiedliwy zakwitnie jak palma, rozrośnie się jak cedr na Libanie". 

- Z mniej znanych a ciekawych jest tamaryszek. To roślina kojarząca się z biblijną manną- mówi ksiądz. Gałązki obsiadane są przez wielkie ilości tarczników,  maleńkich owadów, które  nacinają gałązkę i żywią się jego sokiem. Reszta soku zastyga na gałęziach tworząc białawe  perły, które spadają na ziemię. Używane są później jako… cukier.

 - Jest też najbardziej znany symbol w biblijnej  ikonografii, czyli  jabłoń, cedr libański z którego budowano świątynię w Jerozolimie,  - wylicza proboszcz. Najbardziej intrygujący jest krzew ognisty  Mojżesza. To w tym krzewie ukazał mu się Anioł Pański w płomieniu ognistym.

- Dzisiaj już wiemy, że ta roślina to dyptam jesionolistny. Ma ona tę właściwość, że przy wielkich upałach stężenie olejków eterycznych wydzielanych przez rośliny może być tak wielkie, że dochodzi do ich samozapalenia - wyjaśnia tajemnicę krzewu ksiądz.

piątek, 10 sierpnia 2012

Do środowego poranka służby energetyczne przywróciły dostawy energii do większości odbiorców pozbawionych prądu po gwałtownych nawałnicach, jakie przeszły nad woj. śląskim w nocy z poniedziałku na wtorek. Energii nie miało prawie 10 tys. gospodarstw. Wskutek nawałnic najbardziej ucierpiała gmina Żarnowiec.

Zniszczenia po nawałnicy / fot.Piotr Polak
Zniszczenia po nawałnicy / fot.Piotr Polak /PAP
 
Jak podało wojewódzkie centrum zarządzania kryzysowego w Katowicach, w środę rano prądu nie miało jeszcze 19 odbiorców z rejonu Rybnika, 10 z okolic Wodzisławia Śląskiego i ośmiu z rejonu Mikołowa. Awarie mają być usunięte jeszcze w środę.

We wtorek nawałnice pozbawiły dostaw prądu ok. 2,4 tys. odbiorców w powiatach zawierciańskim i będzińskim (gmina Bobrowniki) oraz ok. 7 tys. w powiatach wodzisławskim i rybnickim. 

Żywioł zrywał dachy

Nie ma już problemów z dostawami energii w gminie Żarnowiec w powiecie zawierciańskim, która została najbardziej poszkodowana - w ciągu ostatniego miesiąca po raz drugi nad tą miejscowością przeszła trąba powietrzna. Największych spustoszeń dokonała w samym Żarnowcu oraz sołectwach Łany Wielkie, Łany Małe, Udórz i Koryczany.

W gminie Żarnowiec uszkodzonych zostało 20 dachów budynków mieszkalnych, 61 dachów budynków gospodarczych (niektóre wraz ze znajdujących się w nich sprzętem rolniczym) i pięć w obiektach użyteczności publicznej, m.in. w urzędzie gminy, przychodni i wiejskim domu kultury; zerwane zostały dachówki kościoła.

Park zamienił się w ruinę

O sile zjawiska świadczą dziesiątki połamanych i powalonych drzew, przeniesione porywem powietrza blaszane garaże, pogięte bariery mostów, zerwane napowietrzne przewody energetyczne. W ruinę zamienił się też park w Żarnowcu.

W Żarnowcu działa wojewódzka komisja do spraw szacowania strat przy klęskach żywiołowych, wkrótce na miejsce przyjedzie też specjalna grupa do spraw szacowania strat z PZU. Wójt gminy czyni starania, aby jak najszybciej przybyli likwidatorzy innych ubezpieczycieli.

11 dachów budynków mieszkalnych i pięć dachów budynków gospodarczych zostało uszkodzonych także w powiecie wodzisławskim (w gminach Radlin, Rydułtowy, Gorzyce i Wodzisław Śląski), natomiast w Rybniku zostały uszkodzone cztery dachy w budynkach mieszkalnych i dwa w obiektach gospodarczych.

niedziela, 27 maja 2012

Chorzowianin

Najciekawsze zguby z naszego miasta
Blokada na koło samochodu ciężarowego do biura trafiła w listopadzie 2011 roku. Sprzęt znaleźli chorzowscy policjanci na terenie zakładów chemicznych „Hajduki”. Do zgubienia blokady nie przyznaje się żadna z okolicznych komend straży miejskich.
 
Roman Jedliński, Biuro Rzeczy znalezionych w chorzowskim Urzędzie Miasta (pokój 105):
 
Ustalenie do kogo należą zgromadzone przedmioty jest praktycznie niemożliwe. Niektóre rowery trafiły do nas jeszcze w latach dziewięćdziesiątych. Właściciele wciąż pozostają nieustaleni, a miejsca na przechowywanie jest już coraz mniej. Przedmiotów nie można też spieniężyć ani się ich pozbyć, bo zabraniają tego obowiązujące przepisy, a dokładniej rozporządzenie z 14 czerwca 1966 roku.
Najciekawsze zguby z naszego miasta
Czarna torba a w niej zapalniczka, klucze, portfel i biblia dla najmłodszych znajduje się w magazynie od sierpnia 2011 roku. Znaleźli ją chorzowscy policjanci/
 
Najciekawsze zguby z naszego miasta
Kosmetyczkę L'Oréal wraz z zawartością znaleziono w październiku 2010 roku.
 
Najciekawsze zguby z naszego miasta
Saszetkę z paralizatorem elektrycznym policjanci znaleźli przy ulicy Stalowej. W magazynie jest od sierpnia 2011 r. - Nam żaden nie zginął - deklaruje Justyna Dziedzic, rzeczniczka chorzowskiej policji.
 
Najciekawsze zguby z naszego miasta
Nie brakuje też portfeli, saszetek i kluczy. jest też notes i odtwarzacz mp3.
 
Najciekawsze zguby z naszego miasta
W magazynie zdeponowano aż 13 telefonów komórkowych. Wśród nich znajduje się najstarszy z przechowywanych przedmiotów. To motorola (największa komórka na zdjęciu) dostarczona została w 1998 roku.
 
Najciekawsze zguby z naszego miasta
Najwięcej w magazynie jest rowerów (24). Wśród nich trójkołowy pelikan, prawdopodobnie przystosowany do niepełnosprawnego dziecka, który trafił do magazynu w 2001 roku.
 
 Najciekawsze zguby z naszego miasta
W magazynie zabezpieczono banknot pięćdziesięciozłotowy. Czeka na swojego właściciela od stycznia 2006 roku. Znalazł go jeden z pracowników firmy ochroniarskiej podczas meczu Polska-Austria rozgrywanym na Stadionie Śląskim. Ochroniarz przekazał banknot policji, a ta dostarczyła go do chorzowskiego magazynu. Najprawdopodobniej nikt się po niego nie zgłosi, bo procedura zakłada, że osoba, która go zgubiła, musi podać numer seryjny.
wtorek, 28 lutego 2012
    am 
 
Śląscy i opolscy wędliniarze wspólnie będą zabiegać by produkt był opatrzony unijnym certyfikatem. W poniedziałek w Śląskim Urzędzie Marszałkowskim odbyło się pierwsze spotkanie, na którym zawiązane zostało stowarzyszenie producentów krupnioków. Rejestracja krupnioka przez Unię oznacza, że będzie on mógł być wyrabiany tylko według ustalonego przepisu i tylko na określonym obszarze geograficznym. Stało się tak już w przypadku np. góralskiego oscypka, który zgodnie z certyfikatem może być wyrabiany m.in. na Ż ywiecczyźnie. - Na razie krupniok został uznany przez ministerstwo jako produkt tradycyjny. Postarali się o to wędliniarze opolscy. Śląscy producenci zaapelowali do nas by połączyć siły. Odbyliśmy szereg spotkań i w końcu udało nam się przekonać rzemieślników z Opolszczyzny. W ten sposób na terenie dwóch województw zawiązane zostanie
konsorcjum, które będzie się starać o unijną ochronę dla śląskiego produktu
 - mówi Tadeusz Adamski, dyrektor wydziału gospodarki Urzędu Marszałkowskiego.
czwartek, 23 lutego 2012

 Dziennik Zachodni     Ola Szatan

Ryszard Lubicz, jeden z głównych bohaterów serialu "Klan", w dzisiejszym odcinku pożegnał się ze swoim życiem. Słynny "Ryśku" (jak określała go żona Grażynka) umarł po bójce z rabusiem, po uderzeniu głową o posadzkę w szpitalu, w którym znalazł się po zawale serca. Zobacz zdjęcia i wideo.

Śmierć Ryśka z
(© arc TVP)
 
 

 Chociaż Rysiek nie zginął w tak spektakularnych okolicznościach jak Hanka Mostowiak, bohaterka "M jak miłość", to rozstanie Piotra Cyrwusa z postacią fajtłapowatego Ryśka budzi również sporo emocji. Nic dziwnego, aktor kreował ją przez 14 lat. Rysiek był kultową postacią m.in.  internetu, gdzie  poprzez swoją nieporadność zyskał dużą popularność. Dla innych był wzorem ojca i męża. Piotr Cyrwus zdecydował się rozstać z rolą Lubicza, bo od 1 stycznia 2012 r.jest etatowym aktorem Teatru Polskiego w Warszawie.
 
- Uznałem, że wszystko, co mogłem dać z siebie Ryszardowi Lubiczowi, już dałem i wszystko, co mogłem od niego dostać, dostałem - powiedział w specjalnym oświadczeniu. - Doszedłem do wniosku, że żeby otworzyć nowe drzwi, trzeba zamknąć za sobą stare - dodał.

Czasem jednak nie wystarczą same dobre chęci. O tym, że nie zawsze  jest łatwo wyjść z roli, przede wszystkim w umysłach widzów, przekonał się m.in. Stanisław Mikulski, wcielający się w główną rolę w  kultowym serialu "Stawka większa niż życie". Choć jego filmografia prezentuje się bardzo okazale, to wszyscy kojarzymy go głównie z postaci Hansa Klossa.

Podobna sytuacja była z  nieżyjącym już niestety Markiem Perepeczką, aktorem powszechnie kojarzonym jako Janosik. I nie zmieniła tego nawet rola komisarza, w jakiej oglądaliśmy go w popularnym serialu "13. posterunek".

Kto jest najsłynniejszym  inżynierem świata? No pewnie, że inżynier Stefan Karwowski. Ta rola w serialu "Czterdziestolatek" z pewnością "ustawiła" zawodowy życiorys kreującego ją Andrzeja Kopiczyńskiego. To też było szaleństwo. Na fali popularności  po latach powstał serial " 40-latek. 20 lat później", zaś jego aktorzy  byli zapraszani m.in. do udziału w reklamach.

Z  reklamą miał do czynienia także Pedros. To znaczy Janusz Gajos.  Ale tego aktora nie naznaczyła tylko jedna wielka rola. Choć mogła, bo jako Janka  Kosa w serialu "Czterej pancerni i pies" znają go chyba wszyscy. Janusz Gajos nie dał się zaszufladkować. Świetnie zaprezentował się chociażby w kultowym serialu "Alternatywy 4" czy w filmach od "Człowieka z żelaza" po "Jasminum", gdzie za rolę Brata Zdrówko dostał nagrodę Orzeł 2007 Polskiej Akademii Filmowej.

Lubimy seriale

Krystyna Doktorowicz, medioznawca, dziekan WRiTV:

Skąd się bierze fenomen seriali? Podobają się zwłaszcza seriale oparte na motywach polskich, bo to one są najbliżej naszych codziennych spraw. Wielu odbiorców utożsamia się z problemami tych bohaterów. Bardzo trudno jest serialowym aktorom występować nie tylko w innych produkcjach, ale też na deskach teatrów. Ciekawym przykładem jest Andrzej Grabowski, który jest tak charakterystyczny w roli Ferdka Kiepskiego, że jak pojawia się w innych produkcjach, to następuje pewien dysonans. Szczególnie trudno dla aktora jest, gdy funkcjonuje w jednej produkcji.

Seriale oglądają wszyscy. Mężczyźni też. Najwięcej  osoby starsze, na emeryturze i które mają czas. Żyją serialami, które bywają powodem wymiany poglądów. Oglądanie serialu to też forma uczestnictwa w życiu społecznym, wiele osób nie ma własnych problemów, bo żyją samotnie. I wchodzi "jak do domu" w strefę problemów Mostowiaków czy Lubiczów.

sobota, 11 lutego 2012

Justyna Przybytek

Nielegalny parking na ul. Głębokiej w Bytomiu, zdewastowana ławka przy ul. Zabrskiej w Chorzowie i zniszczone oznakowanie przy skrzyżowaniu Grota - Roweckiego i Dąbrowskiego w Tychach. Takie problemy sygnalizują śląscy internauci, pierwsi użytkownicy ogólnopolskiego serwisu naprawmyto.pl.


 
Serwis ma 11 odsłon, tyle ile miast, w których działa jego pilotażowa wersja. Na Śląsku portale uruchomiono w Bytomiu, Chorzowie i Tychach. Pomysł realizuje Fundacja im. Batorego, ale w poszczególnych województwach pilotują lokalne organizacje pozarządowe - na Śląsku katowickie Stowarzyszenie Wzajemnej Pomocy Bona Fides.

Jak działa portal? Mieszkańcy poprzez serwis zgłaszają problemy w swoich miastach, na przykład brak oświetlenia, zdewastowane ogrodzenie, dziurę w drodze, czy graffiti na murach. Informację o nich - tzw. alert - zamieszczają na portalu, na specjalnej mapie.

Alert nie tylko pozostanie na mapie, ale będzie przekierowany do urzędu miasta.
A urzędnicy obiecują interweniować.

- Śląska edycja projektu ruszy w marcu, a wraz z nią promocja serwisu - wyjaśnia Agata Hofel-majer z Bona Fides. - Jesteśmy na etapie uzgadniania współpracy z samorządami. Chorzów i Bytom już wyraziły zgodę, nie mamy jednak jeszcze odpowiedzi z Tychów.

Zgoda na współpracę jest konieczna.

- Bo nie chcemy, aby sygnały od mieszkańców trafiały w próżnię - wyjaśnia Hofelmajer.

Pomysł jest wzorowany na portalu fixmystreet.com, założonym przez brytyjską organizację pozarządową w 2007. Podobne powstały m.in. w USA, Gruzji, Holandii i Włoszech.

Prace nad polską wersją trwały od ubiegłego roku. Portale już funkcjonują, ale oficjalnie rozpoczynają działalność w tym roku m.in. w Krakowie Toruniu, Poznaniu, Przemyślu, Lublinie, Łodzi, Słupsku.

Na bytomskiej, chorzowskiej i tyskiej odsłonie serwisu znajdziemy już pierwsze wpisy internautów. Skarżą się na niewidoczne pasy na jezdni, brak oświetlenia, czy zdewastowane wiaty przystanków.

Urzędniczej reakcji na alerty spodziewajmy się jednak dopiero od marca. Faza pilotażowa potrwa w śląskich miastach do końca czerwca.

- Po jej zakończeniu zaproszenia do udziału w serwisie skierujemy do innych miast z regionu - zapowiada Hofelmajer. Portalem będzie administrowała organizacja, ale wespół z samorządowcami. Społecznicy będą pilnować m.in. czy urzędnicy nie pozbywają się z serwisu niewygodnych interwencji.

E-zgłoszenia

Podobny system działa już w Katowicach.

Od początku roku dziurę w jezdni, graffiti na murze, zdewastowany przystanek
czy nielegalne wysypisko możemy zgłosić przez internet.

Wystarczy oznaczyć je na internetowej mapie miasta i wysłać urzędnikom. Oni przekierują je do właściwych służb. Na mapę wejdziemy poprzez stronę magistratu katowice.eu (zakładka "zgłoś zdarzenie") lub serwis internetowych map (mapserver.um.katowice.pl).

Wybieramy "ortofotomapę" i klikamy zakładkę "rejestruj zdarzenie". Podzielono je na cztery rodzaje: uszkodzenia infrastruktury drogowej lub wodno-kanalizacyjnej, dewastacje oraz inne.

czwartek, 19 stycznia 2012

 

a na koniec troszkę słodkości

niedziela, 01 stycznia 2012
 Moje Miasto

Po sylwestrowej imprezie kac nie daje Ci spokoju? Może jakaś metoda okaże się skuteczna.

Najbardziej znana skacowana ekipa, czyli...

Autor: Materiały prasowe

Wczoraj praktycznie na każdej imprezie alkohol lał się strumieniami i wznoszonych toastów nie było końca. Efekt w Nowy Rok jest łatwy do przewidzenia - boląca głowa, suchość w ustach oraz ogromne zmęczenie. Jednak w przeciwieństwie do bohaterów kultowej komedii ''Kac Vegas'' nie musicie szukać ekstremalnych wrażeń, żeby pozbyć się kaca.

Warto mieć przygotowany tłusty rosół lub kwaśny żurek, owoce, warzywa, soki, wodę mineralną oraz napoje izotoniczne. Dobrze jest zrobić zapas napojów, aby 1 stycznia nie szukać jakiegokolwiek otwartego sklepu. W apteczce powinny znaleźć się magnez, potas, wapno i witamina C.

Kac zniweluje uzupełnienie cukru, na przykład poprzez wypicie herbaty z cukrem lub miodem, zjedzenie dżemu czy też czekolady. Wzrośnie przez to poziom glukozy we krwi. Niektórzy radzą także, by w Nowy Rok zjeść tłustą i niezdrową potrawę, ale ta metoda lepiej się sprawdza raczej przed piciem alkoholu.

Na pewno dobrze nam zrobi coś kwaśnego, np. kefir lub sok z ogórków, który jest bogaty w witaminę C. Aby uzupełnić potas, warto pić sok pomidorowy. Dobrymi napojami na kaca są także sok jabłkowy, pomarańczowy, grejpfrutowy. W ogóle należy pamiętać o uzupełnianiu płynów.

W internecie mnóstwo jest też zaleceń, by 1 stycznia spędzić w ramionach bliskiej osoby. Seks nie tylko odwraca uwagę od bólu, ale też rozrusza ciało.

Najlepiej jednak jest wziąć prysznic i wyjść z domu. Przynajmniej, aby wynieść śmieci. Nawet krótki spacer da nam mnóstwo potrzebnej energii i świeżości.

Jeżeli nic nie pomaga, to pozostaje nam tylko czekać aż kac sam ustąpi.

Czekamy także na Wasze sposoby na kaca. Jeśli znasz inne sposoby na po-imprezowy ból głowy, to podziel się nimi z nami w komentarzu.

Więcej o sposobach na kaca znajdziecie również na MM Warszawa Kac - jak go zwalczyć oraz wspolczesna.pl Jak wyleczyć kaca? Sprawdź jeszcze przed wyjściem na imprezę sposoby na kaca!
wtorek, 13 grudnia 2011

Choinka to niezaprzeczalny symbol świąt Bożego Narodzenia. Uwielbiana przez najmłodszych, pięknie udekorowana i oświetlona stanowi najważniejszy punkt w naszych domach przez wiele tygodni. Pragniemy, aby była najpiękniejsza. Jakie wybrać drzewko, sztuczne czy prawdziwe, aby cieszyło domowników w tym najpiękniejszym okresie?

Wybór świątecznego drzewka

Co roku wiele osób zadaje sobie pytanie, jakie drzewko wybrać - sztuczne czy prawdziwe?  W okresie przedświątecznym na rynku jest ogromny wybór i jednych, i drugich. Producenci sztucznych choinek prześcigają się w pomysłach na ich kształt, kolor czy gęstość igliwia. Sprzedawcy drzewek naturalnych kuszą również ogromnym wyborem, od ciętych po doniczkowe, poprzez rozmaite gatunki o różnej wielkości.

Wady i zalety sztucznych choinek

Jeżeli szukamy drzewka, a zależy nam na ekonomicznym rozwiązaniu, to na pewno sztuczna choinka jest lepsza. Takie drzewka służą nam przez wiele lat, pod warunkiem, że są odpowiednio przechowywane.  Z czasem oczywiście blaknie kolor, igliwie (z poliestru lub innych materiałów) wypada i traci gęstość, niemniej jednak sztuczna choinka to jednorazowy wydatek na kilkanaście lat. Bardzo ważną zaleta sztucznej choinki jest fakt, ze nie gubi igieł jak jej naturalny odpowiednik, więc oszczędzamy także czas, który musielibyśmy poświęcić na codzienne odkurzanie. Decydując się na sztuczne drzewko, rezygnujemy jednak z kuszącego aromatu żywicy i drewna, które wspaniale podkreślają charakter i magię świąt.

Wady i zalety choinek naturalnych

Czy może być coś wspanialszego, niż aromat naturalnego świerku podczas wigilijnej kolacji? To najistotniejsza zaleta żywego drzewka. Naturalnych garbników zawartych w igłach i korze naturalnych drzew iglastych, nie zastąpi żadna, nawet najpiękniejsza sztuczna choinka. Jednak musimy pamiętać, ze żywa choinka przysporzy nam także nieco kłopotów.

http://uroczystosci.wieszjak.pl

Ja wolę prawdziwą. Ostatnio natknąłem się na takie ogłoszenie.

 

Prawdza, że dobry pomysł? Choinkę przyniosą ci do domu!!!

piątek, 09 grudnia 2011

Ciekawostka. Zrobiłem fajne zakupy w fajnym sklepie.

http://www.fastdeal.pl/fd/79687

 Naszemiasto.pl     Łukasz Malina

O ostatnim odkryciu naukowców z NASA z Lechem Motyką, dyrektorem
Planetarium Śląskiego rozmawia Łukasz Malina.

Lech Motyka, dyrektor Planetarium
i Obserwatorium Astronomicznego im. Mikołaja Kopernika w Chorzowie.
 
Z początkiem tygodnia naukowcy z NASA ogłosili informację o przełomowym odkryciu, którego dokonano... 600 lat świetlnych od Ziemi. Zdaniem badaczy kosmosu, to właśnie tam, wokół jednej z gwiazd krąży planeta, która może przypominać naszą Ziemię.

Informacja wywołała lawinę komentarzy na całym świecie. Odkrycie poruszyło także Internautów naszego portalu. Postanowiliśmy więc o "Ziemię 2.0" zapytać eksperta z Planetarium i
Obserwatorium Astronomicznego im. Mikołaja Kopernika w Chorzowie

Dlaczego odkrycie planety Kepler 22b ogłoszono przełomem? Co to odkrycie oznacza?
Przełom, o którym tak wiele słyszymy jest zbyt daleko idącym stwierdzeniem.

W większym stopniu to sprawa medialna niż naukowa. O przełomie mówiono już w 1990 roku, gdy Aleksander Wolszczan odkrył pierwsze planety spoza Układu Słonecznego. W przypadku planety Kepler 22b trudno powiedzieć, w jaki sposób wyznaczono te wszystkie dane, np. rzekomo panującą tam temperaturę na poziomie 22 stopni Celsjusza. To raczej hipotezy, niż rzeczywistość. O istnieniu planety wiemy na podstawie obserwacji jej obiegu wokół gwiazdy, ale to za mało, by podać jako pewnik cokolwiek więcej.

Czyli radość jest przedwczesna?

Niekoniecznie. Nawet nie odkrywając niczego, można wysnuć podobne wnioski. Biorąc pod uwagę rachunek prawdopodobieństwa i to jak wiele jest we Wszechświecie gwiazd oraz potencjalnych, krążących wokół nich obiektów - możemy przyjąć założenie, że istnieje druga taka planeta, jak
nasza Ziemia.

Czy kiedyś uda się nam odnaleźć planetę podobną do Ziemi w niedalekim sąsiedztwie Układu Słonecznego? Tak, by można było na nią dotrzeć w ciągu np. kilkunastu lat? Może do tej pory nie rozglądaliśmy się zbyt dokładnie wokół siebie? Najbliższa nam gwiazda to Proxima Centauri, która znajduje się w odległości czterech lat świetlnych od Ziemi. Tam jednak raczej niczego ciekawego nie znajdziemy. Jest to ten obszar, który już dawno został wnikliwie zbadany za pomocą teleskopów. Dziś, dzięki technologii, którą dysponujemy, a o której nie śniliśmy jeszcze 50 lat wstecz, możemy zbadać każdy dowolny fragment kosmosu.

A jednak wszystko w kosmosie wydaje się nam, jak gdyby celowo, zakryte i oddalone na tyle, byśmy na obecnym etapie cywilizacyjnego rozwoju za daleko nie dotarli... Dlaczego tak jest?
Taka refleksja wykracza już poza zwykłe badania i można w nią włączyć zarówno filozofię, religię jak i teorie mówiące o kosmicznym chaosie. Osobiście jestem daleki od domniemywań. Prędzej czy później wydostaniemy się poza ten obszar kosmosu, który znamy dziś. Planety takie jak Mars, Wenus czy Merkury to te najbardziej zbliżone swą naturą do Ziemi. Na żadnej z nich nie ma
jednak atmosfery umożliwiającej oddychanie i panują tam skrajnie nieprzyjazne warunki do życia. Inne to potężne kule gazu. Jeśli rozglądać się za czymś, co będzie podobne do naszej planety to na pewno duże nadzieje wiąże się z Europą, jednym z księżyców Jowisza, na którym najprawdopodobniej można znaleźć wodę i być może, że także organizmy żywe.

W jaki sposób odkrywa się nowe planety, poza Układem Słonecznym? Czy można je dostrzec z Ziemi lub z teleskopu na okołoziemskiej orbicie?

Odległość od obserwowanego w kosmosie obiektu nie ma znaczenia. Wszystko zależy od rozmiarów teleskopu przez który spoglądamy. Obowiązuje tylko jedna zasada: im bardziej zaawansowane technologicznie urządzenia, tym dalej potrafimy sięgnąć. Od czasów Galileusza, gdy kosmos obserwowano przez lunety wiele się zmieniło. Dziś największe teleskopy to złożony system ogromnych zwierciadeł. Dzięki odpowiedniemu ich ustawieniu, możemy dostrzec najdalsze obiekty we Wszechświecie. Polega to na dokładnym namierzeniu źródła światła. Istnieje
specjalna jednostka miary, tzw. magnitudo gwiazdy (wielkość gwiazdowa - przyp. red.), która wyraża natężenie światła. Obecnie, najdoskonalszym tego typu urządzeniem jest Kosmiczny Teleskop Hubble'a, który ma tę przewagę nad teleskopami ziemskimi, że nie musi przedzierać się przez rozmywającą obraz kosmosu atmosferę.

Czy kiedyś przekonamy się, że co do np. planety Kepler 22b mieliśmy rację?
By to sprawdzić jeszcze dziś, należałoby zbudować statek kosmiczny z napędem fotonowym. Musiałby on umożliwić nam przemieszczanie się z prędkością około 300 tys. km/h. To jednak i tak byłoby za mało, by dotrzeć do nowo odkrytej planety jeszcze za naszego życia. Zajęłoby nam
to... 600 lat. Żeby zdać sobie sprawę, jak to daleko, wystarczy pomnożyć 9,5 biliona kilometrów przez 600. Jesteśmy tylko drobiną piasku w oceanie Wszechświata.

niedziela, 04 grudnia 2011
 Przekazy historyczne podają, że pierwsze mundury  górnicze wprowadzone zostały w 1817 roku wraz z ustanowieniem Korpusu Górniczego, organizacji łączącej wszystkie osoby pracujące w górnictwie.
 
 Pierwszeństwo w przyjmowaniu do Korpusu mieli synowie górników. Nosili oni granatowe mundury, czarne czapki zwane kołpakami   z odznakami górniczymi oraz szable podobne do szabel piechoty Królestwa Polskiego.
 
Wysocy rangą gwarkowie zakładali granatowy frak z haftowanym kołnierzem i białe sukienne spodnie, które na specjalnej uroczystości zamieniali na skórzane. Mundur uzupełniały:
  • kapelusz,
  • szpada
  • i buty ze srebrnymi ostrogami.
Ubranie zwyczajnego górnika było nieco skromniejsze:
  • granatowa kurtka,
  • spodnie wpuszczane w buty
  • i czarne czako z daszkiem ozdobione górniczym godłem wybitym na białym metalu.
Zwyczaj noszenia górniczego munduru prawdopodobnie dotarł do nas z terenów obecnych Niemiec. Nic zatem dziwnego, że najbliższe pierwowzorom są uniformy noszone do dziś przez górników z Zagłębia Ruhry. Niskie, stożkowe czaka z daszkiem i charakterystycznym małym pióropuszem wyraźnie różnią się od śląskich.

Fot.1.  Dawne mundury Korpusu Górniczego
 
Nakrycie głowy, zwane czakiem, nawiązuje do dawnej, wysokiej i sztywnej czapki spełniającej rolę hełmu.
 
Dla dodania sobie splendoru i poważania dawni gwarkowie przejęli od ówczesnych strzelców dworskich pióropusze z kogucich piór.
 
Skośne zaszewki na przodach marynarki służyły niegdyś do zatykania lontów w otworach strzałowych. Pelerynka zaś, ledwie dziś zaznaczona i przypominająca kołnierz, chroniła gwarka przed spływającą ze stropu wodą.
 
Przemiana górniczego ubioru w uroczysty strój trwała długo i ostatecznie ukształtowała się dopiero w końcu ubiegłego stulecia. Współczesne mundury różnią się od siebie jedynie dystynkcjami oraz kolorem pióropuszy.
 
Górniczy mundur przysługuje tylko tym członkom górniczej braci, którzy zostali mianowani na któryś ze stopni. Wystarczy ten najniższy i śmiało można zakładać mundur z czarnym pióropuszem i złotymi guzikami.
 
Do tego szpada, doskonale komponująca z odświętnym uniformem. Kiedyś była nieodłącznym atrybutem szlacheckiego stanu. Tymczasem pierwsi górnicy wywodzili się z klasy chłopów pańszczyźnianych. Podjęcie pracy pod ziemią było jednak aktem odwagi i nobilitowało w oczach społeczeństwa.

Fot.2.  Rękojeść szpady górniczej z 1817 roku
 
Gwarków zwalniano od służby wojskowej i płacenia niektórych podatków. Z czasem, kiedy bez górnictwa nie mogło obejść się już żadne cywilizowane społeczeństwo, w wielu krajach Europy wręczano górnikom ozdobne kilofki, a w Polsce - z inicjatywy Stanisława Staszica - właśnie ową białą broń.
 
Opr.A
 
Źródło: GIPH Biuletyn Górniczy
wtorek, 22 listopada 2011

Dziennik Zachodni       Krzysztof Karwat

Najpierw był Music Hall. Masom pracującym trzeba było dać nową formę rozrywki. Polacy bowiem coraz śmielej wpatrywali się w zachodnie wzorce. Liberalne wiatry powoli wdmuchiwały w demoludy rewie w pawich piórach. Tak narodził się w Chorzowie Teatr Rozrywki. Jego historię spisał w najnowszej książce Krzysztof Karwat.
 
 "Producenci" (2009) (© arch. Teatru Rozrywki)
 
Decyzja zmieniająca przeznaczenie tej pięknej budowli zapadła w połowie lat siedemdziesiątych ubiegłego stulecia. Czy była podjęta - jak zawsze podejrzewano - jednoosobowo? To wcale nie jest oczywiste, bo dziś nikt nie chce się do niej przyznać. Nikt nie chce wykrzyczeć: tak, to udane i przez wielu tak kochane dziecię jest moje!
 
Wprawdzie od samych początków powstanie chorzowskiego teatru kojarzone było z nazwiskiem
wszechwładnego przewodniczącego Komitetu do spraw Radia i Telewizji, a poprzez niego z nazwiskiem ówczesnego I sekretarza Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej, to jednak tego faktu nie udało się niezbicie potwierdzić, a sam przewodniczący, po latach wielokrotnie przeze mnie o to pytany, do ojcostwa się nie przyznał. Ale go też nie odrzucił. Wybrał milczenie. Cóż, wielu z nas pamięta. Popadł w czasach pierwszej "Solidarności" i po wprowadzeniu stanu
wojennego w poważne tarapaty polityczne i finansowe, jednoznacznie i bardzo surowo rozstrzygnięte w sądzie na jego niekorzyść.
 
[ zamknij ]Nie ulega jednak wątpliwości, że bez Macieja Szczepańskiego nie byłoby chorzowskiego Music Hallu. Bo tak ostatecznie nazwano nową instytucję.

Ktoś mu jednak chyba ten pomysł podsunął? Ktoś go do jego realizacji przynajmniej zachęcał. Kto? Ludzie ze środowisk artystycznych? Telewizyjnych? Dziennikarskich? To bardzo prawdopodobne, bo Szczepański lubił i umiał się w tych przestrzeniach swobodnie poruszać. Był raczej sybarytą, a nie partyjnym mnichem samotnikiem. Okazji do nieoficjalnych rozmów, pogawędek, bankietowych podszeptów obracających się w sny o potędze, nie brakowało. Ale decyzję podjęto poza establishmentem kulturalnym Górnego Śląska czy Zagłębia Dąbrowskiego. Tutaj ważyła się tylko kwestia lokalizacji nowego teatru. O niej zaś na pewno zdecydowały ambicje osobiste Szczepańskiego i silne wsparcie, jakie miał wśród ludzi władzy, zaś w owych latach najważniejsi z nich właśnie stąd, z ówczesnego województwa katowickiego, się wywodzili.

Ale nie tylko dlatego region ten był oczkiem w głowie partii i rządu. Tu przecież znajdowało się największe w kraju skupisko robotników, zwanych też "masami pracującymi". Należało tym
ludziom dać możliwość korzystania z nowych form rozrywki. Szansę na odpoczynek po trudach harówy w śląskich kopalniach i hutach. Z wolna dochodziło do świadomości nawet najbardziej niereformowalnych dostojników państwowych, że świat się zmienia, a Polacy z coraz większą tęsknotą wpatrują się w zachodnioeuropejskie wzorce spędzania wolnego czasu.

Pawie pióra z NRD

Wprawdzie żelazna kurtyna nadal była szczelna, ale już nie tak bardzo jak w latach rządów Władysława Gomułki. Zmienił się także klimat społeczny, powiały liberalne wiatry dopuszczające nowinki z Zachodu. Nawet w bratniej NRD królowały rewie z Friedrichstadtpalast. Kiczowate, bo
obrosłe blichtrem i telewizyjnym tombakiem, ale stanowiły novum. No i pojawiły się rewiowe schody, po których pląsały girlsy w pawich piórach. Wprawdzie jak ognia unikano ostrzejszego negliżu i erotyczno-obyczajowych prowokacji, ale nawet w tym najsmutniejszym baraku bloku moskiewskiego nie obowiązywała już tylko toporna estetyka socrealizmu (...).

Założenia programowe chorzowskiej instytucji zdawały się być reakcją na wszystkie te zmiany. To miał być teatr muzyczno-rewiowy, strukturalnie połączony z oddziałem katowickim telewizji państwowej. Przyszłe produkcje wprawdzie miały być pokazywane na macierzystej scenie, ale nade wszystko chodziło o ich rejestrację i późniejszą emisję w pasmach ogólnopolskich. A w latach siedemdziesiątych XX wieku katowicka telewizja osobliwie akurat w programach muzycznych się specjalizowała. Zresztą nic dziwnego. Tutaj funkcjonowało prężne środowisko kompozytorów, instrumentalistów i wykonawców. Kształciła, mająca dobrą opinię w kraju,
Państwowa Wyższa Szkoła Muzyczna, potem przemianowana na Akademię Muzyczną. Cóż,
nie było jednak dla planowanego teatru odpowiedniego budynku, przystosowanego i
przygotowanego do przyjęcia dużego zespołu. Chodziło o to, by przyszły teatr nie był zbyt oddalony od ośrodka telewizyjnego, do dziś położonego na peryferiach Katowic, a ściślej - na ich, Chorzowa i Siemianowic Śląskich, obrzeżach.

Katowice rozrywki nie chciały

Władze miejskie Katowic nie wykazały entuzjazmu. Bo też nie potrafiły wskazać miejsca, w którym mógłby ulokować się nowy teatr. Chyba też nie rozumiały idei, jaka za nim miała stanąć, więc nie były zbyt gorliwe. Zachowały dystans, a może raczej należałoby powiedzieć: po
cichutku demonstrowały bezsilność i bezradność.

W Chorzowie poszukiwania rozpoczęto od wizytacji w Teatrze Miejskim, w którym dość regularnie występowały zespoły gościnne, zwłaszcza gliwicka Operetka. Ale obiekt z lat trzydziestych XX
wieku, choć pozornie duży, pozostawał słabo wyposażony w urządzenia techniczne i przede wszystkim kiepska w nim była akustyka. Komisje z warszawskiego Radiokomitetu trafiły zatem do sali widowiskowej Zakładowego Domu Kultury Huty "Kościuszko".

Ale i tu pojawiły się od razu poważne problemy. To była instytucja żywa i dość prężna, z tradycjami - jak się w takich przypadkach zwykło mówić. Na dodatek mieściła się w niej siedziba amatorskiego teatru Reduta Śląska. Ten zaś zapewne trzeba by wyeksmitować. A to byłoby niezręczne. Poza tym część pomieszczeń służyła jako mieszkania prywatne. Mało tego - funkcjonowała tu robotnicza stołówka. Dawny budynek hotelowy, mimo że adaptowany i w środku wielokrotnie przebudowywany, wymagał gruntownych i bardzo kosztownych remontów.

Teatr miał być studiem TV

Ale obszerna scena z obrotówką i widownią na 600 widzów kusiła. Przynętę stanowiła także ledwie parokilometrowa odległość do ośrodka telewizyjnego. Najbardziej fantazyjne plany zakładały połączenie Bytkowa z Chorzowem podziemnymi kablami. Teatr byłby wtedy filialnym studiem telewizyjnym. Jedynym takim w kraju. A to też się liczyło. Regionalne partykularyzmy miały swą magiczną moc, a Górny Śląsk - "kraina węgla i stali" - dysponował wtedy silnymi argumentami politycznymi.

Remont po trzydziestu latach

Remont, prowadzony przez katowickie Przedsiębiorstwo Budownictwa Ogólnego i Usług Technicznych "Śląsk", trwał ponad trzy lata. Kosztował ok. 18 milionów złotych, pochodzących głównie z budżetu Śląskiego Urzędu Marszałkowskiego w Katowicach (dołożył się także Chorzów,
porządkując przylegające do gmachu teatru fragmenty ulic i zamieniając chodniki w ładne i wygodne deptaki). Odnowiona została fasada i wymieniono okna. Całkowicie przebudowano i znacznie poszerzono foyer, wraz z bufetem dla publiczności, rozdzielniami energii i kilkoma toaletami. Przede wszystkim zaś otwarto nowe ciągi komunikacyjne. Odtąd główne wejście dla publiczności prowadzi od narożnika kamienicy.

Pierwszym pomieszczeniem, na jakie natrafia widz, jest, znajdująca się po lewej stronie, obszerna sala kasowa (zmodernizowano też sieć komputerową w całym budynku, ułatwiając pracę m.in.
Biuru Obsługi Widzów, impresariatowi oraz działowi promocji i marketingu). No i nade wszystko w przestrzeni dawnej sali baletowej utworzono tak bardzo potrzebną Małą Scenę, która mieści do stu widzów.

Dwie sceny równolegle

Próby i spektakle mogą toczyć się równolegle na obu scenach. To wielki komfort, dotąd w tym teatrze nieosiągalny. Publiczność pragnąca zobaczyć któryś z kameralnych spektakli, na ogół granych pół godziny później, o 19.30, wchodzi wejściem głównym, kierując się schodami na pierwszą kondygnację. Stamtąd wchodzi na widownię, korzystając z oddzielnej szatni,
dostatecznie szerokich korytarzy, niewielkiej salki bankietowej i nowych toalet. Poza uwagą widzów, z tyłu i boku sceny, znajdują się m.in. garderoby aktorskie, łazienki oraz pomieszczenia dla inspicjenta i rekwizytorów, do których można dostać się także z przeciwległej strony, z najstarszej części budynku zajmowanej przez administrację teatru, do której droga prowadzi od ulicy Katowickiej. (...)

Trzy lata wcześniej oddano do użytku w budynku zaplecza teatralnego m.in. nowe garderoby dla aktorów występujących na Dużej Scenie, sale prób, także orkiestrowych, bufet pracowniczy, magazyny kostiumów etc. Artyści i pracownicy techniczni przed i po każdym spektaklu kierują się zupełnie niedostępnymi dla ludzi spoza teatru wewnętrznymi korytarzami, z budynku do budynku. Teoretycznie, tj. zakładając, że wszystkie drzwi zostałyby odryglowane, tymi "tajnymi
ścieżkami" można by dostać się także na foyer i dalej - albo do wejścia głównego, albo do administracyjnej części teatru i głównego wejścia służbowego. Z pozoru wielki galimatias, a w rzeczywistości - nareszcie uporządkowana sieć komunikacji wewnętrznej i zewnętrznej.

Pozyskanie tych wszystkich nowych przestrzeni musi stanowić dla każdego, kto znał dotychczasowy rozkład dawnych pokoi tudzież dawnych pomieszczeń hotelowych czy teatralnych, wielką niespodziankę. (...)

Krzysztof Karwat
Powyżej fragmenty książki Krzysztofa Karwata "Stąd do Broadwayu. Historia Teatru Rozrywki" (śródtytuły - od redakcji).
Promocja książki odbędzie się 28 listopada (poniedziałek) o godz. 19.00 na Dużej Scenie Teatru Rozrywki w Chorzowie. 
czwartek, 27 października 2011

Dziennik Zachodni
Łukasz Respondek

Pani X nie ma z kim zostawić dziecka. Korzysta więc z Banku Czasu i pomocy pani Y.
W zamian uszyje jej firanę albo zrobi ciasto - tak działa bardzo popularna na świecie bezgotówkowa wymiana usług. Teraz pomysł dotarł również do naszego miasta. - Zainteresowanie? Na razie zapisało się dziesięć osób. Ale spodziewamy się, że chętnych będzie jeszcze więcej - przyznaje Izabela Dziok, koordynatorka chorzowskiego Banku Czasu.
 

(© sxc.hu)

Wymiana usług w bankach czasu narodził się w Stanach Zjednoczonych w latach 80. Pomysł polegał na poświęcaniu wolnych godzin w służbie lokalnej społeczności. Filia w naszym mieście działa dzięki finansowanemu z funduszy europejskich projektowi "Stawiam na pracę".

Podobny Bank Czasu od czterech lat funkcjonuje w Katowicach. Uruchomiło go Stowarzyszenie "Meritum". Katarzyna Kopczak-Zagórna, jego koordynatorka wylicza, że w stolicy województwa na regularną wymianę usług zdecydowało się już ponad 50 osób. - W Katowicach czynnie działa w naszym banku już 50 osób. Dojazdy jednak nie zawsze są wygodne. I dlatego decydujemy się na
uruchomienie kilku filii - mówi.

Poza naszym miastem, Bank Czasu rozpoczął swoja działalność w Siemianowicach Śląskich i Rudzie Śląskiej. Kolejne filie zostaną uruchomione w Mysłowicach i Świętochłowicach. Nie wykluczone, że jeszcze jedną otworzą w Chorzowie.

Na Śląsku dużym zainteresowaniem cieszą się sprzątanie, pomoc w organizacji przyjęć, masażysta, kosmetyczka i opieka nad dziećmi.
 
Osoby starsze szukają często kogoś do towarzystwa. W ofercie mamy też opiekę nad zwierzętami i grobami - tłumaczy Dziok. - Dla wielu osób forma pomocy, za którą nie trzeba płacić,
jest bardzo atrakcyjna.

Co zrobić, aby zapisać się do banku? - Trzeba przyjść na spotkanie, wylegitymować się, a potem wypełnić formularz i ankietę określającą umiejętności. Potem można otrzymać identyfikator -
wyjaśnia Kopczak-Zagórna. - Takie inicjatywy działają na korzyść całego miasta - dodaje.

W Chorzowie spotkania odbywają się raz w miesiącu przy ul. 3 Maja w Centrum Inicjatyw Społecznych. Dodatkowe informacje są udzielane pod numerem telefonu 500 377 035.
 
1 , 2