Flag Counter
Chorzów wczoraj, dziś i jutro

Kościół

poniedziałek, 17 lutego 2014

Grób księdza Jana Machy w Chorzowie Starym został okradziony. Zniknęła figurka Chrystusa.

16 lutego 2014 r. działacze Towarzystwa Opieki nad Oświęcimiem odwiedzili grób Kazimierza Smolenia, zmarłego dwa lata temu, więźnia obozów Auschwitz i Mauthausen oraz długoletniego dyrektora Państwowego Muzeum Auschwitz-Birkenau w Oświęcimiu, który znajduje się na cmentarzu parafialnym w Starym Chorzowie.

Znicze zapalili również na pobliskim, symbolicznym grobie ks. Jana Machy, ściętego na gilotynie w Katowicach podczas okupacji hitlerowskiej. W trakcie ich zapalania zauważyli, że pomnik na tym grobie jest częściowo zdewastowany, bowiem z marmurowego krzyża została skradziona metalowa figurka Chrystusa. Pozostał po niej na krzyżu tylko ślad i otwory, z których ją wyrwano.
Figurka ta była nienaruszona jeszcze trzy tygodnie temu, kiedy ci sami działacze TOnO odwiedzili ten grób w dniu 26 stycznia 2014 r.

Od października 1941 r. do stycznia 1945 r. w katowickim więzieniu ścięto na tej gilotynie, przechowywanej obecnie w Muzeum Auschwitz-Birkenau, 552 osoby, w tym 48 kobiet. Gilotyna ta działała jeszcze na kilka dni przed wejściem do miasta żołnierzy sowieckich. Nie wiadomo dokładnie, kim były wszystkie jej ofiary, ponieważ hitlerowcy spalili większość szczegółowej dokumentacji, ale w katowickim Urzędzie Stanu Cywilnego pozostały spisy zamordowanych.

Gilotyna ta stała w osobnym parterowym budynku z czerwonej cegły, który przylegał do gmachu więzienia w Katowicach. Mjr Zygmunt Walter-Janke, ostatni komendant Okręgu Śląskiego AK, w swoich wspomnieniach napisał w oparciu o relacje świadków: „Atmosfera grozy i lęku dochodziła szczytu co noc między godz.

22.00 i 24.00. W tym czasie wyprowadzano skazańców na egzekucję. Odbierano im ubranie, dając w zamian papierową koszulę. Przed egzekucją skazańca strzyżono i wygalano mu szyję. Zakutego w kajdany wprowadzano do izby straceń”.


Gilotyna katowicka jest także związana z historią KL Auschwitz, bowiem ciała ściętych w Katowicach przywożono do krematoriów w KL Auschwitz i tam spalano. Muzeum Auschwitz-Birkenau posiada nawet w swoich zbiorach rysunek żydowskiego więźnia z Francji, członka Sonderkommando, Davida Olere, na którym widać, jak z ciężarówek znoszone są do krematorium ciała w skrzyniach, a obok leżą odcięte głowy.

Ks. Jan Macha, pochodzący z Chorzowa Starego, został zgilotynowany w katowickim więzieniu w dniu 3 grudnia 1942 r. Ostatnia wola zamordowanego została przez niego zapisana w następujący sposób: „Pogrzebu mieć nie mogę, ale urządźcie mi na cmentarzu cichy zakątek, żeby, od czasu do czasu, ktoś o mnie wspomniał i zmówił za mnie Ojcze Nasz (…)”.

Pogrzebu rzeczywiście nie było a zwłoki ks. Jana Machy, który miał zaledwie 28 lat, zostały przewiezione do Oświęcimia i spalone w obozowym krematorium nr 1.

Po wojnie, zgodnie z wolą ofiary hitlerowskiej przemocy, na cmentarzu przy kościele pw. św. Marii
Magdaleny w Starym Chorzowie, urządzono „cichy zakątek” i dokonano symbolicznego pochówku ks. Jana Machy. W tym miejscu umieszczono czarną tablicę z wielkim krzyżem a na niej napis: „Przechodniu! Ciała mojego tu nie ma, ale odmów Ojcze Nasz za spokój mojej duszy”.

Ze wspomnianego krzyża została dokonana w ostatnich dniach kradzież figurki Chrystusa.

Oficjalne uroczystości związane z rozpoczęciem procesu beatyfikacyjnego ks. Jana Machy odbyły się w katowickiej katedrze w Święto Chrystusa Króla w ubiegłym roku.

Na tej samej katowickiej gilotynie miał być także stracony ks. Franciszek Blachnicki,
po wojnie założyciel Ruchu Światło-Życie, który urodził się w 1921 r. w Rybniku. Miał zaledwie 19 lat, gdy ujęło go gestapo. Najpierw trafił do KL Auschwitz, gdzie oznaczono go numerem 1201 . Po kilkunastu miesiącach pobytu w tym obozie otrzymał wyrok śmierci przez ścięcie. Siedział pięć miesięcy w katowickiej celi więziennej, czekając na jego wykonanie. Był u kresu wytrzymałości fizycznej i psychicznej. Obiecał sobie wtedy, że jeśli przeżyje, zostanie księdzem i życie poświęci Bogu – młodego Polaka ułaskawiono. Z powrotem wrócił do obozu, przeszedł ich jeszcze kilka. Wiosną 1945 r. uwolnili go żołnierze amerykańscy w jednym z nich na terenie Niemiec.

Ks. Franciszek Blachnicki zawsze sprzeciwiał się totalitaryzmowi. Stan wojenny w 1981 r. zastał go poza granicami kraju. Osiadł w Carlsbergu w Niemczech, gdzie zmarł w 1987 r.