Flag Counter
Chorzów wczoraj, dziś i jutro
Blog > Komentarze do wpisu

Prezydent kosztował 368 tys. zł. W Chorzowie się cieszą

Iwona Sobczyk

Zakończył się remont wieży szybu Prezydent w Chorzowie. Ta wysoka na 50 metrów żelbetowa konstrukcja to absolutny unikat. Całkiem możliwe, że na świecie nie ma takiej drugiej. Po remoncie przypomina dzieło mocno ekstrawaganckiego artysty.

Michał Wróblewski na tle szybu Prezydent
Fot. Grzegorz Celejewski / Agenc
Michał Wróblewski na tle szybu Prezydent
Rusztowania zdjęto kilka dni temu i wieża po raz pierwszy od lat zabłysła oślepiającą bielą. W szarym otoczeniu smukła, ale potężna konstrukcja wygląda jak przybysz z innego świata. I prawie nim jest. - Wieże wyciągowe zwykle budowało się ze stali, ta jest z żelbetu. Dlaczego? Trzeba by zapytać projektanta - mówi Henryk Mercik, chorzowski konserwator zabytków. Wieża wyciągowa powstała w 1933 roku według projektu inżyniera Ryszarda Heilemana z Katowic. Na pewno jest jedyną w Polsce taką zabytkową konstrukcją. Czy jedyną na świecie? Możliwe. - Ja przynajmniej nie znam podobnych. Ta wieża to najbardziej oryginalna realizacja architektoniczna w polskim górnictwie. Stalową wieżę wybudować można było łatwo. Praca z żelbetem wymagała ogromnej precyzji i znawstwa. Materiał pozwolił za to na uproszczenie konstrukcji. Dzięki temu otrzymaliśmy elegancką, czystą formę właściwą funkcjonalizmowi - mówi Mercik. Być może właścicieli chorzowskiej kopalni do eksperymentu nakłonił przykład pobliskich Szombierek, gdzie dopiero co oddano do użytku również nietypową Krystynę.

Prezydent przestał działać na początku lat 90. Wieża miała kilku prywatnych właścicieli, ale żadnemu nie udało się zebrać pieniędzy na jej wyremontowanie. W zeszłym roku kupił ją chorzowski magistrat. - W ostatniej chwili, bo konstrukcja była już mocno zniszczona - mówi Joachim Otte, wiceprezydent Chorzowa. Przez szpary w popękanym betonie woda dostawała się do zbrojeń. Oryginalną fakturę i kolor betonu kryły obłażące płatami warstwy burej farby. Specjaliści od renowacji zabytków walczyli z tym bałaganem przez kilka miesięcy. - Część zniszczonych elementów stalowych trzeba było wymienić, resztę tylko oczyścić i zabezpieczyć. Potem każdy ubytek musieliśmy uzupełnić specjalnymi materiałami, które nie odróżniają się od oryginalnych - wyjaśnia Andrzej Stokłosa prowadzący prace renowacyjne.
sobota, 05 grudnia 2009, vlodo-bart

Polecane wpisy